Podczas pisania o zaletach zimy i urokach mieszkania nad morzem postanowiłam, że częściej będę dodawać od siebie osobiste fragmenty. Odkryłam, że pisanie ich sprawia mi także dużo radości, więc i czemu by nie kontynuować? Wam pozwoli usiąść ze szklanką herbaty w dłoni i wkraść się nieco do mojego tajemniczego życia. Gdybym chwyciła do ręki kamerę, można by je nazwać mini vlogiem hihi :) Myślę, że przypadną Wam do gustu, a przynajmniej mam taką nadzieję. Sekcja komentarzy pozwala wyrażać swoje zdanie i nie wahajcie się jej użyć ;D Urozmaicenie i odskocznia od tekstów pełnych refleksji czy różnych nowości znalezionych w internecie wydaje się dobrym pomysłem :)

Rzeczy z roku na rok nieco przybywa, czasami postanawiam zmienić system ich przechowywania, więc trzeba się wybrać na małe zakupy, nie tylko w temacie świąt i moich przyjemności. 

Co ma wspólnego poranek z kłusownikiem?

Poranek. Wstaję wcześnie, aby móc w sklepach spokojnie przeglądać różne rzeczy, zamiast przeciskać się z innymi i ekhm... zrobić makijaż i zdążyć. Zawsze rozpoczynam dzień herbatą, taki rytuał. Kawa w moim przypadku kompletnie nie spełnia swojego zadania. Zamiast spokojnego wyjścia ze świata marów sennych wyważa je z siłą Bruca Lee i dodatkowo podnosi ciśnienie. Ten kop chwilowo otrzeźwia, aby po jakimś czasie poziom kofeiny spadł i było równie sennie. To bezsensu. Zielona herbata mogłaby być niezłym zamiennikiem, ale z kolei jej gorzkie smaki, już na początku dnia, są dla mnie istną torturą. Poniższa wersja wydaje się kuszącą alternatywą ^^

To się nazywa miły początek dnia ^^
Mam kilka godzin, ale oczywiście spokój i powolne przygotowywania nie są mi dane. Życie, adrenalina i skoki ze spadochronem są moim żywiołem. Jazda, jazda! Uwierzyliście? Mała ironia i żarcik w jednym ;D Estetka i fioletowy spadochron, i może jeszcze filmik z całego zajścia na dokładkę hahaha. Zamiast tego maluję się, szukam odpowiedniej torebki w szafie, a zaraz potem odpowiedniego szalika. Później okazuje się, że jednak zmieniam koncepcję, bo całość nie pasuje do kolczyków. I tak skaczę po domu jak sarenka w międzyczasie, skubiąc śniadanie. Bywa, że moje radosne czmychanie to tu, to tam przeistacza się w ucieczkę przed kłusownikiem. Prędkość wiatru, rzut do szafki, zgarnięcie w locie słuchawek do telefonu, szminki i portfela, bo już trzeba wychodzić - a ja oczywiście zapomniałam czegoś albo zabrałam nie to, co trzeba. Staram się wyjść spokojnie i na luzie, jednak jak widać, życie ma dla mnie inny plan :D

Wychodzę, widząc minę kota, który nie jest zachwycony, że zostaje sam. Doprawdy niezły egzemplarz z niego. Temperatura na zewnątrz wydaje się rozsądna, więc stawiam na spacer. Chłód daje o sobie znać w formie jak najbardziej akceptowalnej. Po drodze obowiązkowa wizyta na poczcie. Aby wysłać kartki do osób, które najbardziej lubią tę formę świątecznej komunikacji. Czekanie w kolejce wśród innych wyznawców może być przyjemne, wystarczy umieć obserwować. Ktoś się z kimś wita, wysyła, wpisał zły adres. Taki symulator poczty w realu ;) PS. Jeśli chcecie kupić znaczek, kartkę i wysłać ją bez wychodzenia z domu zapraszam do tego posta. Pasuje jak ulał i na te święta.

Oko sprzedawcy nie zna litości

Przekraczam próg sklepu, mając nadzieję na znalezienie uroczych drobiazgów i cieszenie się radosną aurą. Ale wszystko byłoby chyba zbyt piękne... Więc jestem w sklepie. Zawsze lubię sobie pochodzić, popatrzeć, co też tym razem mają w ofercie. A nuż coś ciekawego wpadnie mi w oko lub rozwiąże problem z prezentami. Jest to dla mnie rozrywka i uroczy element, który sprawia mi w tym czasie wyjątkową radość. Oglądanie małych drobiazgów, pudełeczek, kubków, zastanawiając czy kolejny okaz będzie pasować do kolekcji, wizualna i estetyczna przyjemność. Ale nie. W tym sklepie, jak widać, nie jest mi dana radość, tylko odczuwanie negatywnej aury roztaczającej się po kątach. Co mam na myśli? Oko sprzedawcy niczym egipskiego Horusa wgapia się w każdego, kto ośmieli się wejść do sklepowej świątyni. Na każdym kroku pilnując, aby jego drogocenne klejnoty nie zostały skradzione. Czy podobna sytuacja jest Wam bliska? Przyznam, że strasznie denerwuje mnie takie podejście do klienta. Człowiek wchodzący do środka już na wstępie klasyfikowany jest jako potencjalny złodziej. Straszne. I tak sięgam po kubek, później patrzę na pudełka, oglądam przy okazji bombki, zastanawiając się czy nie urozmaicić dotychczasowej kolekcji i cały ten czas czuję "oddech sprzedawcy na plecach". Ktoś mógłby mi teraz powiedzieć, że nie mam się czym przejmować, to ich problem. Jeśli dalej będą traktować klientów w ten sposób, zrażą do siebie ludzi i spadną im zyski. Nawet mimo tego rusza mnie ta niesprawiedliwość. Jak mam się cieszyć z przygotowań świątecznych, skoro każdy mój ruch oceniany jest jako chęć kradzieży, a ja tylko przyszłam coś kupić! Nie pociesza mnie nawet fakt, że takie podejście odnosi się do każdego klienta, który chodzi po sklepie. Zauważyłam, że niezależnie od ceny asortymentu, podejście do klienta potrafi być równie upierdliwe. Jeśli jakiś sklep przywita mnie równie "miło" więcej tam nie wracam. Zakupy mają mnie cieszyć, a nie wywoływać presję. Tym razem zaopatrzyłam się w 2 miniaturowe pudełeczka, które idealnie nadadzą się na drobiazgi, walające się w szufladzie. Na większe przeglądanie asortymentu nie miałam ochoty. Na szczęście w kolejnych sklepach kupiłam wszystko, co zamierzałam z małym bonusem ^^

Pisk opon szczytem męskości? 

A gdzie w tym wszystkim samiec alfa?

Wychodzę ze sklepu. Idę sobie radośnie, rozmawiam, a tu nagle jakiś samochód hamuje z piskiem opon myśląc, że zrobi na mnie wrażenie. Co za dzień. Dobra, wyglądam uroczo, ale takie zachowanie? Phi, to żaden komplement. Kiwam głową z politowaniem zawsze, gdy widzę podobne żałosne zachowanie i idę dalej. Zawsze zastanawia mnie, co taki mężczyzna (a raczej dziecko płci męskiej) sobie myśli? Jak przebiega jego tok rozumowania? Dlaczego w ogóle sądzi, że to jest atrakcyjne xD - użycie innej emotikony nie oddałoby mojego komentarza w sposób należyty. W jego mniemaniu mam zareagować, obrócić głowę, zachwycić się wyglądem i zachowaniem, które z zgodne z jego poziomem myślenia powinno być szczytem męskości?... i to wszystko w ciągu 3 sekund, bo przecież samochód po chwili rusza. Istny kabaret. Skwitowałabym to potocznym stwierdzeniem: wiocha :P Na mnie robi wręcz odwrotne wrażenie, czyli -50 do inteligencji i -50 do atrakcyjności. Poza tym skoro ktoś popisuje się w taki sposób, oznacza jedynie tyle, że sam jest mało interesujący. Myślę, że rozwinę ten samochodowy temat, ale muszę zacząć zwracać na to uwagę, oglądnąć więcej takiej żenady na ulicach, aby swoje obserwacje spisać w swoim małym, uroczym, fioletowym notesiku :) 

Tak sobie zajadam cóś na kształt kebaba i piszę posta. Jeden lokal w mieście w tym względzie mnie oczarował, robiąc fantastyczne okazy z sosem czosnkowym, którymi się częstuję. Cudowności. Chociaż korzystam z umiarem. Trzeba przecież trzymać fason i zmieniać stereotypy, pokazując, że w świecie gier można spotkać smukłe okazy płci piękniejszej - co w grach kwitowane jest niedowierzaniem. Rozkoszne życie hihi^^

Chcesz jako pierwszy dowiadywać się o nowych postach? :)
Zachęcam do obserwowania mnie na FacebookuGoogle+Bloglovin lub e-mailowo :)

* Estetka *

0 komentarzy:

Prześlij komentarz

Spodobał Ci się post? A może chcesz coś dodać? Zapraszam do napisania komentarza
✔ Komentarze są moderowane (wyświetlą się po zatwierdzeniu)
Jeśli nie masz bloga też możesz napisać komentarz - wybierając z paska opcję: Anonimowy. Dopisz swój nick, wtedy będę wiedziała do kogo się zwracam.