Szachy o tematyce wojennej. Brzmi dziwnie, ale gra się rewelacyjnie. Przypadną do gustu przede wszystkim tym, którzy wolą strategie, a zwykle FPSy omijają szerokim łukiem, ale jednocześnie chcieliby poczuć klimat wojny - tylko w nieco wolniejszym wydaniu.

Arma Tactic jest grą wojenną, w której zawiadujesz grupą żołnierzy z jednostki specjalnej. Poruszasz nimi, jak pionkami na szachownicy pełnej kurzu, pułapek i ukrytych wrogów. Z tym wyjątkiem, że nikt nie oznajmia, że do szach-mata zostały 4 ruchy - co miewał w zwyczaju mój dziadek, gdy graliśmy ;D. Mieszanka troski i zachęty. Zawsze mnie to bawi, ale wspominam miło. Twój oddział został wyszkolony do wykonywania najbardziej niebezpiecznych zadań. Szybkość, zwinność, czy umiejętność celowania ma tutaj największe znaczenie. W tej grze liczy się spryt i odpowiednia taktyka. Dzięki niej wiele plansz okaże się o wiele prostszych i krótszych. Nie zawsze oczywiste rozwiązania są tymi na miarę stratega wojennego, a zaułki bywają wręcz nieocenione. To jak użyjesz otaczającej Cię infrastruktury, samochodów, skrzyń, murów, pobliskich domów zależy od Ciebie. Wybierzesz zasadzkę, zaskoczenie czy może krzyżowy ogień?
Różne bronie, przedmioty, ulepszenia mogą pomóc przechylić szalę wygranej. Ta Arma różni się od swoich pozostałych braci. Tamci są dla mnie niespecjalnie interesujący. Być może dlatego, że przemierzanie lasów ramię w ramię z zombie zwyczajnie mi się przejadło. Arma Tactics jest takim przystojnym kawalerem do wzięcia, a nie znużonym życiem fanem programów Beara Gryllsa. 
Moja taktyka? Jest żywcem wyjęta z amerykańskich starych Boysbandów. Każdy uczestnik drużyny ma swoją broń, wyposażenie i wyjątkową rolę do wykonania, której się trzyma w każdej misji. Jednego wykorzystuję do długich dystansów, innego do krótkich, a jeszcze inny bawi się w medyka. Problem w tym, że nie chcą tańczyć i śpiewać, ale może za dużo od nich wymagam ;) 

Co zabawne w trakcie gry okazało się, że odkryłam kolejny typ żołnierza, o którym nie wspomina żaden producent. Trafił mi się także typ wesołka-kawalarza lub ciamajdy, zależy czy wybierzemy wersję optymistyczną czy pesymistyczną. Jego wiekopomny rzut granatem zza metalowych prętów na zawsze pozostanie w mej pamięci. Dlaczego? Ciamajda spowodował odbicie się granatu i wysadzenie całego zespołu w powietrze.... Żeby było zabawniej 4 metry przed końcem misji. A ja tylko chciałam szybciej ją skończyć, bo spieszyłam się do wyjścia. Jaka nauka płynie z tej gry? :D Lepiej nie rzucać granatem zza metalowych prętów. Tak, to moje jakże wyrafinowane osiągnięcie, a raczej ciamajdowatego żołnierza. To się nazywa sztuczna inteligencja, a raczej jej brak :D


Co jej mogę zarzucić? Po kilku misjach może stać się nieco nużąca. Traktuję ją jako przerywnik. Włączam jedną misję lub dwie, kończę je i wracam do innych obowiązków. Czasami ludzie zarzucają, że mogłaby być bardziej realistyczna i mieć więcej opcji. Ale wiecie co? To uproszczenie wcale nie jest złe, powiem więcej dzięki, temu gra się bardzo przyjemnie. Nie zawsze mam ochotę na tytuły, które są tak napakowane wszelkiego rodzaju opcjami, że człowiek więcej czasu spędza na dobieraniu sprzętu, ulepszeń do broni i innych pierdółek zamiast na grze. Zdecydowanie trafia do kręgu ulubionych :)

Co zabawne po przejściu kilku misji przypadkowo znalazłam opcję przydzielania punktów poszczególnym żołnierzom. Haha Gdyby nie to mogłabym przejść całą grę bez jakichkolwiek ulepszeń. Na samym początku tak się wciągnęłam w rozgrywkę, że dłubanie w menu wcale mnie nie interesowało. Chciałam czym prędzej zacząć mową misję. Zabawne jest to, że kiedyś szerokim łukiem omijałam gry z hełmem, mundurem i pistolecikiem w tle. Teraz moim jedynym problemem jest dylemat kupić czy nie kupić? Życie miewa niezłe poczucie humoru, trzeba przyznać :D

~~ Estetka ~~

0 komentarzy:

Prześlij komentarz

Spodobał Ci się post? A może chcesz coś dodać? Zapraszam do napisania komentarza
✔ Komentarze są moderowane (wyświetlą się po zatwierdzeniu)
Jeśli nie masz bloga też możesz napisać komentarz - wybierając z paska opcję: Anonimowy. Dopisz swój nick, wtedy będę wiedziała do kogo się zwracam.