Wszystkie gry pieniężne, w których o wygranej w mniejszym lub większym stopniu decyduje przypadek. Słowo "hazard" pochodzi z języka arabskiego: "az-zahr" znaczy "kostka", "gra w kości". W języku angielskim dosłownie przetłumaczone oznacza "niebezpieczeństwo", "ryzyko".


Hazard był obecny we wszystkich starożytnych cywilizacjach. O wartościowe rzeczy i niewolników grano w Chinach już około 2300 lat p.n.e., w Tebach około 1500 lat p.n.e. Dowody na gry hazardowe są w inskrypcjach na piramidzie Cheopsa i w Biblii.

Oczko i poker zostały wymyślone w Chinach

Znane do dziś oczko i poker zostały wymyślone w Chinach. W karty przekształciły się tam pieniądze, którymi pierwotnie odbywała się rozgrywka. Karty z wzorami dywanów dotarły w XIII wieku do Włoch i Hiszpanii. Tam pojawiły się figury: król, dama, walet. Francuzi twierdzą, że to oni wynaleźli tak oznaczone karty, podają nawet konkretną datę: 1387. Pierwsza drukowana talia kart z nowym wzorem (wcześniej rysowano i zdobiono ręcznie) miała opuścić w 1440 roku warsztat Gutenberga.

Antyczne Las Vegas, czyli historia hazardu

NEWSWEEK, 05 kwietnia 2011

Mieszkańcy starożytnego Mohendżo-Daro byli tak pochłonięci hazardem, że nie mieli głowy nawet do prowadzenia wojen. Taki przynajmniej wniosek wysnuła szwedzka archeolog, Elke Rogersdotter z uniwersytetu w Göteborgu. Kilka tygodni temu ogłosiła wyniki swoich badań, prowadzonych na terenie, gdzie 5 tys. lat temu kwitła leżąca nad rzeką Indus metropolia (obecnie obszar Pakistanu). Jak się okazało, co dziesiąte znalezisko, na które natrafili w Mohendżo-Daro archeolodzy, związane jest z rozrywką. Z ziemi wydobyto sześcienne kości oraz często je zastępujące zdobione patyczki służące do rzucania. Odnaleziono też mnóstwo terakotowych pionków i plansze wyżłobione w kamieniu. Większość tych przedmiotów leżała w skupiskach, co wskazywałoby, że znajdowały się w domach rozrywek.

Grali nawet o żonę

W starohinduskim eposie „Mahabharata” przeczytać można o sławnym pojedynku na kości rozegranym o część królestwa, którym władał król Dhritarashtra. Jego syn Duryodhan w czasie wielkiej uczty na dworze wyzwał na pojedynek swego kuzyna o imieniu Judhiszthira. Poszło o to, że monarcha oddał rodzinie wyzwanego część królestwa. Obaj młodzieńcy grali do upadłego, a Duryodhan kolejno wygrywał terytoria i skarby należące do Judhiszthiry. Na koniec zagrali o piękną żonę kuzyna Draupadi (notabene była także żoną jego czterech braci). I tak wyzwany stracił wszystko, lecz stary król wspaniałomyślnym gestem oddał mu część królestwa i skarby. Jednak Judhiszthira chciał tylko rewanżu. W efekcie znów przegrał i na koniec zaoferował zobowiązanie do wspólnej z braćmi emigracji. Oczywiście szczęście mu nie sprzyjało i musiał opuścić swe przegrane królestwo.

No cóż, z grami hazardowymi jest tak, że trzeba wiedzieć, kiedy się wycofać. Kłopot w tym, że mądrość ta jest tak samo stara jak i one, a jednak w kluczowym momencie się o niej zapomina. W jednym z wedyjskich hymnów „Lament gracza” bohater żali się, że gdy stracił wszystko, postawił na szali własną żonę. Wprawdzie potem ją wykupił, lecz „żona znać mnie nie chce, nad człowiekiem w nieszczęściu nikt się nie zlituje”. Pomimo piekła w domu, jakie sobie zafundował, nie zamierzał skończyć z graniem.

Badacz starożytnych kultur, Alfred Kroeber, w książce „Anthropology: Race, Language, Culture, Psychology, Prehistory” (Antropologia: rasa, język, kultura, psychologia, prehistoria) twierdzi, że hazardu nie znali jedynie rdzenni Australijczycy i mieszkańcy wysp Pacyfiku. Być może dlatego, że tamtejszym społecznościom dobra materialne były dość obojętne. Reszta ludzkości z wielką namiętnością oddawała się przeróżnym grom. A im ryzyko utraty czegoś cennego okazywało się większe, tym gra stawała się popularniejsza. I wcale nie musiały w niej obowiązywać skomplikowane zasady.

MANCALA jest najstarszą grą planszową świata. Liczy sobie osiem tysięcy lat (na zdjęciu nowsza wersja gry z czasów nowożytnych)
Zdaniem archeologów najstarsza znana planszowa gra hazardowa świata nazywa się mancala (egzemplarz znaleziony w Ain Ghazal w Jordanii pochodzi z VI tysiąclecia p.n.e.). – Polegała ona na przesypywaniu jakichś drobnych pionków, np. nasion, muszelek lub kamyczków, między rzędami zagłębień planszy. Kto zebrał więcej kamyczków, ten wygrywał – mówi Piotr Adamczyk z Muzeum Archeologiczno-Historycznego w Elblągu. Mancalą ludzie bawili się w Afryce, Azji i Ameryce. Nie zapomniano o niej do dziś np. na Karaibach czy w Indiach, mimo że przez następne tysiące lat powstało wiele innych frapujących zabaw, którymi udowadniano przy okazji, iż żadna pora na rozrywkę nie jest zła.


Juliusz E. Lips w swej książce „U źródeł cywilizacji” przedstawił jedną z bardziej zajmujących gier rdzennych mieszkańców Ameryki Południowej. „W poprzek ciała zmarłego Indianina kładzie się deskę, a na niej ustawia kulę z bawełny, którą się następnie podpala. Grający siedzą po obu stronach zwłok i dmuchają na płonącą kulę, wskutek czego jest ona w ciągłym ruchu” – opisywał badacz. Przegrywał ten, na czyją stronę spadła. Wedle naukowca ta zabawa pierwotnie stanowiła obrzęd mający odpędzić od krewnych zmarłego demona śmierci, ale „cel gry bynajmniej nie powstrzymuje uczestników od hazardu” – odnotowywał Lips. Przyjmowanie zakładów przy zwłokach niewątpliwie musiało przydawać dodatkowych emocji pojedynkowi.

 Aztekowie w wolnych chwilach

Aztekowie grali o majątek. Zwyciężał ten, kto pierwszy doszedł pionkami do środka planszy.
Mieszkańcy Ameryki Środkowej potrafili jednak spędzać czas także na bardziej wyszukanych rozrywkach. Aztekowie w wolnych chwilach lubili toczyć rozgrywki pionkami na planszy o kształcie krzyża z 52 polami. Wygrywał ten, kto pierwszy dotarł pionkiem do jej środka. Liczbę pól, o które można było się przemieścić, wyznaczano, rzucając – jak dziś rzuca się kostką – fasolką z namalowaną liczbą zwaną patolli. Tak samo nazwano grę. Dla Azteków okazywała się ona tak wciągająca, że przegrywali w niej majątki, żony, a nawet osobistą wolność. Nie inaczej zachowywali się Majowie. Jak wiele znaczyła dla nich patolli, najlepiej świadczy fakt, że dużą planszę do tej gry z ok. 600-800 roku n.e. odkryli polscy archeolodzy. Dr. Jarosław Źrałka i Wiesław Koszkul z Uniwersytetu Jagiellońskiego na posadzce świątyni stojącej na szczycie piramidy Majów w mieście Nakum. Z kolei wśród mieszkańców starożytnego Egiptu popularnością cieszyła się gra w senet, zwana też grą w 30 pól. Plansze z hebanu i kości słoniowej oraz kamienia (na niektórych wyryto nawet symbole bóstw) archeolodzy odnajdywali w grobowcach faraonów, m.in. Tutenchamona.

SENET byl ulubioną grą starożytnych Egipcjan. W grobowcu Nefertari, żony faraona Ramzesa II znaleziono malowidło przedstawiające grającą królową, a w grobowcu Tutenchamona w Dolinie Królów – hebanowe plansze do tej gry.

„Kości zostały rzucone” (Alea iacta est!)

– powiedział Juliusz Cezar w roku 49 p.n.e., gdy nakazał swoim legionom przekroczyć Rubikon. Ta decyzja oznaczała wypowiedzenie posłuszeństwa rzymskiemu senatowi i wszczęcie w republice wojny domowej. Cezar rozpoczynał wówczas największą z rozgrywek swego życia o władzę, sławę i własną głowę. Nic dziwnego, że odruchowo porównał ją z najpopularniejszą grą hazardową świata śródziemnomorskiego. Spośród wielu, jakie bawiły wówczas ludzi, właśnie w kości przegrywano najwięcej. Gdy Grek, Rzymianin lub Germanin siadał do kości, wszystko inne przestawało się dlań liczyć. Ludwik Friedländer w książce „Sittengeschichte Roms” (Historia obyczajów Rzymu) pisał: „Przy tej rozrywce są tak wytrwali, że potrafią głodować i łaknąć, spędzać noce bezsenne, ściągnąć na siebie ciężkie zło”. Wedle rzymskiego historyka Tacyta najwytrwalsi okazywali się Germanie, potrafiący grać o wszystko, a kiedy przegrywali cały dobytek, wówczas na szalę rzucali własną wolność.


Astragale
W kości grywano zwykle astragalami – kostkami knykciowymi zwierząt, na przykład kóz, bo były łatwo dostępne i nie wymagały obróbki. Kostka taka posiada sześć boków, choć tylko cztery są na tyle płaskie, by rzucona mogła się na nich ostatecznie zatrzymać. Boki owe oznaczano wartością punktową (jeden, trzy, cztery oraz sześć punktów). Przy czym rzut zwany Wenus, kiedy każda z czterech kostek wylądowała na innym boku, przebijał wszystkie inne. Prawdopodobieństwo osiągnięcia takiego wyniku statystycznie jest niewielkie, bo wynosi 384 do 10 tys., nic więc dziwnego, że o Wenus marzył każdy gracz.


GRY WOJOWNIKÓW Achilles und Ajaks w przerwie walk podczas wojny trojańskiej grali w kości (grecka waza z VI w.n.e.)
W kości namiętnie grywał następca Juliusza Cezara cesarz Oktawian August. Uczestnicy wydawanych przez niego przyjęć nie mieli wyjścia i musieli podzielać upodobania władcy. Wedle opisu Swetoniusza cesarz miał zwyczaj prezentować swym gościom przed ucztą sporą sumę pieniędzy z zaznaczeniem, że można je zużytkować jedynie podczas gry. Z kolei cesarz Klaudiusz używał kości do wróżenia. Gdy podejmował ważną decyzję polityczną, przed jej ogłoszeniem wykonywał jeden rzut i oceniał, czy przepowiada on pomyślność przedsięwzięciu. Gorzej się działo, gdy do gry zasiadał cesarz Neron. Odnotowano, że potrafił za jednym posiedzeniem przegrać ogromną sumę 400 tys. sestercji (jako że jedna sestercja zawierała około grama czystego srebra, to przy obecnych cenach suma ta wynosiłaby ponad pół miliona dolarów).

Kości były najpopularniejszą grą przed naszą erą w rejonie śródziemnomorskim.
Nie powinno więc dziwić, że uniwersalne dziś w Europie słowo „hazard” oznacza właśnie grę w kości. Bezpośrednio wywodzi się ono od arabskiego słowa az-zahr. Bo właśnie tę grę podpatrzyli w Bizancjum i zaanektowali jako swoją Arabowie. Zjawisko hazardu było w świecie antycznym społeczną plagą. Gdy jednak osiągało niebezpieczne rozmiary, wówczas nałogowych graczy spotykało społeczne potępienie. W Grecji starano się tak wychowywać młodzież, by była odporna na pokusy łatwego wzbogacenia się. Żyjący w III wieku p.n.e. Herondas z Kos w jednym z poematów opisuje, jak matka skarży się nauczycielowi syna, że oddaje się on hazardowi. Mając do czynienia z podobnymi problemami, rzymski senat jeszcze w czasach rozkwitu Republiki zdecydował się uchwalić ustawę „Lex talaria”. Zabraniała ona w dni powszednie używania kości do gry hazardowej. Każdy przyłapany na niej musiał zapłacić grzywnę w wysokości cztery razy większej od wygranej sumy. Jednak po ok. 150 latach obowiązywania ustawy namiętność do gry Oktawiana Augusta, który notorycznie łamał „Lex talaria”, sprawiła, że prawo stawało się martwą literą.

W kości namiętnie grywał następca Juliusza Cezara cesarz Oktawian August. Uczestnicy wydawanych przez niego przyjęć nie mieli wyjścia i musieli podzielać upodobania władcy. Wedle opisu Swetoniusza cesarz miał zwyczaj prezentować swym gościom przed ucztą sporą sumę pieniędzy z zaznaczeniem, że można je zużytkować jedynie podczas gry. Z kolei cesarz Klaudiusz używał kości do wróżenia. Gdy podejmował ważną decyzję polityczną, przed jej ogłoszeniem wykonywał jeden rzut i oceniał, czy przepowiada on pomyślność przedsięwzięciu. Gorzej się działo, gdy do gry zasiadał cesarz Neron. Odnotowano, że potrafił za jednym posiedzeniem przegrać ogromną sumę 400 tys. sestercji (jako że jedna sestercja zawierała około grama czystego srebra, to przy obecnych cenach suma ta wynosiłaby ponad pół miliona dolarów).

Nie powinno więc dziwić, że uniwersalne dziś w Europie słowo „hazard” oznacza właśnie grę w kości. Bezpośrednio wywodzi się ono od arabskiego słowa az-zahr. Bo właśnie tę grę podpatrzyli w Bizancjum i zaanektowali jako swoją Arabowie. Zjawisko hazardu było w świecie antycznym społeczną plagą. Gdy jednak osiągało niebezpieczne rozmiary, wówczas nałogowych graczy spotykało społeczne potępienie. W Grecji starano się tak wychowywać młodzież, by była odporna na pokusy łatwego wzbogacenia się. Żyjący w III wieku p.n.e. Herondas z Kos w jednym z poematów opisuje, jak matka skarży się nauczycielowi syna, że oddaje się on hazardowi. Mając do czynienia z podobnymi problemami, rzymski senat jeszcze w czasach rozkwitu Republiki zdecydował się uchwalić ustawę „Lex talaria”. Zabraniała ona w dni powszednie używania kości do gry hazardowej. Każdy przyłapany na niej musiał zapłacić grzywnę w wysokości cztery razy większej od wygranej sumy. Jednak po ok. 150 latach obowiązywania ustawy namiętność do gry Oktawiana Augusta, który notorycznie łamał „Lex talaria”, sprawiła, że prawo stawało się martwą literą.

Ofiary hazardu

Z kolei w Ameryce Środkowej po podbiciu jej przez Hiszpanów okupanci postanowili pomóc lokalnej ludności wyzbyć się nałogu w ten sposób, że przyłapanym na grze Indianom palono ręce. Działania władz w przeróżnych miejscach i epokach zawsze jednak prowadziły do podobnego wniosku, że ani prawem, ani zastraszeniem nie da się wykorzenić z ludzi zamiłowania do ryzykownych gier. Z czasem więc rządzący nauczyli się sami zapewniać obywatelom taką rozrywkę, by mogli oni rozładować swe emocje (i nie zaprzątali sobie głowy polityką).

Po zwycięstwie nad Persami w 480 r. p.n.e. wódz ateński Temistokles wpadł na pomysł, aby każdego roku w rocznicę bitwy morskiej pod Salaminą organizować w Atenach walki kogutów. Od tamtej pory obstawianie zwycięzcy stało się jednym z ulubionych zajęć mieszkańców tego polis. Bojowe koguty przed walką karmiono czosnkiem, do nóg przymocowywano im kolce ze spiżu, a potem biedne ptaki walczyły na śmierć i życie. Z kolei w Rzymie wpływowi politycy, a potem cesarze uznali, że od oglądania walczących zwierząt o wiele zabawniejsza jest obserwacja mordujących się ludzi. I oczywiście przyjmowanie związanych z tym zakładów. Taką rozrywkę chętnie też zapewniali ludowi. Opisując prawidła rządzące walkami gladiatorów, Jérôme Carcopino w książce „Życie codzienne w Rzymie w okresie rozkwitu cesarstwa” podkreślał: „ażeby walka nie została sfałszowana przez sekretny układ walczących, stał obok nich instruktor, gotów w każdej chwili dać znak biczownikom (…), żeby pobudzili zawodników do morderczych zmagań”. Gdy zaś te dobiegały końca, na trybunach „gracze nie mogli się już powstrzymać od niskiej radości i z okrucieństwem sekundowali ciosom”. Potem ci, którzy trafnie obstawili zwycięzcę, mogli cieszyć się zyskiem. Ale i przegrani nie narzekali na brak dobrej zabawy, oprócz oczywiście tych dogorywających na arenie. Tak to z hazardem jest, że choć czasy się zmieniają, nigdy nie obywa się bez ofiar.

**Source: Wikipedia – Hazard (autorzy, na licencji CC-BY-SA 3.0)

~~ Estetka ~~

0 komentarzy:

Prześlij komentarz

Spodobał Ci się post? A może chcesz coś dodać? Zapraszam do napisania komentarza
✔ Komentarze są moderowane (wyświetlą się po zatwierdzeniu)
Jeśli nie masz bloga też możesz napisać komentarz - wybierając z paska opcję: Anonimowy. Dopisz swój nick, wtedy będę wiedziała do kogo się zwracam.