Wczoraj nie było posta. Wiem :( Dzieje się tak, gdy najnormalniej w świecie się nie wyrobię. Coś nagle wypadnie i nie mam czasu na dokończenie planowanego posta albo zasypiam na siedząco, co uniemożliwia dalsze skupienie na temacie. Przykro mi jednocześnie, bo wiem, że ludziki czekają, co Estetka tym razem wymyśli. Ale jestem, żyję, zdrowie też dopisuje na szczęście, tylko oczy się wczoraj samoistnie zamykały. Powinnam była zastosować zasadę dwóch zapałek i podeprzeć powieki jak w bajkach Toma i Jerrego. Musiałam załatwić kilka ważnych rzeczy, które mnie nieco zmęczyły i późno wróciłam, a logiczne myślenie poszło spać. W zamian opowiem historyjkę na luzie, która mnie wczoraj spotkała. Z Henrykiem Sienkiewiczem czy Mickiewiczem konkurować nie mam zamiaru, ale może kogoś rozbawi :) Umiejętności opowiadania nigdy nie uważałam za swoją mocną stronę w przeciwieństwie do filozofowania, z którego czasami wychodzi analiza psychologiczna lub prawienie kazań, wiem... ale to zwykle z troski, a nie wymądrzania :P Taka podświadoma misja zmiany świata na lepsze. Ktoś mógłby powiedzieć cała Estetka ^^

Udajmy, że to w języku zachodnich sąsiadów, aby pasowało do tematu haha. Fiolet jest, więc nie ma na co narzekać ;D
Mój aparacik nie chce współpracować i robić dobrych zdjęć, więc internet przychodzi z pomocą.


Wczoraj spotkało mnie coś genialnego. Skill w grze to małe miki przy Estetce i zgadywaniu po jednej nutce. Co do utworów muzycznych z dawnych lat nie biłabym rekordów, ale w akcentach, głosach, komentatorach, voice actingu już tak. Kolejny raz, tym razem w spektakularnym wydaniu dowiodłam, że słyszeć to nie to samo co słuchać. Ale co mam na myśli? Potrafię, słysząc telewizor w oddali, po kilku zdaniach odgadnąć, kto to powiedział. Nie mówię, że zawsze i wszędzie, ale jeśli już się odzywam, to trafiam ku zdumieniu otoczenia. Bo to było niemożliwe do zgadnięcia. Albo w Anime, voice acting. Po jednym słowie. Czasami nie mogę się wczuć w historię, bo jak tu uwierzyć, że heros zmienił się w angielskiego lorda, to się nie godzi. I zepsuć sobie 2 tytuły na raz. Ale do rzeczy...

Czasami zbieg okoliczności sprawia, że znajdujemy się w danym miejscu w danym czasie. Przed wyjściem z domu nie przypuszczaliśmy, że spotkamy osobę, która wprawdzie po tym samym mieście gdzieś krąży, ale innymi ścieżkami. Od początku... 

Ludzie. Harmider. W oddali słyszę zbliżający się znajomy głos. Wprawdzie siedzę odwrócona plecami, ale mogłabym przysiąc, że wiem, kto się za nim kryje. Mija sekunda i już wiem kto to. Nawet nie muszę się odwracać. Mogłabym się założyć o 10 kilo pistacji - byłaby uczta, nie ma co :D. 6 lat minęło. Niemieckie słowa wypowiadane w charakterystycznym tempie i stylu, od razu człowiek jest zestresowany. Mój nauczyciel od niemieckiego jak nic haha :D. Wprawdzie spędziłam godziny, siedząc na lekcjach i mogłoby się wydać to oczywiste. Choć nie sądzę, aby ktokolwiek z mojej klasy był w stanie rozpoznać go w takim stylu. Jak skok do wody z oceną 10 na 10 :D. Rozmawiał z grupą chyba jego znajomych, coś opowiadał po niemiecku. Uczyłam się języka, ale nieużywany przez lata gdzieś znika. Coś tłumaczy, gdzieś idzie, pokazuje i teraz, co ja mam zrobić? Grzeczność wymaga powiedzenia dzień dobry, chociaż to nawet nie o grzeczność chodzi, ale o sympatię. Jak się zachować? Tik, tak, Tik, tak... Czas mija. Dziwna sytuacja. Sam fakt, że muszę szybko coś wymyślić, podniósł mi puls. Poczułam się jak na lekcji niemieckiego w momencie typowania osoby do odpowiedzi. Nie lubię sytuacji, w których muszę coś nagle zrobić. Jak w amerykańskich filmach akcji z bombą w tle. W ciągu kilkunastu sekund... Przeciąć niebieski kabelek? zielony? a może z prędkością światła wynieść ją poza orbitę, jak w bajkach o Supermanie :) Zastanawiałam się, co ewentualnie mam powiedzieć. Bohaterka jakiegoś serialu komediowego, nie przejmująca się opinią innych z amerykańskim luzem, z pewnością wparowałaby w pół słowa z radosnym Guten Tag Herr... Nazwiska nie podam. Jeszcze ktoś miał przyjemność. Więc tak stoję w odpowiedniej odległości i zerkam. Idzie w moim kierunku z ludzikami, będąc w ferworze rozmowy. Rozpozna czy nie rozpozna, oto jest pytanie? Mogłam się łudzić, że jednak tak i mój uśmiech nie okaże się dziwny. Rozglądał się, ale to było jak Mission Impossible. Jak człowiek (ja :D) 6 lat temu zarzucał burzą blond (!) loków w klasowej ławce pod oknem, a teraz skrócił je, przyciemnił i ... nie dość, że się nie zestarzał, to jeszcze odmłodniał (Przynajmniej ja mam takie wrażenie, oglądając własne zdjęcia z tamtych lat. Coś jak w filmie przypadek Benjamina Buttona)? Estetka świadek koronny, nikt nie pozna. Jak w filmie Klient, nawet nie muszę wybierać miasta na literę. Choć czasami zastanawiam się, czy można mnie poznać po głosie, czy osoby z dawnych szkolnych lat rozpoznałyby? Z podstawówki, liceum... Czy mój głos się zmienił? Taka mała dygresyjka. Tak czy inaczej nie dowiem się, bo na jedynym spotkaniu klasowym, na które poszłam przez przypadek (chwilowy zryw, zamroczenie, gorączka? - bo na dobrą sprawę było to ostatnie miejsce na ziemi, w którym chciałam się znaleźć) porobiły się niezłe jaja i dlatego był to pierwszy i ostatni raz. Mam swój honor i dumę ot, co. Nic nie zrobiłam złego, ale zazdrość kobiet nie zna granic. Co ludzie z nią mają? Czy nie może być po prostu miło. Jakaś epidemia chyba, kończąca się zemstą. Też na z, więc pasuje ;D. Skoro jest spray na komary w aptece, to powinien być także na tę przypadłość albo małe elektrowstrząsy... to głupi żarcik :P Moja nóżka nigdy więcej nie postanie na takich spotkaniach. Niech się dzieci same bawią grabkami i wiaderkami w piaskownicy, obgadując wszystkich i wspominając swoje jedyne dobre czasy, aż do 80-tki. Może Wam kiedyś opowiem, bo to było w sumie zabawne i wkurzające zarazem :D


Wracając, tak patrzę i patrzę. Słucham tego charakterystycznego akcentu i zastanawiam się, czy będzie okazja się przypomnieć. Przez niego sięgnęłam po pierwszy FPS, Call of Duty 2. Robienie zadań raz jeszcze, 3 godziny w plecy, czyli 3 godziny mniej snu, szczególnie, gdy każdy nauczyciel myśli, że jest najważniejszy. Wypracowania - to akurat było dobre. Sprawdzianiki. Surowy, ale klarowny system oceniania. Przedmiot ledwo do przeżycia. Na sprawdzianach wszyscy ściągali poza mną (nie byłam w stanie, świadomość bycia przyłapanym była jak rozstrzelanie), a na koniec roku porównywali średnie i się nimi chwalili, a ja miałam niezły ubaw patrząc na to z boku ;D. Gdyby inni nauczyciele zeszli z tonu, to chętnie bym się go nauczyła, a tak to był taki Minecraft Survival, a momentami Amnesia - gra w stylu horror :P. Akurat tego jegomościa od niemieckiego lubiłam mimo czarnego humoru, który serwował na lekcjach. Bez podtekstów, ale to oczywiste. Mimo, że moja mama też przez niego przeszła niezły sajgon. Wtedy był ostrzejszy. Za moich czasów uspokoił się nieco. Ta sama szkoła, yup :P Nie zdziwiłabym się, gdyby na moje powitanie odpowiedział: O! Pani X, dalej fatalny akcent, a ja z pewnością roześmiałabym się jak zawsze z jego dowcipasów. Bo był to człowiek, z którego żartów się śmiałam, mimo, że nie zasłużył. Taki ewenement, może dla zachowania harmonii w życiu, sama nie wiem. Jedyny taki przypadek. Bo od dawna nie otaczam się ludźmi niemiłymi. Zdecydowanie wolę ludzi, z którymi można normalnie porozmawiać, jak z dawnymi znajomymi. Nie trzeba się spinać, udowadniać niczego. Ani intelektu, ani tego ile się przeżyło i co się wie o życiu. Jest miło. Tylko tyle i aż tyle. Ludzi normalnych i takich, którzy zarażają optymizmem od pierwszej chwili. Mogłabym powiedzieć, że prawdziwie miłego człowieka rozpoznam na kilometr ;) na odwrót też to działa, ale to nie post o tym. Kobieca intuicja, coś w ten deseń, ale nie do końca. Ludziometr. Rocznik '89 Chińskiego Węża. Ale wąż wężowi nie równy :P Niestety nauczyciel przeszedł bokiem, nie zauważył mnie, a trochę żałowałam, w sumie nie wiem czego. Może człowiek mnie lubił i to działa w obie strony?

Załatwienie spraw, szczególnie wyjątkowo długie czasami sprawia, że chce się jeść. Szczególnie, że przed wyjściem zjadłam zaledwie kilka kęsów drożdżówki i już trzeba było pędzić. Autobus nie poczeka, bo uwaga... Estetka wsiada hihi^^ Więc popędziłam, ale po kilku godzinach, powyższej historii także chęć zjedzenia czegoś smacznego dała o sobie znać. Myślałam, że może poczekam, aż wrócę do domu, ale przypadkowy chłopak zajadający jabłko pokrzyżował moje plany i poczułam przeraźliwy głód. Postanowiłam wstąpić do lokalu gastronomicznego w okolicy, którą raczej rzadko odwiedzam. Taki typowy bar ze szwedzkim stołem, pierwszy raz tam byłam. Nałożyłam swoje eksperymentalne potrawy i zaczęłam zajadać. Nie było ani moich ulubionych krokietów, ani pierogów, więc postanowiłam zaryzykować z czymś nowym. Ryba po grecku była smaczna, ale bakłażan z ryżem i serem mdły, jak i coś ze szpinakiem i ciastem francuskim też niekoniecznie. I teraz miałam trzy wyjścia: albo zjeść to co smaczne nie jest, albo zostawić, albo spierać się ze sprzedawcą o to, co dostałam. Skubnęłam rybę i wyszłam. Chyba mało kto lubi się denerwować i szarpać. Wprawdzie w lokalu obok były i naleśniki, ale czekanie za długie. Już wolałam iść na przystanek autobusowy i dać sobie spokój. Ale z każdej sytuacji wynika zawsze coś pozytywnego. Okazało się, że wcześniejsze wyjście, bo jedzenie było ble spowodowało, że idealnie zdążyłam na autobus do domu :)  

Wyszła zabawna historia, która tak niechcący ^^ wpasowała się w początek roku szkolnego. Ach to życie i jego śmieszne zbiegi okoliczności :D

~~ Estetka ~~

0 komentarzy:

Prześlij komentarz

Spodobał Ci się post? A może chcesz coś dodać? Zapraszam do napisania komentarza
✔ Komentarze są moderowane (wyświetlą się po zatwierdzeniu)
Jeśli nie masz bloga też możesz napisać komentarz - wybierając z paska opcję: Anonimowy. Dopisz swój nick, wtedy będę wiedziała do kogo się zwracam.