Szkoła to prawdziwe pole bitwy, sprawdziany, zadania i przerysowane ambicje nauczycieli, które trzeba jakoś przetrwać. Najlepiej w jednym kawałku i bez uszczerbku na zdrowiu. Do czego zmierzam? Pewnego dnia mieszanka tych czynników zmusiła mnie do włączenia pierwszego w życiu FPSa. Niezłe szaleństwo, musicie przyznać ;D Obowiązkowa może i byłam, ale nie do tego stopnia, aby sama z siebie porwać się na coś takiego. Sami sobie wyobraźcie, jak bardzo musiałam być wkurzona - mówiąc łagodnie. 





Nie taki straszny FPS, jak go malują?


O ironio! Nauczyciel w liceum tak dał w kość dodatkowymi zadaniami, że musiałam to jakoś odreagować. Uznałam, że skoro po ostatniej wizycie kuzyna mam zainstalowanego Call of Duty 2, to zrobię z niego jakiś użytek. Zabijanie niemieckich (bez uprzedzeń) żołnierzy miało załatwić sprawę, a samo zdenerwowanie cudownie zniknąć. Powiem tyle, metoda okazała się kompletnym niewypałem. Było to zachowanie zwariowane i kompletnie do mnie niepodobne, rzec by można niedorzeczne ;D Dlaczego nie wzięłam pod uwagę faktu, że ja najzwyczajniej w świecie boję się gier tego typu?


Obowiązek wzywa? Raczej nie mnie ;D


Włączyłam grę i zaczęłam od misji i małego samouczka - tym lepiej. Pierwszy raz miałam bezpośredni kontakt z wojną, dlatego wolałam wiedzieć, co robię...Hm...Chociaż samo zainstalowanie gry i naciśnięcie przycisku "play" mogłoby świadczyć o czymś zupełnie innym. Amok? Gdyby można było nadawać imiona postaciom, jedna powinna nosić taki właśnie przydomek. Prawda jest taka, że nigdy wcześniej nie rzucałam granatami, nie celowałam do przeciwników, zwyczajnie nie bawiło mnie to całe zabijanie. Nie miałam jak przygotować się na to, co zastanę w grze, choćby na sam klimat. Dlatego nikogo nie zdziwi fakt, że po kilkunastu minutach gry w połowie 2giej misji, zrobiłam typowy dla siebie manewr bojowy. Odwrót i exit, wykrzykując przy tym do komputera, że "Nikt mnie nie zabije" - takie typowe. Znajomi zawsze reagowali na to moje zachowanie szczerym rozbawieniem ;D


(Możecie przenieść się ze mną w czasie. Poniżej Call of Duty 2, 
w poście mówię dokładnie o tym fragmencie gry)


Pisząc tego posta i wracając myślami do tamtych czasów postanowiłam zobaczyć, co też spędzało mi sen z powiek. Co omal nie zniechęciło mnie całkowicie do FPSów. 

Nie dość, że byłam nad wyraz wrażliwa jeśli chodzi o gry tego typu, to dodatkowo za bardzo wczuwałam się w klimat. CoD 2 pod tym względem był niezwykle nieprzyjazny i surowy. Stąd też moja panika. Teraz widzę jedną z głównych przyczyn mojego rage quit. Zwróćcie uwagę, że te maski gazowe są potworne i wyglądają niezwykle niepokojąco. Nie śmiejcie się! mówię poważnie :P Nawet po latach przyprawiają o ciarki na plecach. Gdyby dodali taki element w BF'ie czułabym się niezwykle nieswojo, ba!, nie wiem czy tak chętnie wracałabym do gry. Dodatkowo krzyki, jęki, strzały rozsadzające czaszkę i klimat wiecznego pośpiechu aaaaaa! 5:50 te białe kubraczki niczym z zakładu psychiatrycznego i kursor zmieniający kolor na czerwony przy celowaniu...brrr...Po tych wszystkich przeżyciach uznałam, że już nigdy w życiu takiej gry nie tknę - nawet patykiem :P Założę się, że Wasze wspomnienia związane z CoD'em 2 są o niebo lepsze :)

Zmiana frontu i to dosłownie

Przebywając na Twitchu i oglądając Streamy z BF'a 3 zupełnie nieświadomie oswoiłam się z grą. W pewnym momencie pomysł samodzielnego zagrania nie wydawał mi się już tak niedorzeczny jak wcześniej. Doszło do tego, że sama chciałam spróbować. Zresztą grafika w Battlefield 3 jest taka Estetko-przyjazna i nie zniechęca do gry. A to już duży plus. Nie zobaczysz tu wyskakujących zza rogu potworów i ogólnego klimatu grozy z obdrapanymi ścianami i psychiatrykiem w tle. W porównaniu z Call of Duty 2 (pierwszą misją, w którą grałam) Battlefield 3 jest o wiele bardziej przyjazny pod względem wizualnym.

Po jednorazowym włączeniu CoD'a 2 obiecałam sobie, że już nigdy, przenigdy w to dziadostwo nie zagram (ani w inne tego typu). Co tu dużo mówić - w przeszłości bałam się FPSów, jak diabeł święconej wody. Kto by pomyślał, że po 7 latach mój stosunek do gier tego typu ulegnie tak radykalnej zmianie. Ba! Sama, z własnej nie przymuszonej woli będę biegać, skradać się i celować do przeciwników w poszukiwaniu ich słabych punktów. Mogę uznać to za swój osobisty sukces, nawet jeśli moje umiejętności pozostawiają wiele do życzenia. Przełamanie własnych słabości jest dla mnie prawdziwym zwycięstwem :)

Napisałabym coś jeszcze, ale nie chcę, aby ten post stał się długi niczym wąż ogrodowy. Myślę, że na dzisiaj wystarczy. Więc do boju drużyno - karabiny w dłoń i huuura na wroga, zdobywać kolejne fragi ;)

~~ Estetka ~~


PS. Przypomniał mi się zabawny cytat a'propos CoDa przeczytany kiedyś w internecie:
<X> mój stary przeszedł cale call of duty
<Y> co w tym złego lub dziwnego? 
<X> ta, ale on w przedostatniej misji się mnie pyta, czy można colta na inną broń zmienić...

Picture: Wallpaper

1 komentarzy:

  1. Fajny blog, wszystko dokladnie napisane, i fajnie się go czyta ;)

    zapraszam do siebie, zaczęłam prowadzić bloga o moich rysunkach. http://kreska7.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń

Spodobał Ci się post? A może chcesz coś dodać? Zapraszam do napisania komentarza
✔ Komentarze są moderowane (wyświetlą się po zatwierdzeniu)
Jeśli nie masz bloga też możesz napisać komentarz - wybierając z paska opcję: Anonimowy. Dopisz swój nick, wtedy będę wiedziała do kogo się zwracam.