Ze względu na swoją konstrukcję w wielu rankingach zaliczana jest do najbardziej stromych szczytów i najniebezpieczniejszych tras turystycznych na świecie. Pomimo swojego uroku, góra Hua jest wyzwaniem nawet dla doświadczonych fanów wspinaczki. Ludzie, którzy decydują się na wyprawę są zazwyczaj młodzi i głodni wrażeń. Słowo szaleniec także przeszło mi przez myśl. Skoro zwykłe oglądanie filmu (zobaczysz go w dalszej części tekstu) przyprawia o ciarki na plecach i drżenie nóg, to co dopiero samodzielne przebycie choćby części szlaku. Takie emocje wyzwala we mnie patrzenie na te złowieszczo wyglądające trasy. Co pomyśleliście, oglądając po raz pierwszy ten film? Świetny pomysł czy raczej nigdy w życiu?

Gdzie właściwie znajduje się Hua Shan?
Góra Hua (Hua Shan) jest położona w chińskiej prowincji Shaanxi w odległości ok. 100 km na wschód od Xi’an, w pobliżu miasta Huayin. Wchodzi w skład "pięciu wielkich gór taoizmu", mających ogromne znaczenie religijne. W przeszłości Hua Shan była miejscem odosobnienia dla buddyjskich i taoistycznych pustelników ze względu na wymagające szlaki, z powodu których góra uważana była za niebezpieczną. Wraz ze wzrostem popularności góry wśród turystów, w latach 90. XX w. zamontowano tam kolejkę liniową, która znacznie ułatwiła zwiedzającym dostęp do szczytów. Ponadto wprowadzono wiele ułatwień dla wspinających, np. żłobione schody, łańcuchy czy barierki. Najbardziej strome trasy zostały zamknięte. Wiele świątyń taoistycznych zaadoptowało tę górę na swoje siedziby. Nierzadko goszcząc pielgrzymujących cesarzy z ostatnich dynastii. Wielu z nich przybywało tam w celu modlitwy i złożenia ofiary bogu góry Shan. Wyznawcy taoizmu wierzyli, że w górze mieszka bóg podziemia.

Carpe diem made in China
Chińczycy mają bardzo luźne podejście do wspinania się po górze. Są twardzi i nie boją się śmierci. Dla nich ta wspinaczka ma charakter duchowy, a ponieważ przez wieki wiele przeszli nic ich nie jest w stanie ich ruszyć, nawet Hua Shan. W internecie można znaleźć relacje osób, które przebywały tę trasę w zimie, jeszcze przed wybudowaniem dodatkowych zabezpieczeń i to w dodatku bez odpowiedniego sprzętu...ba...w adidasach... Jeśli ktoś ma ochotę przeczytać jedną z nich polecam zajrzeć na stronę o Hua Shan i odnaleźć akapit "THE STORY BEGINS". Pokazuje historię małżeństwa, które w 2007 roku postanowiło wybrać się na tę zdradziecką górę. Jak wspominają w tekście wiele razy mieli szansę zawrócić, byli o krok od tej decyzji. Jednak beztroska chińska para przed nimi dawała im poczucie, że oni też dadzą radę. Tutaj znajdziesz więcej e-maili od osób, które na własne oczy widziały jak niebezpieczna potrafi być góra. Wprawdzie od czasów powyższej historii nieco poprawiono zabezpieczenia, jednak mimo wszystko góra powinna budzić respekt i nie należy jej lekceważyć...

Najniebezpieczniejsza część szlaku
Za najniebezpieczniejszą część szlaku Hua Shan uważany jest Changkong Zhandao. To drewniana ścieżka zbudowana z desek wzdłuż powierzchni pionowej skały. Odcinek ten wynosi zaledwie 4 metry długości i ok. 33 centrymetrów szerokości. Ci, którzy zapragną przejść ten kawałek, muszą pamiętać o własnym sprzęcie wspinaczkowym. To nie spacerek. Od czasów turystycznego boomu zaktualizowano zabezpieczenia i dodano nowe, jednak nadal można określić ją mianem zdradliwej, nieprzewidywalnej i kosztującej życie. Opisy osób, które na własne oczy widziały, jak jeden nieuważny krok kosztował kogoś życie robią ogromne wrażenie...



w skrócie:
Kiedyś - Historia małżeństwa - akapit "The story begins"

(Kliknij zdjęcię, aby powiększyć)
Autor: Aaron Feen


Zgadzam się ze stwierdzeniem, że wszystko jest bezpieczne do czasu, aż komuś nie stanie się krzywda. Porywanie się na taką trasę, to proszenie się o śmierć. Równie dobrze można położyć się na torach łudząc się, że tym razem pociąg wybierze inną pętlę. To jak patrzenie śmierci w oczy, udając że mnie to nie dotyczy. Takie nieodpowiedzialne zachowanie, pchające ludzi do dotarcia na sam szczyt. Ja się pytam po co? Widoki, satysfakcja, prestiż, nuda, pokazanie sobie, że potrafię. Później te wszystkie rzeczy zostają skonfrontowane z rzeczywistością, która może okazać się straszniejsza niż pierwotne założenia. Często bywa tak, że ludzie bagatelizują swoje odczucia i nie rezygnują. Będąc na miejscu myślą: "przecież nie można zawrócić, bo wydałem pieniądze, bo tyle mnie to kosztowało zachodu, bo moja duma mi nie pozwala...bo bo bo..." Lepiej stracić coś w swoich oczach, pieniądze czy też wizję zdobycia szczytu, aniżeli stracić własne życie, nierzadko ryzykując także innych. Zastanawia mnie, co sądzicie o takiej wyprawie?

~~ Estetka ~~

0 komentarzy:

Prześlij komentarz

Spodobał Ci się post? A może chcesz coś dodać? Zapraszam do napisania komentarza
✔ Komentarze są moderowane (wyświetlą się po zatwierdzeniu)
Jeśli nie masz bloga też możesz napisać komentarz - wybierając z paska opcję: Anonimowy. Dopisz swój nick, wtedy będę wiedziała do kogo się zwracam.