Powoli dobiegają końca Mistrzostwa Świata w piłce nożnej. Fanką nie jestem, nie oglądam, nie interesuję się. Po prostu akurat ta dyscyplina nie jest w kręgu moich zainteresowań, no może jedynie, gdy zobaczę jakiegoś przystojnego piłkarza, co się raczej nie zdarza, szału ni ma hihi :P Ale jest coś, co nawet ja potrafię docenić, pomimo braku zainteresowania tym sportem. Bardzo pozytywnie mnie zaskoczyło i związane jest właśnie z tegorocznym Mundialem w Brazylii. Jeśli chcecie wiedzieć, co mnie tak zachwyca, czytajcie dalej ;)


Tak jak wyżej napisałam, fanką tej dyscypliny nie jestem, ale czyż to nie cudowne, że każdy z nas jest inny i każdy z nas może mieć całkowicie różne pasje? W innym wypadku mielibyśmy miasta pełne takich samych ludzi, tak samo myślących, może nawet tak samo ubranych. I pomyślcie, gdzie w takich warunkach miejsce na rozwój ludzkości? Wracając do piłki nożnej. Dwa dni temu reprezentacja Stanów Zjednoczonych została pokonana przez Belgów. Nie była to jakaś straszna porażka. Ci co interesują się tą dyscypliną bez zająknięcia podadzą wynik tego meczu. Dla reszty czytelników, czytelniczek podaję: Belgia - USA 2:1. I tak sobie niechcący wczoraj trafiłam na amerykańskie wiadomości kanału CNN i oniemiałam...wyobraźcie sobie, że tam, w Ameryce, nie rozpaczano, że reprezentacja przegrała, nie mieszano z błotem piłkarzy, nie mówiono, że dziadowsko grali, że byli do niczego, że mogli to czy tamto...NIE, nic z tych rzeczy. W amerykańskiej telewizji rozpływano się w komplementach(!), w achach i ochach nad bramkarzem Tim'em Howard'em. Ba, okrzyknięto go narodowym bohaterem, ponieważ tak dzielnie spisał się w tym meczu, tak dzielnie bronił. Doliczono się, że aż szesnastokrotnie uratował Amerykanów przed kolejną stratą bramki. 

Powiem szczerze, jestem absolutnie pod wrażeniem. Jak można porażkę przekuć w święto narodowe. Jak można w takiej sytuacji znaleźć pozytywną i pokrzepiającą informację. Choć Amerykanie nie są dla mnie wzorem do naśladowania, to jednak w tym wypadku powinnyśmy się my jako naród od nich uczyć. Przecież gdyby to polska reprezentacja przegrała, to eksperci zgromadzeni w studiu, a potem w kolejnych telewizyjnych wiadomościach, nikt suchej nitki nie zostawiłby na naszych piłkarzach. Może pamiętacie choćby co się działo, gdy polskiemu bramkarzowi strzelił gola bramkarz drużyny przeciwnej? Totalna kompromitacja, wiadomo, ale co się wówczas działo w polskich mediach, w pubach, w prywatnych rozmowach...wszyscy krytykowali, krytykowali, krytykowali. W sumie Polacy niestety mają tę nieprzyjemną cechę, styl życia nawet bym powiedziała. Zamiast dostrzegać pozytyw danej sytuacji, Polacy są w stanie skrytykować wszystko, ba... nawet wtedy, gdy wygrywamy(!). I nie daj Boże, gdyby ktoś osiągnął jakiś sukces, to są absolutnie pierwsi do podcięcia skrzydeł, wyszydzenia, ostracyzmu. Nie chcę myśleć, że ta nasza polska przypadłość będzie niezmienna. Wolę mieć nadzieję, że już niedługo Polacy wezmą w tym temacie przykład właśnie z Amerykanów i nauczą się szukać jasnych stron nawet w porażkach. Tego sobie i Wam życzę, bo wtedy w Polsce zrobi się o wiele przyjemniej :)

Source: gwizdek24.se.pl

Tym którzy nadal z wypiekami na twarzy śledzą dalsze zmagania na brazylijskich stadionach, życzę wspaniałych wrażeń. A tym, dla których 22+4 nie jest jakąś magiczną liczbą, w tym również sobie, życzę, aby w końcu nadeszło lato :) Jedzenie truskawek oglądając jak za oknem pada deszcz - no też można, ale...

~~ Estetka ~~

0 komentarzy:

Prześlij komentarz

Spodobał Ci się post? A może chcesz coś dodać? Zapraszam do napisania komentarza
✔ Komentarze są moderowane (wyświetlą się po zatwierdzeniu)
Jeśli nie masz bloga też możesz napisać komentarz - wybierając z paska opcję: Anonimowy. Dopisz swój nick, wtedy będę wiedziała do kogo się zwracam.