Dzisiejszy dzień jest doskonałym przykładem, że trzynasty wcale nie musi być pechowy. A wręcz przeciwnie :) Polacy znowu poczuli się dumni :) Justyna Kowalczyk sięgnęła po olimpijskie złoto. Co za fantastyczne osiągnięcie! I to w jakim stylu!

Oglądam czasem Justynę, wprawdzie nie śledzę jej kariery sportowej z zapartym tchem, notatnikiem w ręku i obliczaniem ileż to już zdobyła medali, ileż wygrała zawodów, ileż ma orderów – bo to można po prostu znaleźć na Wikipedii - ale czytam i za każdym razem cieszą mnie jej sukcesy. A w przypadku porażek, które również nie są jej obce, zachowuje się jak na mistrzynię przystało. Jest typem figthera. Nie idzie do kącika, nie siada, nie rozpacza, ale bierze się za bary z życiem. Ja nawet czasem odnoszę wrażenie, że porażki, krytyka, niepowodzenia, przeciwności tym bardziej ją mobilizują. Im ma gorzej, tym dla niej lepiej. No wielki szacun. Tym większy, że ma złamaną nogę. Większość osób po prostu położyłaby się na trzy tygodnie z pilotem w ręce oraz zapasem przekąsek. Jednak Justyna postanowiła walczyć, pokazując wszystkim niedowiarkom i krytykom ile potrafi - nawet w takim stanie. Jedyną rzeczą, którą zmodyfikowała podczas przygotowań, była zmiana obuwia treningowego - poratował ją trener, użyczając własnych trzewików ;) Wiadomo, jej stopa wymagała usztywnienia, a zatem i rozmiar obuwia musiał być relatywnie większy. No i oczywiście leki przeciwbólowe. Więc jak tak czytam, ile Justyna kilometrów robi codziennie w czasie, kiedy większość z nas opala się na plaży (dla informacji - w czasie letnich wakacji wyjeżdża do Nowej Zelandii, bo tam trwa wówczas zima), to od samego czytania jestem zmęczona ;)

Kowalczyk a sprawa norweska
I teraz mamy po drugiej stronie Norweżki. Wszystkie na legalnym dopingu, bo wszystkie chore na astmę. Rozumiem, że chory nie chce być dyskryminowany, ale z drugiej strony chory uprawiający sport wyczynowo?? To chyba jakieś nieporozumienie. Dlatego niestety, chociaż Norweżki wkładają dużo wysiłku i w przygotowania do sezonu, w same zawody, to w moich oczach to nie są osiągnięcia na miarę osiągnięć naszej Justyny. Szkoda, że na razie jest wśród Polek jedyną perełką biegową. Mam nadzieję, że kiedy zakończy swoją sportową karierę, to znajdą się godne następczynie :) W zasadzie już są – choćby Paulina Maciuszek. Justyno dziękujemy :)


~~ Estetka ~~

PS. I tak się zastanawiam, czy Justyna Kowalczyk ma jakieś letnie ubrania? - skoro wiecznie przebywa w krainie śniegu, jak Królewna Śnieżka. 
I od razu wyobraziłam sobie taką  oto scenkę: 
- Marit Bjørgen siedzi przed czarodziejskim lustrem i pyta: Lustereczko, lustereczko powiedz mi przecie, kto jest najlepszą biegaczką na świecie? 
- Lustereczko odpowiada: Marit, jesteś najwspanialsza, ale jeszcze wspanialsza jest Justyna ;)
Wybaczcie, ale mam dziś wyjątkowo dobry humor i pozwoliłam sobie na mały niewinny żarcik :D 

0 komentarzy:

Prześlij komentarz

Spodobał Ci się post? A może chcesz coś dodać? Zapraszam do napisania komentarza
✔ Komentarze są moderowane (wyświetlą się po zatwierdzeniu)
Jeśli nie masz bloga też możesz napisać komentarz - wybierając z paska opcję: Anonimowy. Dopisz swój nick, wtedy będę wiedziała do kogo się zwracam.