Tym razem nie będzie pixeli! Niezły szok, prawda? Sama się dziwię, że nie wciągnęłam się w kolejną kwadratową grę w 16 bitach sentymentu. Jeszcze wiele z nich leży sobie i czeka na swoją kolej, więc nie ominą Was ;) Ale do rzeczy. Dzisiejsza gra jest dla mnie wyjątkowym przykładem, że gdyby gry Cywilizacja i Heroes of Might & Magic miały romans, z tej cudnej miłości powstałby taki gagatek jak Eador. Łączy w sobie wszystkie najlepsze rzeczy obydwu tytułów, ładną facjatę po tatusiu i strategiczne zacięcie po mamusi, nie licząc intrygującej fabuły, losowych zdarzeń i kręcących nosem poddanych, całej masy statystyk i spraw, o których trzeba pamiętać. Pytanie: po kim jest taki wymagający? No cóż, przebywając w towarzystwie pewnego jegomościa poznanego w kampanii, wszystko jest możliwe. Przenoszenie gier w 3D czasami sprawia, że główny zamysł i "to coś" nieco się rozmywa na rzecz cieszenia oka. Niby ta sama seria, wiele nowości i świetnych rozwiązań, a jednak czegoś brakuje. Eadorowi udało się tego uniknąć, co mnie osobiście zadziwia.
W skrócie: Eador: Władcy rozdartego świata jest mieszanką strategii, gry turowej z elementami RPGa. Jeśli lubicie Heroes of Might & Magic i Cywilizację, to zakochacie się w niej bez pamięci i godziny spędzicie w malowniczym świecie gry.
Białogłowa, dzielni Amerykanie i murowane m-4
Eador: Władcy rozdartego świata czyli... Jest bohater, jest zameczek i to wszystko? Nie. Lądujemy na nieznanym zakątku w pojedynkę. Problem w tym, że białogłowa w wieży ma przerwę obiadową, dzielni Amerykanie też nie przyjdą z pomocą, więc na samym początku musimy radzić sobie sami. Do dyspozycji mamy oczywiście nasze puste murowane m-4, kilka prowincji, garść monet i zasobów, aby nie przymierać głodem. Jak to zawsze bywa z własnym kątem, trzeba go utrzymać. Jak to zrobić, nie zapominając jednocześnie, po co się tu znaleźliśmy? Dobre pytanie. Tak więc kolejne kroki na planie zagłady, wybawienia, a może rozrywki, będą kierowały się do karczmy. Wybrany bohater stanie się posłańcem wypełniającym naszą wolę na tym ziemskim padole, jednocześnie gromadząc złoto, którego tutaj nigdy nie jest zbyt wiele. Zupełnie jak z ubraniami i kobiecą szafą = z grami - hihi już nie możecie się dziwić, o! ;) Dostępnych jest kilka klas, ale moja to... Czarodziej. Mejdż to nie klasa to charakter ;D Zresztą kim miałaby grać Mag-da jak nie Mag-iem :P Bohaterów można mieć kilku, ale zatrudnienie każdego kolejnego wiąże się ze sporą sumką, która na początku nie będzie w zasięgu możliwości bez licznych wyrzeczeń. Niestety dotacji z Unii Europejskiej nie znają, więc trzeba ruszyć rozumkiem i powiększać własną świtę wraz z odpowiednią taktyką.
Nasz zameczek. Aby zobaczyć w dużym rozmiarze wystarczy kliknąć w obrazek - taki blogspot, nie każdy o tym wie :) (Ten kto dostrzegł tęczę w tle - bystrzacha)

Oto dylemat! Wykopać czy nie wykopać?

Na całą mapę składają się małe tereny, czyli prowincje. Świetne jest to, że każda z nich żyje własnym życiem. Natrafia na różne zdarzenia, potrafiąc nawet zbuntować się przeciwko naszym rządom przez odłączenie od świty. Do jednej trafia karawana, inna boryka się z atakami ślimaków, a w kolejnej trzeba zdecydować czy wykopać cenne kryształy, narażając poddanych czy zrezygnować z tego planu. Nawet do 4 opcji o różnym poziomie entuzjazmu, okrucieństwa, i wisimizmu :P Możesz zdecydować jakim władcą chcesz się stać: oschłym, okrutnym, niewzruszonym, wspierającym idyllicznym czy sprawiedliwym. Bywało, że przeciągające się spory z przeciwnikiem i wykradanie prowincji na zmianę sprawiało, że choćbym chciała poddanym nieba przychylić, to w skarbcu świeciły pustki. Niestety wtedy musieli radzić sobie sami z różnym skutkiem. Innym razem żyli jak w raju. Bywało, że uratowanie Elfa, który zadarł z harpiami, doprowadziło do buntu. Nie chciałam go wydać na śmierć w zamian za oszczędzenie wioski. No nie dogodzisz sztucznej inteligencji :P Mapa tętni życiem, a wróg nie śpi i też knuje, jakby tu przejąć największą ilość dzielnic. Roleplayowcy (czyżbym to źle wymawiała?) będą zadowoleni z Eadora. 
Mapa jest bardziej kolorowa. Gdy pojawia się nowe zdarzenie, wtedy na chwilę się ściemnia :)
Element, który nie raz przechylił szalę zwycięstwa na moją stronę
Walka bardzo mile mnie zaskoczyła. Ma wiele elementów, które zasługują na uznanie. Rozwój jednostki. Brak many, zamiast tego 1 zaklęcie na turę - niezłe wyzwanie, ale satysfakcjonujące. Wykorzystanie zmienności terenu. W zależności od tego na jakim miejscu pola walki stoi jednostka, jej obrażenia i atak zwiększają się lub zmniejszają. Lasy mają inne statystyki, pagórki inne, itd. Ustawianie jednostek tak, aby były 'zbuffowane' i jednocześnie uważanie, aby przeciwnik tracił, gdy nas zaatakuje, jest elementem, który nie raz przechylił szalę zwycięstwa na moją stronę. Trzeba czasem się nakombinować, aby pokonać silniejszego przeciwnika. Ale warto. Cały system energii, połączonej z ilością morale i innych cuda-wianków - świetny. Nie będę się rozwodzić, odkryjecie sami. Jednostki, wygląd, wybór umiejętności, są świetne. Ale takie smaczki jak sposób poruszania się danej z nich połączony z cudnymi dźwiękami i wyglądem sprawia, że zachwycam się potrójnie. Każda jest wyjątkowa. Choćby wróżka - jest ładniutka, uroczo szeleści skrzydłami i przemyka po mapce z wielką gracją niczym piórko na wietrze. Przykład jeden z wielu. Muzyczka w tle bardzo przyjemna. Lubię takie zamkowo-barokowe klimaty. Uroczo ^^ Znowu post wyprodukował się długi, ale jak tu zmieścić ochy i achy w jednym zdaniu? Unmöglich. Mam nadzieję, że czytanie moich kilometrowych postów, przynosi komuś rozrywkę i dawkę pozytywnej energii. Ja w każdym razie dobrze się bawiłam pisząc go :)

Sposób na wygraną
Walka to nie wszystko. Okazuje się, że decyzje, co i gdzie wybudować, w jakiej kolejności, jakie wojska wybrać są bardzo istotne. W zasadzie wszystko jest ważne: świadomość surowców, plusów danego świata, jego słabych punktów, zalet w kontekście całej gry, dobierania odpowiedniej taktyki, szkoły magii, rytuałów i całej masy rzeczy. 

Nie można grać kobietą - cóż za dyskryminacja. Taka niepodobna jestem na tym zdjęciu hihi :D

Co ma wspólnego lifting z ironicznym poczuciem humoru?
Jeśli chodzi o fabułę, tym razem nic a nic ode mnie nie wyciągniecie. Nie mam zamiaru psuć Wam niespodzianki. Jedyna rada-informacja. Zacznijcie od kampanii i nie pomijajcie dialogów. Spotkacie stworka, który urodą tak zachęca, że mam ochotę dorysować mu uśmiech i zabrać do doktora Szczyta na mały face-lifting, korektę nosa, podniesienie powiek... coś się jeszcze znajdzie. Ot aby sprawiał milsze wizualne wrażenie ;D. Ale mimo swojej niedopracowanej powłoki jego ironiczne poczucie humoru bywa genialne. Zadawanie mu pytań i wysłuchiwanie odpowiedzi - komiczne. W tej grze poziom początkujący wcale nie oznacza łatwizny - wręcz przeciwnie bywa piekielnie wymagający. Stąd też najczęściej używanym przeze mnie guzikiem w grze jest save. Miliony zapisów z opisem: np. Atak Harpii, Nowa prowincja, Wymiana armii.

Nie taki silny łucznik, jak go malują
Na samym początku trzeba umiejętnie lawirować między powiększaniem armii a zakupem budynków. Armia, będąca pod władaniem naszego bohatera, wymaga płacenia pewnej ilości złota co turę. Wznoszenie budynków w zamku też swoje kosztuje, nie mówiąc już o naprawie ekwipunku czy zakupie ubranek, mieczyków i innych zabaweczek dla prawdziwego rycerzyka. Poza tym atakując kolejne prowincje trzeba liczyć się ze stratami. Im dalej od zamku tym silniejsi obrońcy, co za tym idzie straty jednostek większe. Ich odkupienie bywa znamienne i problematyczne. Ze względu na małą ilość prowincji będących pod naszym władaniem przyrost złota bywa znikomy. W HoMM wystarczyło zabrać ze sobą łuczników i większość istot nie mogła nawet drasnąć. Tutaj ta jednostka nie robi szału. Zasięg miewa większy niż pozostałe, ale ilość obrażeń na bliższą odległość bywa marna. Poniżej wybrałam kilka różnych jednostek, aby pokazać różnorodność. Nie jest to bynajmniej moja niezawodna taktyka haha :D Szermierz, Krasnolud, Łucznik, Wróżka i Włócznik.

Kombinowałam z rozdzielczością, aby było ludki lepiej widać. "Na żywo" wygląda lepiej. Grafika klimatyczna - bardzo mi się podoba.
Tym razem leśne tereny. Są zdecydowanie pogodniejsze od bagiennych :P

Objawienie + zauroczenie = ?
Dla mnie Eador jest osobistym objawieniem, które przysporzyło wiele godzin dobrej zabawy. Nie sądziłam, że od czasów Heroesów podobna gra będzie w stanie mnie tak bardzo zauroczyć. One zawsze wystarczały. Dlatego nie szukałam nic innego. Jak widać czasami warto wyjść poza ramy sentymentów i zobaczyć co mają do zaoferowania inne tytuły. Dzięki Eadorowi dowiecie się, że kołpak jest nie tylko częścią samochodu, ale także ubioru. Którą? Bystre oko znajdzie odpowiedź ;) - a tak nęcę hihi ^^

CO MOGĘ JEJ ZARZUCIĆ? Potrafi się zaciąć na amen, szczególnie podczas walki. Dlatego warto często zapisywać. Jest wyjątkowo złożona i wymaga nielinearnego myślenia, biorąc pod uwagę konsekwencje swoich działań na wielu poziomach. Mnie relaksuje, ale może kogoś zmęczyć, jeśli podejdzie nader ambicjonalnie :P

Znasz podobne gry, a może chcesz coś dodać? 
Cytując kabaret Ani Mru Mru - "wymyśl coś sam" 
(ciekawe czy ktoś pamięta z którego skeczu to pochodzi :D)

~~ Estetka ~~

0 komentarzy:

Prześlij komentarz

Spodobał Ci się post? A może chcesz coś dodać? Zapraszam do napisania komentarza
✔ Komentarze są moderowane (wyświetlą się po zatwierdzeniu)
Jeśli nie masz bloga też możesz napisać komentarz - wybierając z paska opcję: Anonimowy. Dopisz swój nick, wtedy będę wiedziała do kogo się zwracam.