A gdzie w tym wszystkim Estetka? - nie ma to jak mówić o sobie w trzeciej osobie hihi :D Czyżbym wyszła za mąż?

Source: favim.com
Bukiet rzucony, grosiki pozbierane, goście najedzeni. Tak w skrócie można określić to, co miałam okazję doświadczyć zeszłej soboty. Młoda Para niezwykle sympatyczna i wpatrzona w siebie. Aż miło patrzeć na taki uroczy obrazek. Wprawdzie wiekiem młodsi ode mnie, a tak im się spieszy. Moim skromnym zdaniem o wiele lepiej byłoby, gdyby najpierw ze sobą zamieszkać, aby przyzwyczajenia i nawyki, bądź porozrzucane ubrania nie okazały się kamieniem milowym. Ale każdy ma inną wizję życia. I dobrze, przynajmniej nie jest nudno. Panna Młoda bardzo miła, a on rozsądny i dobrze mu z oczu patrzy. Oby patrzyli tak na siebie po kolejnych 20 latach... i w ogóle dotrwali. Niech będą szczęśliwi. Niech dobrze im się wiedzie :) Panna Młoda wyglądała przepięknie. Suknia była prosta i elegancka. Miała w sobie coś wyjątkowego ^^ 

3 buziaczki z Panem Młodym?
Jedyną rzeczą, która a'propos ślubów spędza sen z powiek jest składanie życzeń. Cały tabun ludzi patrzy i słucha. Mnie taki obstrzał dodatkowo deprymuje, szczególnie jeśli są to osoby które się lubi, ale widuje raczej rzadko. Tworzy to pewien dystans, który człowiek niby chce przełamać, ale nie wie jak. Zawsze towarzyszą temu staropolskie 3 buziaczki. I tu rodzi się kolejny dylemat: co z Panem Młodym? Niby wszyscy tak się zachowują, że gratulują, całują i wręczają kwiaty, ale mnie było jakoś głupio. Więc pozostał uścisk dłoni.

Przy okazji tego wydarzenia pozwolę sobie dodać kilka słów od siebie, które ze świeżo upieczoną parą nie mają związku. Choć sama tematyka i owszem. A nuż kobiety, jak i mężczyźni, przemyślą kilka rzeczy.

Nie mam się w co ubrać? czyli kobiety, rywalizacja i śluby
Ślub mężczyznom kojarzy się z okazją do spożycia alkoholu, a kobietom z problemem w wyborze ubioru. Czarne w nadmiarze odpada, białe odpada, więc co na siebie włożyć? Każda chce wypaść jak najlepiej - nie można mieć za złe, że chcą się dobrze prezentować. Jednak chwila namysłu powinna sprowadzić na ziemię i uświadomić, że to Panna Młoda ma być w tym dniu na pierwszym planie. Tak oczywiste, a nie dla wszystkich. Trzeba się tak ubrać, aby miło było zobaczyć swoje lustrzane odbicie, jednocześnie tak, aby nasza obecność stała w cieniu. Żadna kobieta nie chciałaby być przyćmiona na własnej imprezie i to tak szczególnej. Wyobraźcie sobie: wybierać przez kilka miesięcy suknię ślubną, zaproszenia, a później w dniu ślubu zobaczyć w kościelnej ławce olśniewająca piękność w rewelacyjnej kreacji? To jak nokaut*. Nawet największe pokłady pewności siebie mogą doznać lekkiego zachwiania. A tym z natury niepewnym odechciewa się mówienia sakramentalnego „Yes„ (Amerykanki planują go od dnia narodzin), a tu lipa. Mam nadzieję, że da to do myślenia płci pięk...niejszej. Aby skupić się na świętowaniu, a nie na rywalizacji z Panną Młodą o uwagę. Tego po prostu nie wypada robić. Dlatego nie zamierzałam szaleć i tak też skomponowałam ubiór. A wyszło na to, że się wyróżniałam, nieumyślnie, więc...

*Wersja dla mężczyzn: gdy inny mężczyzna podjeżdża lamborghini, a myślałeś że Twoje wczoraj kupione BMW to czad :P Przykład z rozbawianiem zatwierdzony przez płeć równie piękną :D

Source: weheartit.com
Marmury, sutanna i Kameruni
Chłodne podmuchy wiatru i zimne ławki kościelne sprawiły, że doświadczyłam mroźnych klimatów w realu, nie tylko w WildStarze. Z marmurami, sutanną i Kamerunami w tle. Kim? Kiedyś w internecie wyczytałam coś, co było dla mnie niespodzianką i do tej pory bawi mnie samo wspomnienie. Nie miałam pojęcia, że ślubnych kamerzystów, którzy nie są zbyt biegli w swojej profesji - np. dziwne kadry, wchodzenie w obiektyw fotografom i inne rażące błędy - nazywa się ironicznie Kamerunami. Śmieszniutkie strasznie hihi :D Tym razem Kamerunów nie było. Młoda para postawiła na zdjęcia. Tak więc paparazzo biegali po całym kościele. I jak tu zachować poważną minę, gdy wyrasta taki znikąd i pstryka zdjęcia 5 cm przed nosem. Trzeba udawać, że nie, luzik, wcale się nie przejmuję jak wypadnę... nic a nic :P... a tak w ogóle nikogo tu nie ma...puff...

Ilość alkoholu odwrotnie proporcjonalna do atrakcyjności? 
Czyli co sprawia, że nie daję się wyciągnąć na parkiet?
Za to mężczyźni na ślubach się upijają, szaleją na parkiecie, a później cała rodzina przez kolejne 30 lat ogląda taśmy prawdy o tym, jak wujek Stefan i Mariusz odstawiają indiańskie tańce do muzyki, która nijak się ma do tej lecącej w tle. A para młoda obserwuje to z dziwną miną, nie mówiąc już o ich żonach. To nie żaden przykład bezpośrednio z mojego życia 1:1, nieco koloryzuję, ale mniej więcej tak można opisać to, co się dzieje z późniejszym przeglądaniem filmów ślubnych i zamieszanym w to alkoholem... Może niektórzy muszą dodać sobie odrobinę animuszu trunkiem, aby poprosić kobietę do tańca - choć zwykle motywem jest: „a upiję się, będzie super”...Taa, jasne... Nie ma nic gorszego niż zostać poproszoną do tańca przez przystojnego chłopaka, z ładnym uśmiechem - który byłby w innych okolicznościach miłym umilaczem imprezy i kilku tańców - ale w tym wypadku niekoniecznie, bo rozumek uleciał wraz z ostatnim wychylonym kieliszkiem. A potem dziwić się, że jednak nie, dziękuję, posiedzę. Już wolę ciastka. I potem słyszę, że jestem tajemnicza i niedostępna. Choć towarzyszom ślubnych historii w to mi graj ;D

Szybciej szybciej, bo się ściemnia
Większość kobiet w sytuacjach ślubów, chrzcin, pierścionków zaręczynowych odczuwa presję. Szybciej szybciej, bo się ściemnia i trzeba lecieć przed ołtarz. Koleżanki dorzucają tutaj szczególnie swoje nawet nie 3 grosze, co 30 kilo bilonu. Teksty: och mój Jacuś dał mi pierścionek z brylantem, a mój Tomuś. i tak dalej.... i dziwne spojrzenia i uśmieszki, że na naszym palcu jeszcze taki nie widnieje. Albo inny, że 30stka to już najwyższy czas, aby wyjść za mąż nieważne za kogo... aby społeczne zdziwienie zniknęło. Niezły kabaret. Są dziewczyny, które popełniają błędy życia, aby zadowolić rodzinę. Aż ciężko patrzeć, na tych, którzy rezygnują ze swoich marzeń, bojąc się braku akceptacji najbliższych i wywracania oczami. Taka moja obserwacja życia połączona z zabawnymi opowieściami koleżanek.



Jak się czuję widząc, że inni się żenią/wychodzą za mąż?
Nijak. Nie sprawia mi to wielkiej różnicy. I nie biegnę do kątka płakusiać, bo też chcę suknię i pierścionek. Małżeństwo nie jest dla mnie celem życia samym w sobie. Liczy się człowiek, a nie impreza. Poza tym jak jest miłość i wierność, to czy czegoś jeszcze potrzeba? Człowiek powinien tak żyć, aby być szczęśliwym. Niezależnie czy w związku, czy też nie. Cieszyć się każdą chwilą :) Śluby są mi obojętne. To miłość jest tym, co zwraca moją uwagę. Miło ją obserwować, gdy ludzie się kochają i są w siebie wpatrzeni, mają nadzieję, że będzie im w życiu dobrze. Milutko ^^

Ślubna transakcja kontra uczucie
Na potrzeby tego posta zaczęłam zastanawiać się, jak ten ślub miałby wyglądać, abym po pierwszej linijce kazania nie wyszła z kościoła, nie mogąc słuchać tych bredni. Denerwuję się, bo to wszystko sprowadza uczucie do transakcji. Ja ciebie biorę, ty mnie bierzesz, podpisujemy papierek, buziaczek i zostajemy powiązani kajdanami i łańcuchem. A to nie o to chodzi. Lecz by ogrzać się w cieple uczucia, akceptacji, miłości i tworzonych wspólnie chwil.

Co zmieniłabym w tej tradycji?
Gdybym miała brać (czysto hipotetycznie), to zrezygnowałabym z kościelnych wywodów. Księdza zamieniłabym na urzędnika państwowego. Kościół na łąkę, ewentualnie ładny zameczek z ogrodem, w tle leciałby utwory grane na harfie i skrzypcach. A przysięga brzmiałaby zupełnie inaczej. Bo ludzie nie biorą siebie na własność, tylko decydują się na wspólne przeżywanie chwil. Poza tym nie można kogoś mieć, nie jesteśmy przedmiotami ani tym bardziej zmusić do miłości. Decydując się na związek nie jesteśmy posiadaczami drugiej osoby, o czym wiele osób zapomina, a jedynie towarzyszymy sobie w życiu. Jesteśmy kompanem w różnych chwilach, smutku, radości. Mamy tę radość i możliwość przebywania danej ścieżki wspólnie. Ślub jest decyzją, a nie przymusem. To kolosalna różnica. A obrączka nie jest odstraszaczem (tak właśnie ją określił ksiądz w "cudownym" kazanku) tylko symbolem miłości.


Ten ślub przypomniał mi jak bardzo lubię słuchać muzyki klasycznej na żywo. ^^ Skrzypce...ach, ach... można się zapomnieć ^^ Do tego stopnia się rozmarzyłam, że postanowiłam koniecznie odświeżyć jedno Anime. Wspomnę o tym następnym razem. 

I jeszcze jedno zdarzenie: wracając taksówką, słyszałam w radiu piosenkę Lady Pank "Kryzysowa narzeczona" haha :D Życie bywa zabawne :D

~~ Estetka ~~

0 komentarzy:

Prześlij komentarz

Spodobał Ci się post? A może chcesz coś dodać? Zapraszam do napisania komentarza
✔ Komentarze są moderowane (wyświetlą się po zatwierdzeniu)
Jeśli nie masz bloga też możesz napisać komentarz - wybierając z paska opcję: Anonimowy. Dopisz swój nick, wtedy będę wiedziała do kogo się zwracam.