Defender's Quest jest jak Annie w League of Legends. Na pierwszy rzut oka mała, kolorowa i niepozorna. Za tą zasłoną kryje się niezły charakterek, piekielnie wciągającą rozgrywka i... jeden czerwony cudak grający rolę misia? Mniej więcej ;) Ta gra sprawia, że nawet ja ostrzę sobie zęby na 3 gwiazdki za etap - a zapewniam, że fanką maxowania i achievementów nie jestem i nigdy nie byłam. Tutaj jest to przyjemnością, a nie męką. Spodoba się nie tylko fanom pixeli, ale także "humoru z jajem". Pokazuję Wam kolejną uzależniającą grę. No pięknie. Chyba nie powinnam się z tego tak cieszyć hihi ^^ nie sądzicie? 

W skrócie: Jest hybrydą gier typu Tower-Defense/RPG, w pixelowej oprawie, z krótkimi 2d scenkami, rozwojem postaci, wieloma ciekawymi rozwiązaniami i jednym ognistowłosym cudakiem - ale do niego jeszcze wrócę. Mocno koncentruje się na trzech rzeczach: wyborze taktyki, personalizacji i historii - mieszanka idealna. Ta prosta gra retro w głębi duszy jest potwornym pochłaniaczem czasu. Ostrzegam :D
(Gra wygląda nieco lepiej. Tutaj musiałam powiększyć obraz.
Grafika może wydać się komuś nieco kanciasta, ale to cały jej urok i atut :D
Historia w tradycyjnych grach typu Tower Defense nie jest zbyt rozbudowana lub nie istnieje wcale. Zazwyczaj sprowadza się do zwykłego przetrwaj poziom, leć do następnego i tak w kółko. Tutaj jest inaczej. Nasze misterne plany realizowane podczas poszczególnych etapów przeplatają się ze scenkami, opowieściami, wtrąceniami naszego "Cudaka" i głównej bohaterki Azry. Czasami także przekomarzaniami między nimi. Dzięki temu, chcąc czy nie chcąc możecie zobaczyć, co niedorzecznego wymyślą następnym razem. Oczywiście nie oczekujcie historii niczym z Heavy Rain. Bądźmy realistami ;)


Jego imię jest częścią mojej radosnej twórczości i efektem dosyć rozbawionego samopoczucia. O ironio pasuje idealnie ;D
Zwykle w roli obrońców widzimy wieże, działka, miny, budynki, które można modyfikować i ulepszać. Tutaj tę rolę przejmuje drużyna. Każda postać ma swoje drzewko rozwoju. Wraz ze wzrostem doświadczenia odblokowują się punkty na kolejne ataki lub ulepszanie obecnych, zarówno pasywnych jak i aktywnych. Więcej nie zdradzę, sami odkryjecie, co jeszcze ma w zanadrzu :) Najważniejsze jednak, aby przejść planszę bez uszkodzenia naszej bazy, wtedy dostaje się najlepsze kąski. Mimo, że nie jestem fanką maksowania wszystkiego na 3 gwiazdki (właściwie 4 ;), to ta gra skubana sprawia, że walczę o największe skarby i chwałę ludu ;)

Tutaj można przetestować Defender's Quest w wersji demo :)

Mapa jest o wiele większa. To jedynie fragment, aby zbyt wiele nie ujawniać :)
Co jakiś czas wprowadzane są zupełnie nowe elementy i sposoby wykorzystania otoczenia na naszą korzyść. Dzięki temu Defender's Quest: Valley of the Forgotten szybko się nie nudzi. Zawsze, gdy widzę grę okraszoną pixeliami, to wręcz nie mogę się powstrzymać, aby jej nie kupić. Aż przebieram nogami. W wielu przypadkach jestem dzielna, ale na szczęście jakiś czas temu Humble Bundle przyszło mi z pomocą. Promocja, kilka w cenie jednej, działa nie tylko na kobiecą skłonność do przepełniania szaf, ale także bibliotek z grami ;) 

CO MOGĘ JEJ ZARZUCIĆ? Długo zastanawiałam się czy w ogóle o niej wspominać. Mimo wciągającej rozgrywki historia, ma w sobie elementy, które szczerze mnie niepokoją. Mam nadzieję, że to tylko efekt uboczny, a nie zamierzone działania, więc radzę jako główne imię bohaterki zostawić oryginalne i nie wczuwać się zbytnio :P :)

Jedyne czego mi brakuje to elfów... o właśnie... to mogę jej zarzucić ;D Deal with it :P

 ~~ Estetka ~~

0 komentarzy:

Prześlij komentarz

Spodobał Ci się post? A może chcesz coś dodać? Zapraszam do napisania komentarza
✔ Komentarze są moderowane (wyświetlą się po zatwierdzeniu)
Jeśli nie masz bloga też możesz napisać komentarz - wybierając z paska opcję: Anonimowy. Dopisz swój nick, wtedy będę wiedziała do kogo się zwracam.