Czas na zmiany. Wpłyną pozytywnie zarówno na mnie, jak i na Was. Aby dostrzec tę stronę medalu trzeba umieć spojrzeć na nie pod odpowiednim kątem. Totalna rewolucja? Tak sądzę.

Zmianie ulegnie sposób publikacji postów. Rozmyślam o tym na poważnie od tygodnia. Ale nie będę tego dłużej odwlekać, bo nadszedł już czas. W przeszłości wiele myśli, przekonań powstrzymywało mnie przed tym radykalnym krokiem. Bałam się wyjść z rygorystycznych ram, w które sama siebie wrzuciłam. Sądziłam, że podążam słuszną drogą. Brak regularności w zegarmistrzowskim stylu mógłby jedynie sprawić, że "populacja czytelników zmniejsza się". Piszę od tak dawna, że szkoda mi było przez jedną złą decyzję zmarnować ten czas, który do tej pory poświęciłam blogowi i serce, które tutaj wkładam. 

Osobiste zdjęcie miałoby kilka znaków wodnych - taki tip dla samozwańczych Sherlocków ;D

Natłok rzeczy, zdarzeń, postów x3 w tygodniu dołożył swoją cegiełkę. Wzięłam na siebie zbyt wiele. Oczywiście potrafię być stanowcza. Mogłabym kontynuować, dołożyć coś jeszcze, dzielnie znosząc konsekwencje, ale odgrywanie masochistki mija się z celem. Uświadomiłam sobie, że presja wybitnie ogranicza moją kreatywność. Starałam się ją ignorować, wmawiając sobie, że problem nie istnieje. Ale koniec końców i tak oddech czasu dawał o sobie znać. Tik tak tik tak. Bywało, że zazdrościłam (w pozytywny sposób) osobom, które publikowały posty, gdy miały na to ochotę... zazdrościłam tej niezależności, swobody i radości. Koniec końców zaczęłam się zastanawiać, jaki sens ma pisanie miliona postów w tygodniu, zaczynanie nowych serii, skoro coraz bardziej jestem tym przytłoczona i zmęczona. Zamiast spokojnie zacząć dzień, jak bumerang pojawia się myśl, że posty nie są zrobione na 100%. Utrzymuje się ona przez cały dzień, nie pozwalając należycie skupić na pozostałych sprawach lub odpoczynku. Codzienne poświęcanie im dużej ilości czasu i energii bywa nużące i monotonne, a przede wszystkim odbiera element świeżości i rozrywki. Część z nich piszę, aby pomóc innym i bardzo się staram, aby zrobić to jak najlepiej. Zawsze powtarzam Wam, że trzeba słuchać własnych odczuć. Dzisiaj skorzystam z własnych rad.



Zamiast publikować posty w czwartki, soboty i niedziele, będą pojawiać się spontanicznie. Bez zbędnych ram, wytycznych, terminów. Czuję się trochę tak, jakbym odeszła sprzed ołtarza. Zrzuciła z palca presję, obowiązek i pięćset karatów, wybierając wolność. Bo moje odejście nigdy nie jest ucieczką. W codziennym życiu najwyższą formą kary jeśli bez słowa. Wracając... posty mogą pojawiać się raz na tydzień, dwa, trzy. Nie ma zasad (prawie, wyjaśnienie na dole). Od tej pory chcę mieć tyle czasu, aby robić to jedynie z emocją radości zamiast presji i lśniącego miecza Damoklesa nad głową.

Ktoś może zaprotestować słowami: „Droga Estetko, gdzie Ty widzisz w tej sytuacji plus, skoro ja czytelnik Twój wolę czytać posty jak najczęściej, zamiast czekać nieokreśloną ilość czasu?” Ach dziękuję za pytanie – nie ma to jak prowadzić ze sobą dialog hihi ;) O wiele więcej radości i pasji wytwarza się, robiąc coś z ochotą i luzem. Myślę, że dzięki temu pojawi się w postach więcej oddechu, dystansu, a co najważniejsze ja osobiście będę bardziej radosna i zadowolona. 

Będę miała czas na lepsze i nieśpieszne przemyślenie tematów, szczególnie tych z niedzielnej serii. Są dla mnie ważne. Zależy mi, aby dawać ludziom wsparcie, pokazywać co zrobić, aby było lepiej. Wbrew pozorom 7 dni to za mało na coś wymagającego dużej uwagi i troski. Do tej pory udawało mi się ze wszystkim się wyrabiać. Były pisane z sercem ot co, ale nie ukrywam, że pośpiech dużo mnie kosztował.


Z cyklu Estetka ma sobowtóra - bonus, aby zmiany nie były tak ciężkie.
Lauren Eve Mayberry, rocznik 87, mój sobowtór ^^ Uroczo ^^ Życie jest zabawne, doprawdy ^^
Dziwne uczucie patrzeć na kogoś tak bardzo podobnego do siebie. Matrix.
I również nie wygląda na swój wiek. Czy to oznacza, że jestem własną fanką hmm ;P?  

Nie chcę teraz, aby ludzie myśleli, że mnie to wszystko strasznie męczy. Naprawdę lubię sobie usiąść, chwycić deserek czekoladowy i zajadając go między jednym akapitem a drugim, przelewać własne myśli na wirtualny papier. Lubię pisać, gdy mam wystarczająco czasu, energii i ochoty i gdy właśnie wróciłam ze spaceru. A już wybitnie cieszy mnie wena zjawiająca się znikąd, powodując, że noce kurczą się w zastraszającym tempie. Godzina 24 wita z otwartymi ramionami tak samo, jak i nowa gra. Czekolada z bitą śmietaną, trochę pisania, trochę grania i jest cudnie. Wbrew pozorom to dobra rozrywka, jeśli nie robi się tego codziennie. Trzeba mieć czas na oderwanie się, nabranie dystansu, stęsknienie. Od tej pory chcę czerpać z tego jedynie radość i pozytywną energię.

Wydarzenie jakim jest pogrzeb nikogo pozytywnie nie nastraja. Niestety miałam okazję brać udział, choć zwykle nie chadzam. Dla mojej wrażliwości bywa ciężkim przeżyciem. Ale nawet smutne wydarzenie może być okazją do dodatkowych pozytywnych refleksji. Zaczęłam się zastanawiać czy za 50 lat, patrząc wstecz, chcę przypominać sobie, że nakładałam na siebie bezsensowną presję, zamiast czerpać z tego radość i cieszyć się? No właśnie niekoniecznie. Nie chcę spieszyć się i biegać z obłędem w oczach. Nie chcę, aby w którymś momencie posty stały się jedynie wypełniaczami czasu, grafiku w stylu „przecież post musi się pojawić”, bo czytelnicy czekają. Właśnie temu chcę zapobiec.

The Mother We Share - też uroczo.

Gdy zdałam sobie sprawę, że już nic nie muszę. Że od tej pory będzie lepiej. Że nie muszę gonić i ścigać się. Walczyć z wiatrakami. Czy zatrzymywać czytelnika siłą czy godnością osobistą. Ulżyło mi. Presja odeszła, a zamiast tego pojawiła się zabawa. Abyście dobrze mnie zrozumieli. Nie martwiłam się statystykami, cyferkami dla nich samych. Są pokrzepiające, szczególnie jeśli wkłada się dużo serca w pisanie postów. Jednak bardziej zależało mi i zależy, aby jak najwięcej osób mogło skorzystać z dobrych rad, dobrych treści. W końcu wkładam w niego dużo serca, energii, przemyśleń i własnych doświadczeń. 

Source
Posty:
Posty mogą być co tydzień, dwa, trzy, a nawet dłużej.
  • Sobotni post „Weekendowa garść linków” będzie pojawiać się regularnie. Jest dla mnie odpoczynkiem. Ot taka niespodzianka.
  • Niedzielny post „Pozytywne Poniedziałki” będzie jak będzie. Można wypatrywać w okolicach niedzieli, jak dotąd. Nie wiem, jak często, ale na pewno nie co tydzień.
  • Czwartek w stylu jajko niespodzianka może zacząć wędrować na inne dni tygodnia. Również będzie jak będzie.

Lepiej wprowadzić zmiany, aniżeli doprowadzić do totalnego zmęczenia i zamknięcia bloga, czyż nie? Nastąpiłaby fala smutnych zdjęć zapychająca pocztę. Wiem, że ta informacja zasmuciłaby wiele osób, więc spokojnie, nie dojdzie do tego. Zawsze coś się będzie pojawiać. Wszyscy będą szczęśliwi łącznie ze mną i moją misją. Bo paradoksem byłoby, aby czytelnicy stawali się coraz radośniejsi, a ja coraz bardziej zmęczona. Tu i tu powinien być +



I co Wy na to?



Chcesz jako pierwszy dowiadywać się o nowych postach?
Zachęcam do obserwowania mnie na:
Facebooku, Google+, Bloglovin lub e-mailowo :)

Estetka

0 komentarzy:

Prześlij komentarz

Spodobał Ci się post? A może chcesz coś dodać? Zapraszam do napisania komentarza
✔ Komentarze są moderowane (wyświetlą się po zatwierdzeniu)
Jeśli nie masz bloga też możesz napisać komentarz - wybierając z paska opcję: Anonimowy. Dopisz swój nick, wtedy będę wiedziała do kogo się zwracam.