Przewróciłam do góry nogami całe mieszkanie, łącznie z garderobą. Spokojnie, to nie na skutek ostatnich opadów, ale porządków. Mimo, że przeglądam ją uważniej co jakiś czas w celu sprawdzenia: co trzeba kupić, co wyrzucić, a co wymaga naprawy, to tym razem nastąpiła wielka garderobiana rewolucja z Magdą, ale nie Gessler tylko Estetką w roli głównej. 

50% rzeczy poszło w siną dal. Miewam takie radykalne ruchy, ale o tym kiedy indziej. Dlatego musiałam wybrać się na zakupy... och co za kara ;) ... co ja biedna zrobię tyle godzin na zakupach?... kto mnie tak urządził ;) hihi ^^ Prawda jest taka, że lubię buszować w sklepach. No może gdybym trafiła do budowlanego, byłoby inaczej, chociaż z pewnością znalazłabym nowy breloczek z metrem w wersji mini. Oglądanie, poszukiwanie nowych i możliwość otaczania się ładnymi rzeczami, różnymi soczystymi kolorami nastraja mnie wyjątkowo optymistycznie i poprawia nastrój. Wiele powodów może być przyczyną zakupów, ale kobiety mają zawsze jeden: nie mam w co się ubrać ;D To jak z grami, cała sterta i biblioteka na Steam'ie czeka, ale w danym dniu na żadną z nich nie mamy ochoty. Potrzeba czegoś nowego :P

Poniedziałek 8 rano jest porą, gdy powinno się smacznie spać. Mnie tym razem nie było dane. Można powiedzieć, że sama skazałam się na taki straszny los hihi o ja biedna, o ja biedna. Może nie taki straszny, ale godzina dla mojego organizmu zabójcza. I tak: bieganie po domu, bo kolczyki zostały w szafce - bez nich oczywiście nie wyjdę, a to kot nagle zapragnął zjeść śniadanie - sam sobie nie weźmie, a to szminka nie chciała się odnaleźć. Standardowe zamieszanie. Jak już udało się zamknąć drzwi i wsiąść do samochodu, mogłam odpocząć. Poranne ziewanie zniknęło w sekundzie, jednak i tak okazało się, że zapomniałam telefonu. Może świat się nie zawali.

Ktoś może się dziwić, po co tak wcześnie jechać do sklepu, skoro można na spokojnie po południu wszystko załatwić. Otóż nie. Po pierwsze trzeba dotrzeć do kilku sklepów, po drugie kolejki do przymierzalni znikome. Znajdowanie ubrań jest przyjemne, ale czekanie na możliwość ich przymierzenia już mniej. Wprawdzie są osoby, które kupują, omijając ten sklepowy rytuał. W moim przypadku ten wariant całkowicie odpada. Jestem dość szczupła, więc muszę dbać, aby ubrania ładnie leżały.

Source: polyvore.com
W sklepie przewija się wiele osób, każdy czegoś szuka, ale jest jedna rzecz, która sprawia, że nawet ja przewracam oczami i to nie na widok wyjątkowo ładnego znaleziska, ale zachowania płci przeciwnej. Co dokładnie mam na myśli? Te piekielne zasłonki od przymierzalni. Zauważyliście, że w niektórych sklepach są tak krótkie, że zasłaniając z jednej strony odsłania się z drugiej. Jakby sklep nie miał pieniędzy na większy kawałek materiału, a klienta traktował jak złodzieja, który musi być monitorowany z każdej strony... i to dosłownie ehh. (Może jakimś cudem trafi tutaj właściciel sklepu i wprowadzi odpowiednie zmiany) Do "Big Brothera" się nie wybieram. Jak inni chcą, droga wolna. Zwykle unikam takich sklepów, ale moje cenne źródło denimu w cudownych rozmiarach ma taką wadę. Aby coś na to poradzić, zwykle chodzę na zakupy z kimś. Faceci traktują wyprawę jako najgorszą karę, dlatego wolę je robić z mamą, nasza relacja jest bardzo dobra i ciężka do zrozumienia dla osób, które z rodzicami są na bakier. Mniejsza z tym. Tak więc jestem w przymierzalni, mama zwykle gdzieś koło mnie stoi, zasłaniając tę szczelinę powstałą na skutek małej ilości materiału. Ubieram nowe spodnie, mama lekko odsłania zasłonę, a ja widzę, że zza jej pleców jakiś mężczyzna bezczelnie gapi się w moim kierunku. Nie ma to jak trzymać żonie wieszaki z ubraniami i podglądać innych...grrr...Coś się we mnie zagotowało. Bez przesady. Każdy ma prawo do prywatności... I potem się dziwić, że czuję się źle w towarzystwie osób 40+ skoro takie przypadki dają "fantastyczną" opinię takim erotomanom... i jednocześnie krzywdzą tych mężczyzn, którzy zachowują się w porządku.

Summa summarum dzień był udany. Kupiłam wiele ładnych ubrań. Co wcale takie proste nie jest, bo zazwyczaj w sklepach rzeczy dla mnie są za duże. Aby znaleźć XS trzeba nieźle się nakombinować, a spodnie to już prawdziwa rosyjska ruletka. Więc wróciłam do domu w świetnym nastroju, ze zdobyczami, które ładnie wyglądają na półeczce, a na mnie jeszcze lepiej hihi :P Niezły loot, choć stan golda się sporo przerzedził - ale zdecydowanie było warto :D

~~ Estetka ~~


Ps. I jeszcze taka drobna uwaga. Gdy widzę chłopaków, którzy kupują fantastyczne koszule w kratkę (które uwielbiam), ale decydują się na 2 rozmiary za duże, to aż mnie wewnętrznie skręca. Moje poczucie estetyki nie zgadza się na to. A mogliby tak dobrze wyglądać :(. Taka strata. Myślą, że jeśli kupią wielkie koszule, to tym dodadzą sobie masy... A tu figa. Wygląda to jak spadochron i w żadnym wypadku nie jest ładne. Co innego, gdy koszula jest dopasowana, ma zaszewki w odpowiednich miejscach, podkreśla barki odpowiednim krojem. Aż miło popatrzeć. ^^

0 komentarzy:

Prześlij komentarz

Spodobał Ci się post? A może chcesz coś dodać? Zapraszam do napisania komentarza
✔ Komentarze są moderowane (wyświetlą się po zatwierdzeniu)
Jeśli nie masz bloga też możesz napisać komentarz - wybierając z paska opcję: Anonimowy. Dopisz swój nick, wtedy będę wiedziała do kogo się zwracam.