Jak wiecie (pisałam ostatnio na Facebooku) Origin zrobił dużą przysługę osobom nie posiadającym Battlefielda 4 i umożliwił testowanie tej gry przez tydzień. Gdy miałam okazję uruchamiać ją w becie sprawa wyglądała dość opłakanie. Nawet ustawienia low sprawiały, że nie byłam w stanie wejść do gry, o poruszaniu się nie wspominając. Potężny lagozaur, który bez problemu mógłby konkurować z Godzillą. Można się domyślić, że zniechęciło mnie to do jej zakupu. Ale na wieść o 168 godzinach bezpłatnego dostępu rzuciłam się do komputera, by czym prędzej zainstalować grę. Chciałam się przekonać czy coś się zmieniło wreszcie na lepsze. Nie robiłam sobie zbyt wielkich nadziei, bo historia lubi się powtarzać. Wolałam miło się rozczarować niż niemile zawieść.



Na razie udało mi się pojeździć windą w wieżowcach, oddać skok prawdy ze spadochronem, jeździć czołgiem w szaleńczym tempie wchodząc w zakręty i zginąć z kilkadziesiąt razy. W porównaniu z betą gra się całkiem przyjemnie, choć jest coś, co nie uległo zmianie. Mój znak rozpoznawczy czyli... niepoprawny brak orientacji w terenie, niezależnie czy realnej czy wirtualnej. Serwer z minimapą to dla mnie niezbędny środek do przetrwania. Nie powinien dziwić fakt, że niechętnie odwiedzam nowe mapy. Chyba, że mam dzielnych strażników u boku lub choćby jednego bodyguarda, który wie, gdzie iść hihi ^^ Fakt, że mogę wejść do gry to już szaleństwo samo w sobie. Mam lagi, ale znośne. Nie muszę być w Top 3, więc do przeżycia. Tak nieoficjalnie - przecież nie będę innym robić konkurencji. Ludziki na mapce mogą odetchnąć z ulgą, że mój skill na razie pozostanie w ukryciu haha :D Taka dobra Estetka ze mnie :D Jeśli ktoś nie zauważył malutkiej ironii, to wyszedł komplement :P

Kto ma większy skill?
W Battlefielda 3 gram od ponad roku, chociaż powinnam powiedzieć: odwiedzam go raz na jakiś czas. Jest to o wiele bardziej adekwatne. Estetka jest gościem na tych polach pełnych kurzu, kul lecących niczym w Matrixie i napotykanych tu i ówdzie granatów. Obecnie jest to dla mnie rozrywka, a nie ranking kto ma większy skill, lufę, obcasik czy cokolwiek innego. Wiem, że moje granie często można nazwać popełnianiem uroczych błędów lub stwierdzeniem, że zachowuję się jak dziecko we mgle. Dla mnie Battlefield jest grą nawet bardziej niż casualową. Raz na miesiąc, jak nie rzadziej, odpalam sobie Kanały Nouszahr (ostatnio częściej w Trybie Hardcore), gram ulubiony TDM całe popołudnie i tyle. Nigdy nie miałam potrzeby, aby poznawać mechanikę gry, a nawet tego czym są klasy, czym się od siebie różnią lub jaki celownik wybrać. Teraz z pewnością część osób chwyci się za głowę, choć liczę, że będzie to postrzegane jako atut, płeć przeciwna bywa niezrozumiała, będę się łudzić haha. Osoby nie znające mojej historii z FPSami, nie biorą pod uwagę kilku rzeczy. Zawsze trzymałam się z od nich z daleka. W przeszłości przerażały mnie do tego stopnia, że pierwsze spotkanie z Call of Duty doprowadziło do mojego szalonego pulsu, roztrzęsionych rąk i przyrzeczenia sobie, że nigdy więcej tego dziadostwa nie odpalę. Przeszywający strach, jak wtedy, gdy patrzy się w oczy dzikiej bestii i chce uciekać. Mężczyźni zwykle tego nie rozumieją. Dla nich banie się FPSów to śmiech na sali. Skoro od młodości zaznajamiają się ze strzelaniem, bawią się w wojny i Bóg wie co. Rosną w tym środowisku, które jest dla nich (niestety) normalne i naturalne. Niestety, bo empatia i troska znika, a pojawiają się przepychanki i niesnaski. Wchodząc do gry ponad rok temu, nie zajmowałam się tym jaka klasa, co robi, jaki celownik dobrać do jakiej broni. Stresowałam się samym faktem, że mam grać. Gdybym czuła się w tym gatunku pewnie, byłoby zupełnie inaczej. Chciałam jedynie jakoś przetrwać i nie rzucić tą grą w kąt jak przed laty. I tak zostało w sumie do tej pory.

Bez presji
Wiem, że mogłabym grać o wiele lepiej, gdybym tak postanowiła. Mogłabym cisnąć skill, grać dzień i noc, stawać się lepszą. Może i w efekcie po miesiącach ćwiczeń kosić innych na przyzwoitym poziomie, ale po co? Aby zwiększyć własne męskie...kobiece...w każdym razie ego i czuć się w świecie FPSów & mężczyzn jak mocny zawodnik. Nie jest mi to potrzebne. A jak ktoś stwierdzi, że Estetka średnio sobie radzi, to wcale się tym nie przejmę. Chociaż gdy najlepszy zawodnik z przeciwnej drużyny chce mnie wyrzucić, to raczej komplement. Przy czym nie używałam zakazanych technik, przedmiotów czy czegokolwiek. Co za głupolek :P Bywają lepsze i gorsze walki. Momenty, w których nie wywieram na sobie presji, że mogę lepiej, więcej i tak dalej szczególnie pielęgnuję. Więc nie mam zamiaru dać się wciągnąć w szaleńczy wyścig i udowadnianie czegokolwiek komukolwiek. Zresztą każdy wie, że gram głównie dla przyjemności, czasami dla towarzystwa, a nie wyniku. Sam fakt, że kiedyś uruchomiłam Battlefielda, jest już cudem samym w sobie i niezłym wyczynem. Bo to przełamywanie własnych lęków, strachu i coś więcej niż bycie pierwszym.

Czyn heroiczny
Bywa, że czasami daję się zabić w sposób nielogiczny i bardzo nierozsądny. Innym razem, gdy widzę takiego człowieczka, który pada pod ostrzałem kul, to mam wewnętrzną potrzebę, aby go uratować. Bo taki biedniutki leży i co, mam pozwolić, żeby zabili go na śmierć (jak mawiała nauczycielka w liceum)? Bez emocji patrzeć jak się wije w plamie krwi? Może nieco dramatyzuję, ale tak to postrzegam. I później dzielna sanitariuszka Estetka ginie w heroicznym czynie. Bycie uratowanym przeze mnie to zaszczyt daah ;P

Pierwszy raz to się pochwalę ^^  Z cyklu znajdź szczegół ^^
Nie powiem, że postanowiłam grać regularnie, bo i nie chcę niczego obiecywać ani sobie, ani innym. Ale w trakcie darmowego czasu z pewnością o wiele więcej mnie będzie tu i ówdzie. Muszę Was oczywiście poinstruować, jak macie się zachowywać, czyli grzecznie stanąć w rządku i czekać na nieuniknione. Haha nie inaczej :D

~~ Estetka ~~

2 komentarzy:

  1. Świetny wpis, ja kupiłem BF4 jakoś zaraz po premierze, na mikołajki chyba, wyszło niecałe 50 złotych, czym do tej pory się szczycę :D Niestety nie spodobało mi się zbytnio, (ten netcode (p) ). ostatnio wróciłem, naprawdę czuć różnicę, nawet zdarzyło mi się być pierwszy (h). Mam tylko jedno pytanie, czemu ja Cię nie mam w znajomych na originie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Programy o łowcach promocji to nic przy Twoim wyczynie. Lepszego polowania dawno nie widziałam :D Nie dziwię się, że jesteś dumny.
      Czasami ta, która rozczarowała przy pierwszym spotkaniu, zyskuje z kolejnym odpaleniem gry. Chociaż nie dzieje się to aż tak często, jakbyśmy chcieli.
      Gratuluję zajęcia zaszczytnego pierwszego miejsca. Jeśli nadejdzie taki dzień, w którym jakimś cudem będę pierwsza, to nie omieszkam poinformować o tym w poście. Hmm... aby tego dokonać muszę zmienić taktykę i zacząć zabijać swoim śmiechem. Estetkowe hihi obezwładni przeciwników w sekundę tak, że zapomną, co mieli robić :D
      Nie wyrażałeś w żadnym środku komunikacji chęci znalezienia się w zaszczytnym gronie i haremie. A tak zupełnie na poważnie, to nie mam pojęcia :)

      Pozdrawiam :)

      Usuń

Spodobał Ci się post? A może chcesz coś dodać? Zapraszam do napisania komentarza
✔ Komentarze są moderowane (wyświetlą się po zatwierdzeniu)
Jeśli nie masz bloga też możesz napisać komentarz - wybierając z paska opcję: Anonimowy. Dopisz swój nick, wtedy będę wiedziała do kogo się zwracam.