Mroczne zaułki, kurz unoszący się w powietrzu i wymowne pytanie malujące się na twarzy sojusznika o poetyckim brzmieniu: Żyjesz brachu? Jednym zdaniem: powinnam opublikować posta o książce, ale zakup Battlefielda 4 nieco ten proces opóźni. Moja słabość do tworzenia teatralnych opisów musi poczekać. Ku uciesze lub smutku czytelników. Dodatkowo skoro odkopuję tę serię, to w nagrodę post będzie nieco dłuższy niż zazwyczaj. Jeśli lubisz gry z serii Battlefield, FPSy lub ciekawi Cię kobiece spojrzenie, uznasz to za atut. Dla osób, które znajdą się tu po raz pierwszy, na końcu posta znajdzie się dodatkowe wytłumaczenie kilku tajemnic :)


Instalowanie tego potwora odbywało się na raty i swoje miejsce na dysku zabrało. Ale jestem, melduję się na polu walki i mogę podać komuś pomocną dłoń lub zdzielić apteczką po główce, jeśli kultura osobista będzie poddawała pod wątpliwość moją chęć ratunku. Bycie medykiem, pielęgniarką lub aniołem miłosierdzia - jak kto woli - bardzo przypadło mi do gustu. Ratowanie biedaków, opatrywanie ran i heroiczne skakanie po mapce, aby wskrzesić 70 kg żywej wagi wpisuje się w mój nie tylko pixelowy charakter. Teraz już w pełnej wersji, a nie jak w poprzednim poście - okresie testowym. Pytanie kto w takim razie uratuje Estetkę? Z zadowoleniem stwierdzam, że im większa ilość polskich nicków przewija się tu i ówdzie, tym większa szansa, że jednak jakiś dzielny bohater i mnie z opresji wybawi. Na zagranicznych serwerach także, więc i nie do końca to kwestia płci, a raczej wewnętrznej potrzeby? A może mój awatar jest tak oczywisty, że obok małego serduszka zawartego w obrazku nie da się przejść obojętnie? Hhmmm… Może to i dziwne i zabawne zarazem, ale nieco wzrusza mnie, gdy ktoś i mnie chce uratować. Czuję się jak w nowoczesnej wersji książek Jane Austen, z tym wyjątkiem, że frak został zamieniony na moro, rumak uciekł w siną dal, a zamiast słownego zmiażdżenia aroganckiego jegomościa hańbiącego dobre imię pozostała pomocna dłoń i krople na uspokojenie haha. A mówią, że następuje postęp. Mężczyźni, którzy stają w mojej obronie zawsze dostają kilka punktów niezależnie czy w realu czy witrualu. Może na breloczek wymienić się ich nie da, ale na kilka miłych myśli i owszem. Jednocześnie, gdy tak się nie dzieje, próżno szukać nici porozumienia.

Co wybrać? Zawsze przyjmując rolę pani medyk zastanawiam się na czym skupić swoje działania. Ratować czy strzelać, bo sytuacja tego wymaga, a może zmiksować te dwa zadania w jedną zgrabną całość? Wynik, który zamieszczę poniżej, jest połączeniem 2ch opcji. Dla wielu fanów FPSów praktykujących grę niemalże od kołyski nie będzie to żaden czad, ale ja się cieszę. Jest postęp, więc dlaczego miałabym siebie nie docenić? I to jest fantastyczne, że można uczyć się od siebie nawzajem. Ja od innych celowania, taktyki i różnych ważnych rzeczy, jedynie kwestię orientacji spisałam na straty haha ;D, a starzy wyjadacze ode mnie doceniania własnych osiągnięć i postępów niezależnie czy są ogromne, czy choćby o włos lepsze. Gdyby ludzie to potrafili, to w świecie gier byłoby o połowę mniej zgrzytów i hejtu, ręczę za to. Gdy człowiek jest dla siebie miły, docenia własne osiągnięcia, a także wybacza drobne błędy, tak samo zachowuje się w stosunku do pozostałych graczy. Wprawdzie Battllefielda traktuję bardziej jak rozrywkę, aniżeli spinanie i kłócenie na czacie o każde nieumyślne zabicie mnie przez własnego sojusznika, co nie znaczy, że się nie staram. Robię, co mogę i wyważam tak, aby gra przynosiła więcej zabawy aniżeli wkurzenia. W końcu złość piękności szkodzi ;), a tego nikt by nie chciał i nie proponował, ja myślę :P



Koń Trojański czy charakter? Ktoś mógłby wykombinować, że moje leczenie jest fortelem, aby zrobić wynik, nie będąc jednocześnie wyborowym strzelcem. Otóż nie. Gdyby nie pewien przypadkowo zasłyszany tu i ówdzie wniosek, sama bym na takie rewelacje nie wpadła, mimo, że to w sumie oczywiste. Moje ratowanie ludzików jest kwestią charakteru, aniżeli żądzy wspinania się po szczeblach kariery. Postawa rzucę Ci apteczkę, bo dzięki temu zgarnę punkciki na mnie kompletnie nie działa. Może i czasami zdarza mi się nią nieco spamować, ale… w tym szaleństwie jest metoda. Jednak nawet w tym przypadku i tak nie o cyferki chodzi. Gdy przeciwna drużyna znajduje się tuż za rogiem lepiej, aby ludzie najbliżej ich strzałów mieli plastry i bandaże pod nogami. Na wszelki wypadek, gdyby jakiś zły człowieczek wybrał się do nich z wizytą lub śmiał rozpocząć salwy ognia. Oczywiście poniekąd rozumiem, że to gra i skoro za jakieś akcje są punkty, to się je zwyczajnie wykonuje i nie dorabia filozofii. Ciekawi mnie, czy wszyscy mężczyźni mają takie podejście. Czyżbym była jakimś wyjątkiem? :P Ale dla mnie ratowanie, wspólne działanie, walka ramię w ramię, zamiast suchych cyferek... taka Estetka ze mnie. Zawsze w grach bardziej bawi mnie współpraca, dążenie do celu wspólnie, aniżeli chęć wytłuczenia się nawzajem. Wspólne godziny grając na grze telewizyjnej z liczną publiką, później na komputerze, najlepiej jednej klawiaturze szturchając się łokciami wryły mi się i zdecydowanie zahaczają o sentymentalne nuty. 


Ostatnio mapka, na której się bawię, to Operacja Blokada lub jak kto woli Operation Locker w wersji Podbój/Conquest. Nie powiem, abym mimo wielu godzin gry znała na pamięć każdy zakamarek, ale mniej więcej się orientuję. Któregoś razu powinnam pozwiedzać ją dokładnie, starając się lepiej zapamiętać co gdzie jest. Właśnie dlatego nie lubię być dowódcą drużyny. Ta przeklęta gwiazdka. Mogę się obracać jak na karuzeli we wszystkie strony świata, a i tak średnio to pomoże w orientacji. Ta gra kompletnie nie jest przystosowana dla kobiet, ot co :P Apelujemy o gps, postacie kobiece z możliwością zmiany garderoby i opcję przewijania czatu, bo jak tu zobaczyć czyjeś wyznanie miłosne, gdy inni spamują – to akurat żart. Jednak rzeczywiście bywało, że przegapiałam czyjąś wskazówkę, bo ktoś musiał sobie ponarzekać na ciężki los. Wracając… gdy mam strzałkę to wiem od razu czy biegnę dobrym korytarzem, czy jednak powinnam się obrócić. Dowódca musi się niestety ruszyć, aby cokolwiek z tego wyszło. Z pewnością nikt z Was nie zwrócił na to wcześniej uwagi, bo nie macie problemu z orientacją w terenie, więc będą to takie urocze i zabawne kobiece rozterki. Może i nieco się powtarzam, lecz ostatni post na temat Battlefielda był daaawno temu :)

Świetny efekt kurzu i światła w tle :D
Mandacik. Gdy pierwszy raz włączyłam swój nowy nabytek w postaci premium i wszystkich dodatków, załamałam się. Dziwna reakcja? Powinnam raczej skakać z radości czyż nie? Ktoś mógłby złapać się za głowę i stwierdzić, że kobiet nie da się zrozumieć :D Ale nie oceniaj dnia przed zachodem słońca. Miałam tak duże lagi, że gdyby w grze złapała mnie policja i kazała przejść odcinek prosty, byłoby to ciężkim zadaniem i... mandacik nieunikniony. A więc zamknęłam grę szybciej niż ją włączyłam i postanowiłam wrócić do Battlefielda 3. Już się nawet pogodziłam z myślą, że sobie nie pogram. Jednak wczoraj postanowiłam pokombinować, zanim ogłoszę wszem i wobec, że jednak z grania nici. Wyłączyłam wszelkie rozszerzenia przeglądarki Chrome, uruchomiłam komputer na nowo - to zawsze pomaga. W takim środowisku granie jest całkiem znośne. Zdarzają się co jakiś czas lagi, które ciut wkurzają i w niektórych sytuacjach są przyczyną tego, że ginę. Może idealnie nie jest, lecz denerwowanie się nic tu nie wskóra. Mapki w BF4 podobają mi się na tyle, że dzielnie znoszę te niedogodności. Drzewa, cienie na ziemi, ładne widoczki, szum deszczu, drzewa kołysane na wietrze są wyjątkowo przyjemnym widokiem. Ale to temat na innego posta. Battlefield 3 chodzi jak z nut w porównaniu do 4.

Od kiedy gram w FPSy? Jak to się zaczęło? Co wspólnego z tą opowieścią ma nauczyciel od niemieckiego? – odpowiedzi w tych postach. Zerknij, a rozwikłasz tajemnicę :)




Estetka

0 komentarzy:

Prześlij komentarz

Spodobał Ci się post? A może chcesz coś dodać? Zapraszam do napisania komentarza
✔ Komentarze są moderowane (wyświetlą się po zatwierdzeniu)
Jeśli nie masz bloga też możesz napisać komentarz - wybierając z paska opcję: Anonimowy. Dopisz swój nick, wtedy będę wiedziała do kogo się zwracam.