Made by Me :)
Ostatnio opuściłam 2 wpisy w swoim harmonogramie. Raczej mi się to nie zdarza, jednak życie płata różne figle. Zresztą, miałam dobry powód. Przydarzył mi się w ostatnim tygodniu remont - tak, "przydarzył" - bo się o niego nie prosiłam :P. Malowanie ścian, przesuwanie mebli, kupowanie ładnych pierdół i innych potrzebnych akcesoriów, aby pokój wyglądał lepiej, niż dotychczas. Jednak malowanie było zaplanowane jako główna atrakcja...

Zastanawiam się, ile u Was trwa okres "świętego spokoju" bez ekscesów w postaci malowania ścian?


Wybór farby - dla jednych ludzi to prosta sprawa. Wybierają konkretny kolor z puli ulubionych i pędzą do kasy. Dla mnie i mamy sprawa nie wydawała się taka oczywista. Pokój do tej pory był w ciemnych kolorach, więc postanowiłyśmy go trochę rozjaśnić. Jeszcze przed zakupami poszperałyśmy w internecie, aby zorientować się w cenach - sprawa drugorzędna, dostępnych kolorach i jakości samych farb - najważniejsze :) Trzeba było się z tym remontem szybko uwinąć, więc wizyta w sklepie była zdecydowanie pierwszym przystankiem na trasie. Dziewczyny z reguły omijają takie sklepy szerokim łukiem myśląc, że nie ma tam nic ciekawego. Ja czasami lubię sobie pochodzić i pooglądać w nadziei, że znajdę coś użytecznego. Zawsze byłam miłośniczką taśm we wszelkiej postaci - od zwykłych biurowych po maskujące, izolacyjne i tak już zostało. Nieocenione, gdy coś dziwacznego się zepsuje. Czasami naprawiam różne rzeczy - zresztą tak było od najmłodszych lat. Pęseta do naprawiania małych kółeczek w kolczykach, obcęgi do zgniatania, taśma do przylepiania. Tylko za wbijanie gwoździ się nie zabieram - moje palce są zdecydowanie zbyt cenne. Ostatnio potraktowałam mały dywanik na balkonie taśmą 2stronną - polecam... cholera trzyma mocno ;) Zwyczajnie, nie chciałam, aby odleciał podczas ostatnich wichur. Można się zastanawiać, po co komu dywanik na balkonie???? Odpowiedź jest banalnie prosta - dla kota, aby biedak nie zmarzł od zimnych płytek. Jest ciepłolubny, ale czasami lubi sobie pooglądać, co dzieje się na zewnątrz.

Reszta miała pójść gładko - przynajmniej tak mi się wtedy wydawało.


Będąc w sklepie udało nam się wybrać kolor - jasno pomarańczowy - reszta miała pójść gładko. Przynajmniej tak mi się wtedy wydawało. Nic bardziej mylnego...

Pomaszerowałyśmy w stronę wałków, folii malarskich, taśm maskujących, ochronnych gogli i wszystkich rzeczy, które miały ten cały remont zdecydowanie ułatwić. Będąc tam spytałyśmy sprzedawcy, czym można by było zrobić pasek, a raczej linię oddzielająca ścianę od sufitu. No tak, prostą kreskę każdy narysować umie. Jednak wykonanie jej na 5m ścianie to już nie "piece of cake". Doradzono nam taśmę malarską - to akurat same wiedziałyśmy. Miałyśmy nadzieję na jakiś inny pomysł, który mógłby jeszcze bardziej ułatwić całe przedsięwzięcie. Dodatkowo jeden mężczyzna - ni stąd ni zowąd - poradził nam, aby go po pomalowaniu ściany natychmiast zerwać, a przecież trzeba było pomalować drugi raz ścianę... ehh ... Mężczyźni - myślą, że znają się na wszystkim ... W efekcie ta cudowna rada dodała nam tylko roboty. Mając już wszystko, co potrzebowałyśmy zawiozłyśmy wszystko do domu. Dopiero po jakimś czasie okazało się, że zawitamy tam jeszcze kilka razy. Ale to chyba standard i każdy tak ma...wydaje się, że już wszystko kupione, aż tu nagle w środku remontu czegoś nam zabrakło.

Podczas wielu godzin malowania czułam się trochę jak Picasso. 

Zastanawia mnie jedno - kto jemu malował ściany?

Dzięki mojemu sprytowi remont poszedł szybciej i czyściej niż zakładałyśmy. Jak wiadomo zabezpieczenie podłóg i mebli to podstawa przy malowaniu ścian. Aby ten cały etap przyspieszyć wymyśliłam, że listwy przypodłogowe w rogach zakleję najpierw taśmą niebieską malarską, a później już bardzo szybko przejadę po niej dwustronną, która bez problemu chwyci folię ochraniającą parkiet. Mój pomysł okazał się genialny.  I przyszedł czas na samo malowanie - główną atrakcję wieczoru. Pomalowałam kawałek ściany i zostawiłam, aby sprawdzić jak będzie się prezentował na ścianie. Pomarańczowa farba okazała się różową landrynką, więc koniecznie musiałyśmy ją wymienić. Wybrałyśmy żółtą, która, tak jak przypuszczałam, przemieniła się  w pomarańcz  :D Pozostawię to bez komentarza... Nawet nie wspomnę ile nerwów kosztowało także mnie malowanie - mazy, prześwity, ale jak zawsze pozytyw całej sytuacji się znajdzie - zamówione przez telefon Tortellini w sosie śmietanowym smakowało jak posiłek z najlepszej restauracji.

Made by Me :)

~~ Estetka ~~

4 komentarzy:

  1. Świetny blog ... Ciekawie piszesz ;D
    Obserwuję ,bo jak inaczej xD

    Zapraszam do mnie : http://przez-swiat-z-aparatem.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) Zawsze staram się, aby posty były interesujące. Jak pokazały ostatnie dni nawet zwykłe malowanie ścian może być dobrym tematem - zdecydowanie lepiej o tym pisać niż to robić ;) Mimo kilku małych frustracji czas upłynął mi nadzwyczaj sympatycznie i odprężająco ... ??? - o ironio ;P
      Pozdrawiam

      Usuń
  2. wspaniały blog :) dodałam się do obserwatorów i będę wpadać ;)
    licze na to samo z twojej strony:)

    aga-lives.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że przypadł Ci do gustu. Staram się, aby był interesujący. Jak widzisz mój blog obejmuje wiele tematów i tak też lubię w życiu różnorodność. Serdecznie zapraszam ponownie :)
      Pozdrawiam

      Usuń

Spodobał Ci się post? A może chcesz coś dodać? Zapraszam do napisania komentarza
✔ Komentarze są moderowane (wyświetlą się po zatwierdzeniu)
Jeśli nie masz bloga też możesz napisać komentarz - wybierając z paska opcję: Anonimowy. Dopisz swój nick, wtedy będę wiedziała do kogo się zwracam.