Też miewacie taki moment. Myślicie: "Idę spać, jestem zmęczona/y". Wszystko, co trzeba było zrobić jest skończone. A tu nagle jakiś impuls z kosmosu sprawia, że Waszą uwagę zwraca gra. W którą oczywiście koniecznie musicie zagrać. Kiedy? No jak kto kiedy? Teraz! Czujecie, że musi to być tu i teraz, że pora jest idealna, warunki atmosferyczne i miliony innych spraw. Taki mały głód pixeli nie daje spokoju. Ikonka z grą na pulpicie powiększa się w Waszych oczach do wielkości bloku kamiennego, którego ani nie sposób przeoczyć, ani zignorować. Pomyślałam, tylko zerknę, przecież nic się nie stanie? Taakkk. Pewnie, że nie... poza jednym: usiadłam do gry i nie mogłam oderwać się od niej przez bite 3 godziny. Powitał mnie genialny głos Boberka zapraszający do "Rajskiego" miasta. Co za miły wstęp. Gra już ma u mnie plusy, a jeszcze się na dobre nie zaczęła.




Burnout Paradise jest wyjątkowo przyjemną grą. Poczujesz tętniące życiem miasto Paradise i usłyszysz ryk silników czyli to, co tygryski lubią najbardziej. Ale od początku... Wcielasz się w kierowcę, przemierzającego ulice wirtualnego miasta Paradise. Jesteś urodzonym piratem drogowym, dlatego jedyne o czym myślisz, to gdzie ustalić kolejny rekord uliczny lub jak zdobyć lepszą brykę. Obecność policji jest dla Ciebie chlebem powszednim i zupełnie nie zawracasz sobie nimi głowy. Wiesz, że nie masz sobie równych, zarówno w starciu z nimi, jak i z innymi piratami drogowymi. Zapach benzyny, pisk opon i łamanie przepisów są Twoim uzależnieniem. Tak w skrócie można opisać Burnout Paradise.

Jednym zdaniem: musisz wygrywać nielegalne wyścigi, zdobywać punkty i otrzymywać kolejne licencje.

Na początku samochód, którym przyjdzie Ci jeździć, nie będzie bryką na miarę Jamesa Bonda. Ale spokojnie, w miarę wygrywania kolejnych wyścigów odblokujesz lepsze fury. Wraz z tymi wzorowanymi na małe cuda Amerykańskiej techniki. Jak zawsze, aby rozpocząć wyścig znajdujesz skrzyżowanie, naciskasz magiczną kombinację klawiszy, a następnie przejeżdżasz z punktu A do punktu B. W grze nie ograniczają Cię żadne dodatkowe wymagania poza tym jednym czyli trafieniem na metę jako pierwszy. Aby tak się stało wybierasz odpowiednią strategię, a masz ich w zanadrzu kilka: jazda trasą wyznaczoną jako najszybszą przez komputer, stając maska w maskę z przeciwnikami, oddanie się samotnej jeździe w poszukiwaniu ukrytych skrótów, ratujących tyłek lub połączenie tych dwóch sposobów w jeden. Nie trzeba przypominać, że korzystanie z dopalacza na Stacji Benzynowej jest Twoim obowiązkiem. Chyba, że boisz się o swój świeżo nałożony lakier. Choć na to też znajdzie się lekarstwo - wizyta w Lakierni. Ogólnie rzecz biorąc najważniejsze, abyś się jakoś dotoczył na metę. Spotkanie z innymi graczami nierzadko obfituje w liczne uszkodzenia, jednak można je łatwo naprawić, przemykając w trakcie wyścigu przez Warstat - jak to zwykł mawiać mój dziadek :)

Jak przystało na ścigankę Burnout Paradise posiada opcję dopalacza. W zależności od posiadanego typu samochodu lub trybu może być on uzupełniany w różny sposób. Jednym z tych bardziej niekonwencjonalnych są stłuczki. Standardowe uzupełnienie następuje po przejechaniu przez Stację benzynową.


Tryby w grze: W tej edycji Burnout dostępny jest wyścig klasyczny, Burning Route (konkretny samochód), Road Rage (eliminacja przeciwników),  Stunt Run (kaskaderskie sztuczki) i Marked Man (ucieczka przez facetami w czerni).

Poza nielegalnymi wyścigami możesz spędzić czas w niekonwencjonalny i artystyczny sposób, demolując billboard'y, znajdując rampy, skróty czy też grając na nosie lokalnej policji. Niby to przypadkiem, ustalając nowy rekord uliczny. Samo wykonanie wszystkich achievementów zajmie Ci kawał czasu, więc nie ma na co czekać. Dla relaksu możesz na ulicach Rajskiego miasta spotkać się z 8 znajomymi i rozegrać honorowy wyścig w trybie online.

Niewątpliwym atutem tej gry jest muzyka, która leci z samochodowego radia i uprzyjemnia czas. Muszę przyznać, że kawałki są świetnie dobrane do klimatu gry. Zdecydowanie dodają powera. Do tego stopnia, że nie raz czy dwa przydarzyło mi się porządnie depnąć na gaz. Co skutkowało przejechaniem z szaleńczą prędkością przez połowę miasta - bez żadnej stłuczki :P. Aby dopełnić tego cudnego obrazka brakuje tylko włączonego wentylatora, by poczuć ten przysłowiowy wiatr we włosach i okularów w moim ulubionym policyjnym stylu.

Randkowy test Estetki, czyli niebezpiecznej i szybkiej jazdy w realu nie popieram!!!  ale w grze nie mam nic przeciwko. Zresztą część osób dobrze wie, że na mnie pisk opon, umcyk umcyk, zimny łokieć, niebezpieczna jazda i prędkość zwyczajnie nie działają. Powiem więcej, jest to jeden z podpunktów mojego testu. Zwykle jeśli chłopak nie potrafił przewieźć mnie bezpiecznie z punktu A do punktu B tylko cudował za kierownicą, to definitywnie kończyłam taką znajomość. Znam z autopsji wyprzedzanie na 3ciego i dziękuję postoję, nigdy więcej...


A Wy kiedy ostatnio graliście w coś wyścigo-podobnego? Przyznać się bez bicia ;)

Burnout klimatem przypomina mi grę "Midtown Madness 2" Nie wiem, czy ktoś z Was pamięta. Oj grało się. Czasy podstawówki i młodość Estetki - nie żeby teraz była jakaś geriatria ;D


~~ Estetka ~~

4 komentarzy:

  1. Cześć Estetko. Jest jakaś możliwość pościgania się z tobą?
    Pozdrawiam Zaorisz

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj Zaorisz. Pierwszy raz Cię tu widzę ;)
      Zwykle grywam wieczorami, po 21:00. Jeśli uda Ci się mnie złapać to nie ma sprawy.
      Mój nick: PannaEstetka
      Pozdrawiam :)

      Usuń
    2. Pierwszy i nie ostatni ;)

      Usuń
    3. Prawidłowa postawa hihi ^^

      Usuń

Spodobał Ci się post? A może chcesz coś dodać? Zapraszam do napisania komentarza
✔ Komentarze są moderowane (wyświetlą się po zatwierdzeniu)
Jeśli nie masz bloga też możesz napisać komentarz - wybierając z paska opcję: Anonimowy. Dopisz swój nick, wtedy będę wiedziała do kogo się zwracam.