Dzisiejszy post jest nieco bardziej życiowy. W sumie jaki miałby być, gdy owinęłam się w koc, zrobiłam gorącą herbatę i staram się nie dać przeziębieniu. Chorowanie nie należy do moich ulubionych zajęć. Bywam wtedy marudna, podobno uroczo - nie będę się sprzeczać. Co mi teraz pozostaje? Pisanie postów i granie w WildStara. Właśnie cudny berecik dostałam od Carbine. Genialnie wpasowuje się w moje poczucie estetyki. A potem siedzę i zachwycam się własną postacią w grze hihi^^ Muszę przyznać, że żadna inna nie wyrażała mojego charakteru lepiej - poza momentami, w których się wkurzam haha. W kolejnym poście o WildStarze wstawię screena :)




Jak do tego doszło? Całkowicie bezproduktywnie. Wpadłam na genialny pomysł, aby napić się mrożonej kawy. Pijam ją niezwykle rzadko, a w wersji mrożącej krew w żyłach już wyjątkowo. No cóż, miałam ochotę na coś smacznego, z odpowiednim poziomem cukru, a słodycze się skończyły. (Teraz wyjdzie na to, że Estetka nic nie robi tylko wcina słodkości. Oddawać krwi nie mogę :P) Super mega pomysł Estetki. Wprost genialny. Później wieczorem ratowałam się całą garścią tabletek - i to bynajmniej nie z braku innego pożywienia w lodówce - herbatą z cytryną w dużych ilościach i zestawem w postaci ciepłego koca. I prawie się rozchorowałam. Prawie, bo jeszcze nic nie jest przesądzone. Nie dam się. Odcięłam wszelkie źródła mrozu (w lecie!) i... gram. O ja biedna, cóż za kara mnie spotkała ;) Żarcik, chociaż moje plany na najbliższe dni zostały pokrzyżowane, to fakt. 

Zawsze dziwi mnie jedno... 11:00 patrzę na zewnątrz. Ludzie dokądś zmierzają, samochody ruszają z piskiem, słońce przyjemnie świeci - wygląda jakby pogoda dopisywała. Jednak wystarczy otworzyć okno, aby przekonać się, że to iluzja. Zimne podmuchy wiatru w otoczeniu radosnej aury panującej na zewnątrz. I tak sobie spoglądam to tu, to tam i co widzę? Ludzi, którzy postanowili chyba nie otwierać okna w celu sprawdzenia warunków pogodowych, o zerknięciu na termometr nie wspominając. Woleli zaszaleć, iść na żywioł - w końcu raz się żyje? Ubiorę krótkie spodenki, krótki rękawek i idę. Co innego wyjście na chwilę, w jakimś celu i czmychnięcie do domu. Ale nie na dłuższy spacer w jakimś ustalonym kierunku. Mężczyźni mają wprawdzie inną ciepłotę ciała i tolerancję, ale są chyba granice? Jestem ciepłolubna to fakt, ale nawet osoby nie mające z tym problemu kiwają głową ze zdziwienia na ludziki chodzące na zewnątrz. Może zorganizowano w mieście dzień nielogicznego ubierania się w rzeczy nieodpowiednie do warunków pogodowych tylko ja o tym nic nie wiem? Jak ktoś jest zahartowany to czemu nie, ale mieszkańcy mojego miasta nie wyglądają na wielbicieli skandynawskich klimatów śpiących w igloo. 

I taka ciekawostka z życia osoby, której tożsamość mogę bezpiecznie zdradzić. Kot cudak ostatnio bardzo mnie rozbawił, chociaż kiedy mnie nie rozbawia? Wystarczy, że na niego spojrzę, jak uskutecznia swoje medytacje zen, leżąc w słońcu na plecach - nie mogę przestać śmiać się. Wpadł na kolejny genialny pomysł, skubaniec jeden. Wieczorem zwykle smacznie śpi. Jednak ostatnio poświęcałam mu wyjątkowo mało czasu, więc i czuł się nieco samotny. Tak tak, zwierzętami także trzeba się opiekować, też potrzebują uwagi. Pobawić się, pogłaskać, a nie kupić i zapomnieć. Myśląc, że ma jedzenie, więc wszystko w porządku... Wracając do tematu, zwykle późną nocą robi obchód mieszkania. Nudzi, że jest głodny, pozaczepia czasami, ale widząc, że jestem zajęta daje za wygraną i idzie spać. Ostatnio zaczął miauczeć, ale tak przeraźliwie, że aż zrobiło mi się przykro. Nie mogłam na ten stan rzeczy patrzeć, więc siadłam w fotelu, zawołałam kota, który o dziwo przyszedł. To wcale nie jest takie oczywiste - opiera się wszelkim formom tresury, o komendach nie wspominając. I tak spędziliśmy sobie miło czas - ja oglądając film, a kot w stanie pełnej szczęśliwości, bo pańcia przez długi czas głaskała i drapała za uszkiem. I co zrobił następnego wieczoru? Najwyraźniej przemyślał sprawę, zauważył, że jeśli drze pyszczek to jest w stanie wymusić na mnie co najmniej pół godziny mojego wieczornego czasu. Więc miauczał przez 15 minut, a uciszanie go było tylko chwilowe. "Ale nie ze mną te numery, Brunner". I teraz się głowię, jak go tego oduczyć? Coś muszę wymyślić, choć przyznam, że to taki typ kota, który potrafi udawać, że nie słyszy, gdy się go woła. W ogóle zabawny z niego jegomość, a raczej jegomościna. Ale to długa historia...

~~ Estetka ~~

0 komentarzy:

Prześlij komentarz

Spodobał Ci się post? A może chcesz coś dodać? Zapraszam do napisania komentarza
✔ Komentarze są moderowane (wyświetlą się po zatwierdzeniu)
Jeśli nie masz bloga też możesz napisać komentarz - wybierając z paska opcję: Anonimowy. Dopisz swój nick, wtedy będę wiedziała do kogo się zwracam.