Całe lato zabierałam się, aby odwiedzić Kraków. Na szczęście w piątek pogoda sprzyjała i udało mi się zrealizować swój plan. Ostatni raz odwiedzałam miasto Kraka dawno temu, że aż wstyd się przyznać. Tak się w życiu układa. Jakoś nigdy nie było po drodze. Kiedyś przez swoją słabość do kolczyków^^ spóźniłabym się i autobus odjechałby beze mnie. 

Internet przychodzi z pomocą :D


Bo zgubiłam się w galerii... cała Estetka. Film "Szklana pułapka" to małe miki. Wprawdzie nic się nie paliło, ale nie mogłam znaleźć odpowiedniego wyjścia, a do odjazdu pozostało 10 minut. Zupełnie jak w filmie sensacyjnym. Czy to moja wina, że muszę sobie coś ładnego kupić? Toż to niemal tradycja. Kraków jest uroczym miastem z duszą. Z przyjemnością patrzę na ludzi przemykających z wielkimi teczkami na rysunki. Artystyczna nuta się we mnie odzywa. Gdy siedzą, rysują. Szczególnie mężczyźni z ołówkami w ręce są wyjątkowo uroczy ^^. Kwestia pewnego rodzaju wrażliwości, która mnie urzeka. Tylko, gdy jest docenianiem świata i znajdowaniem w nim rzeczy, którymi można się zachwycać zamiast wiecznych defektów i niedoskonałości. Krytykowanie wszystkiego, marudzenie i narzekanie jest męczące. Swoją drogą zawsze szybko przemykałam między galerią i rynkiem, patrząc aby nie zginąć w tłumie. Jakoś nigdy nie zauważyłam Teatru Słowackiego (na zdjęciu). Tym razem spostrzegłam go przez przypadek i mnie zamurowało. Fantastyczny budynek. Wizualnie bardzo approved by Estetka^^. Aż ma się ochotę wystroić i wybrać na jakiś spektakl. Zastanawia mnie, jak wygląda nocą. Z pewnością ładnie podświetlony, a może się mylę? W dzień i tak robi duże wrażenie. Tak sobie zerknęłam na internet i okazało się, że to jeden z najładniejszych budynków w Krakowie. Mam oko ;)

Kraków zawsze kojarzy mi się ze...
...skarbnicą oryginalnych kolczyków, obwarzankami i smalcem haha :D Co zabawne nigdy nie byłam fanką tego typu potraw i nadal nie jestem, z jednym małym wyjątkiem. Nóżki w galarecie, flaki czy jakieś ozorki blehh. Idealne potrawy, gdy chce się zniechęcić do siebie dziewczynę. Niech ludzie sobie wcinają, ale ja nie muszę o tym fakcie wiedzieć :P. Ale kiedyś, będąc właśnie w Krakowie, zawitałam do małej knajpki stylizowanej na bibliotekę i jakoś tak wyszło, że smalec ze skwarkami i chlebem był przystawką. Zwykle nie tykam takich rzeczy, ale tym razem postanowiłam spróbować. Może to przez wielogodzinne zakupy było mi już wszystko jedno. W każdym razie bardzo mi smakował. Ta opowieść do tej pory mnie niesamowicie bawi. Dlatego Kraków kojarzy mi się nie tylko z filmem Vinci "Leonardo na ścianie, taki czad ;)", ale i ze smalcem ;D To jest duży komplement i liczę, że nikt się nie obrazi. Jest jeszcze kilka miejsc, ale nie zdradzę swoich tajnych kryjówek ;D

Od początku...
Niestety prywatny odrzutowiec był w warsztacie, więc tym razem musiałam lecieć na autobus ;D Wstałam niemalże o świcie. Przecież trzeba się przygotować, zrobić makijaż i co najważniejsze wyjść na czas. Moje urocze "Jeszcze 15 minut" tym razem nie wchodziło w rachubę. Nieugięte rozkłady jazdy nie zmienią się, bo uwaga Estetka leci i uwaga trzeba rozkładać czerwony, a raczej fioletowy dywan. Nie wiem, jak w Waszym przypadku, ale nieważne o jakiej godzinie położę się spać, i tak wczesne wstawanie zawsze jest dla mojego organizmu szokiem termicznym. Abym zerwała się aż tak wcześnie naprawdę musi być ku temu dobry powód, bo to duże poświęcenie z mojej strony. Chociaż rześkość za oknem ma swój niewątpliwy czar. Plan wydawał się bardzo dobry: wsiądę do autobusu, prześpię się, może posłucham muzyki, pogram na komórce, aż do momentu dotarcia na miejsce. 

W okolicy jednego z przystanków w moim mieście wypatrzyłam intrygującego człowieczka. Początkowo sądziłam, że biedaczek coś zgubił i szuka drobiazgu. Po chwili okazało się, że to ogrodnik. Tak się zakamuflował, że przez wielkie trawy ciężko było stwierdzić, któż to taki. Chociaż powinnam powiedzieć bohaterski ogrodnik, co wcale ironią nie jest. Osoba dbająca, by trawki, kwiatki ładnie rosły, a chwasty się nie pojawiały. Opiekująca się kawałkiem zieleni, aby ludziom miło przebywało się w tej okolicy. Czyż to nie cudowne? Równie dobrze w tym miejscu mogłyby się znajdować nieestetyczne chaszcze, obdrapane ławki i porozrzucane niedopałki. Zawsze, gdy tamtędy przechodzę zachwycam się. Wszystko tak ładnie rośnie i w ogóle jest uroczo ^^. Lubię sobie usiąść w pobliżu, odpocząć. Kiedyś było zupełnie nieatrakcyjnie - bardzo doceniam zmianę. Ludzie zwykle nie zauważają takich osób. Myślą, że jedynie strażak, lekarz czy podobne zawody zasługują na uwagę i dobre słowo. Nic bardziej mylnego. Każdy zawód, który sprawia, że jest Ci lepiej, milej, przyjemniej, spokojniej, zabawniej, dając rozrywkę jest warty docenienia. Podobnie z przedmiotami, sytuacjami, osobami, z życiem :) Na co dzień wiele osób o tym nie myśli. Dzięki piekarzowi nie musisz martwić się o chleb, bo on to za Ciebie wykona. A Ty w tym czasie możesz poświęcić się własnym pasjom bez potrzeby babrania się w mące. Kilkaset lat temu nie byłoby to takie proste, czyż nie? Poza tym wiele osób nie dość, że nie docenia, to wręcz przeciwnie ocenia innych po tym, jaki wykonują zawód. Za każdym człowiekiem kryje się coś więcej, emocje, pasje, zainteresowania, historia, charakter, a nie to w jaki sposób zarabia na swoje rachunki albo co posiada i czym jeździ. Może lepiej byłoby, gdybyśmy zaczęli skupiać się na rzeczach prawdziwie ważnych, na dobrych relacjach, umiejętności wspierania się, szacunku i empatii, a nie głupotkach :D

Co atrakcyjne nie jest?
Niestety moja cudowna podróż zamieniła się w udrękę za sprawą jednego aczkolwiek istotnego elementu... Do autobusu wsiadło kilka kobiet. Nie byłoby w tym nic wyjątkowego, ale pech chciał, że jedna z nich użyła tak dużej ilości perfum, że ciężko było wytrzymać. Miałam wątpliwą przyjemność siedzenia tuż za nią. W połączeniu ze środkami transportu mieszanka obezwładniająca. O Bogowie! Jak można się domyślić, gdy przyjechałam na miejsce niemalże ucałowałam ziemię niczym Krzysztof Kolumb (taka przenośnia, bądźmy rozsądni ;D) Perfumy są fantastyczne, ale tylko wtedy, gdy używa się ich z umiarem. Dotyczy to obu płci. To bardzo osobisty produkt, który powinien być zarezerwowany wyłącznie dla osób podchodzących blisko, na przykład przy powitaniu. Dopiero wtedy słodki zapach perfum powinien nas czarować. Wlewanie na siebie hektolitrów dzięki, którym już z 6 kilometrów uderza nas fala zapachu, a jeszcze nie widać nikogo na horyzoncie, jest wyjątkowo nieatrakcyjnym postępowaniem. A po przejściu człowieczka zostaje smuga dymu lub gazu łzawiącego jeszcze przez 5 minut. Warto więc zapytać koleżanek, co sądzą i po męsku znieść odpowiedź. Słodzić sobie można przy innej okazji haha :D. Czarować trzeba sobą, charakterem, dobrymi i uroczymi cechami, zamiast oparami o zapachu piżma. Jak widać kobiety też potrafią przesadzić.


Od czasu ostatniej wizyty wiele rzeczy się zmieniło
Najbardziej ławki na dworcu. Są tak śliskie, że nawet gdy człowiek siedzi prosto i stara się procesowi grawitacji jakoś przeciwdziałać, to i tak zjeżdża. To skutkuje istnym kabaretem. Wyprofilowane podparcie pod plecy jest, więc autor wziął to pod uwagę. Braku logiki i rozumku nie można mu zarzucić. Sądzę, że chciał, aby ludzie tam nie spali oraz nie przegapili pociągu. Ale ciut przesadził. Mały element, a tak się ubawiłam, że szkoda gadać. Chociaż już chyba lepsze od tych w Katowicach - skutecznie wpijających się w plecy. 

Kosmetyki = Gry?
Znalazłam wreszcie kolor podkładu, który wygląda niemalże jak moja karnacja. Lepszego w życiu nie miałam. I super jasny genialny puder^^. Dodam, że te 2 produkty mogłyby mi sfinansować wszystkie dodatki do World of Warcraft łącznie z najnowszym i jeszcze sporo by zostało. Nie w ramach wydawania pieniędzy i opisywania tego na blogu, ale może nieco większego doceniania kobiet :) Ale Battlefielda 4 i tak muszę wreszcie zakupić, nie ma bata. Oczywiście mężczyźni myślą po co tyle wydawać na kosmetyki, że to zbędne. Na szczęście nie wszyscy^^. Na nowe ciuchy niektórzy też narzekają, ale jak zobaczą ładnie wyglądającą dziewczynę, to nagle wątpliwości znikają. Co za przewrotność. Poza tym kupowanie gier na potęgę jest okej, a kosmetyków, butów i torebek już nie?

Pojechać gdzieś czy pograć - oto jest pytanie?
Lubię swój przytulny domek, ale wybranie się gdzieś także sprawia mi radość. Wychodzenie dodaje mi świeżości i różnorodności w życiu. Mam więcej energii, lepszy humor. Są osoby, które niechętnie wybierają się gdzieś wiedząc, że w domu czeka ulubiona gra. Całkowicie to rozumiem. Za czasów gry w WoWa zobaczenie mnie na zakupach graniczyło z cudem haha :D Wcale nie mówię, że to było rozsądne, ale przyjemniutkie^^ Dałam się nieźle porwać, co wspominam z rozrzewnieniem. Obecnie potrafię czas w mmorpg zrównoważyć, a może żadna gra nie jest w stanie aż tak mnie zachwycić. Kto wie? Moje wyjścia większe czy mniejsze sprawiają, że nawet granie staje się przyjemniejsze. Wpływa dobrze na obie sfery: wirtualną i realną. Więc gdy gdzieś się wybieram nie myślę bez przerwy o tym, że gra czeka w domu i o mnie "myśli". Skupiam się na czerpaniu przyjemności z trwającej chwili, miejsc, ludzi, sytuacji. Na gry będzie czas później ;)

Wolę chłonąć atmosferę, zamiast robić zdjęcia, więc ich nie ma.
Dzisiejszy post może być nieco chaotyczny. Widocznie życie tak chciało :)
Albo nie... to wina pogody :D

~~ Estetka ~~

0 komentarzy:

Prześlij komentarz

Spodobał Ci się post? A może chcesz coś dodać? Zapraszam do napisania komentarza
✔ Komentarze są moderowane (wyświetlą się po zatwierdzeniu)
Jeśli nie masz bloga też możesz napisać komentarz - wybierając z paska opcję: Anonimowy. Dopisz swój nick, wtedy będę wiedziała do kogo się zwracam.