Te dwa słowa potrafią skutecznie zagłuszyć zdrowy rozsądek, pozwalając mi znacznie odwlec czas mojego snu - taka mała wymówka. Aż strach się przyznać, ale dzisiaj poszłam spać o piątej rano, ale spokojnie, od jutra będzie inaczej ;)

Image source

Mama zrzuciła mnie dzisiaj rano z łóżka, bo coś trzeba zrobić, pytając przy tym: o której poszłaś spać? - Ja na to:....yyy....tym razem wcześniej, coś przed drugą :P Oj martwi się o mnie. Czasami pozwalam sobie na małe kłamstewko, ale tylko w tym temacie. O 11:00 ledwo otwierając oczy udaję, że wcale nie jestem zmęczona, gdzie tam - istny wulkan energii :D. Gdy tylko wychodzi z pokoju zamykam oczy, chcąc urwać jeszcze trochę z opuszczonego przed chwilą snu. Na szczęście udaje mi się przebudzić w ostatniej chwili , dzielącej mnie od zdemaskowania tego niecnego planu :)
Source: mylifecoachsparkles.blogspot.com via j jump jennifer on Pinterest

jak to rano - wstać trzeba. Nikt nie zrobi tego za mnie. Gdy przecieram oczy i zaczynam coś mówić, nagle zjawia się mój kot. Skubaniec jeden. Nauczył się ostatnio - niewiadomo skąd? -  przychodzić o poranku (tzn. moim poranku hihi) z nadzieją, że poświęcę mu chwilę czasu. I tak wgapia we mnie swoje ślepia, dając do zrozumienia, że kołdra sama się nie odsunie. No bo oczywiście szanowny Pan kot (a raczej pani) nie ma gdzie się położyć :P (to kotka, ale imię ma męskie, śmiesznie wyszło - zainteresowanych odsyłam do tego posta) Przyznaję, niezły z niego aparat. Jeśli tylko coś nie idzie po jego myśli, potrafi udawać głuchego. Jest przekomiczny. Szczególnie uaktywnia się nocami, ganiając w te i we wte z pokoju do pokoju. Ja tylko chodzę i otwieram mu drzwi między jedną wiadomością na Twitch'u, a drugą ;)
Gdy już uda mi się zwlec z łóżka (zwykle następuje to dosyć szybko, bo oczywiście trzeba ciągnąć teatrzyk pt. "Jestem wyspana") czeka na mnie cały dzbanek gorącej herbaty. Oh, jakie to miłe ^^ życzyłabym każdej osobie takiego poranka. Dlaczego ja się wzruszam?...Damn...ale jak tu tego nie zrobić. Szczera, bezinteresowna troska nierzadko mnie wzrusza. Rano zwykle piję herbatę w zupełnej ciszy. Staram się nie rozpoczynać dnia od włączenia różnych grających sprzętów, które zagłuszą moje myśli i zaburzą wewnętrzny spokój. Dzięki temu mogę przemyśleć poprzedni dzień, ustalić co koniecznie trzeba skończyć i jak przebrnąć przez dany dzień, tydzień. Jednym słowem, poukładać sobie plan działania, aby później ze spokojną głową móc załatwiać, co potrzeba. Później śniadanie, włączenie telefonu, sprzątnięcie porozrzucanych gdzieniegdzie ubrań i rzeczy, chwila na odświeżenie się i można zacząć dzień z energią - tym razem już prawdziwą. 
Dzisiaj sobota, więc czasu dla siebie mam więcej niż zwykle. Mogę oddać się małemu co nie co czyli graniu. Wszystkie inne sprawy odkładam na jutro. Post pewnie też pojawi się później, bo muszę wprowadzić kilka poprawek. Świat się chyba nie zawali, tak sądzę. Chwila relaksu dobrze mi zrobi. Jeśli ciekawi Was, co dokładnie mam w planach, to pewnie będzie to Don't Starve do czasu aż zginę. No co? Za każdym razem i tak przeżywam dłużej. Jak to mówią, jest progres ;) Nie korzystam z żadnych poradników - chcę te wszystkie znajdźki odkryć sama. W tym cały urok gry, więc nie mam zamiaru sobie tego odbierać. Później będę kończyć kampanię BFa -  męczę ją od jakiegoś czasu :D Z tym męczeniem oczywiście żartuję. Gra mi się niezwykle podoba - o ironio. Może zacznę co-opa - kto wie? Tak czy inaczej wyjdzie w praniu. Późno wieczorem, jeśli tylko zdążę, pobawię się trochę w ulepszanie przedmiotów w Terze, które sprzedam z należytym zyskiem - muszę mieć pieniądze na ciągłe farbowanie ubrań - przecież nie będę chodzić w czymś, co do siebie kolorystycznie nie pasuje :P Przecież nie jestem facetem, a zatem moja paleta barw jest większa aniżeli 16 podstawowych kolorów windowsa :D W tym miejscu serdecznie pozdrawiam autora ostatniego zdania ^^
~~ Estetka ~~

8 komentarzy:

  1. Czy wstając o jedenastej nie masz poczucia zmarnowanego dnia? Ja często tak się czuję, szczególnie gdy przesadzę z nocnym czuwaniem i zwlekam się potem z łóżka o 12-13. Fatalny początek dnia: jestem wycieńczony, bo pomimo leżakowania organizm nie odpoczywa; następnie poczucie straconego czasu. Do tego jestem straszna fleja, bo nie umiem sobie zorganizować drugiej części dnia, wiec czas przecieka mi przez palce. Chciałbym to zmienić, ale nie mam żadnego zewnętrznego impulsu, który motywowałby mnie do zmiany przyzwyczajeń. A tak bardzo chciałbym czerpać z życia pełnymi garściami. Tylko czy da się to zrobić zmieniając dzień w noc, a noc w dzień. No i bez tego tajemniczego ,,zewnętrznego czynnika''... :P

    Mam nadzieję, że dziś położyłaś się jeszcze wcześniej i rano będziesz miała powód do zadowolenia. Ja jeszcze pokibicuję Knicksom, a rano sam porzucam do kosza jeśli wstanę przed dziewiątą (marzenie :D).

    Do usłyszenia Magdo :)

    Żordą

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się z Tobą Żordą :), że tak późne kładzenie się spać może się odbić i na harmonogramie następnego dnia...jak i na urodzie ;) I to nie znaczy, że każdego dnia jestem super wyspana. Też mam problem z nabraniem normalnego tempa, jednak umiem sobie dzień zorganizować, poukładać. Myślę, że na tak wczesne wstawanie przyjdzie czas na emeryturze :D Podobno im człowiek starszy, tym mniej snu potrzebuje. A czynnik zewnętrzny wcześniej czy później na pewno się pojawi...wystarczy zakochać się w życiu :)

      Dziękuję za troskę, doceniam :)
      Pozdrawiam :)

      Usuń
    2. Knicksi przegrali, wstałem o godzinie 10, pograłem w kosza, poopalałem się na słońcu, nie zrobiłem prezentacji, live z Metra za godzinę u Rocka, a ja nie nauczyłem się na jutrzejszego kolosa. Więc bilans dnia zrównoważony. A i nie znalazłem żadnego ,,czynnika'', ale i tak było znośnie :D


      Mam nadzieję, że Tobie dzisiaj wszystko pykło co sobie zaplanowałaś.

      P.S. Faktycznie masz dobre geny. Spodobał mi się post Twojej mamy o Jakubie Gierszale. Bardzo lubię tego chłopaka, ma świetny warsztat aktorski. Chociaż wolę brunetów. Wiem jak to brzmi... Po prostu mam awersję do blondynów, bo sam jednym jestem :D

      Pozdrawiam,
      Żordą

      Usuń
    3. Czyli plan zrealizowałeś, a uparcie twierdziłeś, że grać nie będziesz :D
      "Czynnik" ma to do siebie, że pozwala się znaleźć jak się go nie szuka..ot taka dziwna zależność, nieco przewrotna..ale cóż poradzić :)
      Planowanie dnia i nadrabianie zaległości wychodzi mi coraz lepiej. Mimo, że jeszcze wiele przede mną. Jednak nie załamuje rąk tylko realizuję swój plan - z jakim skutkiem? to juz wyjdzie w praniu :P
      Dziękuję za komplement, blondynie ;)

      Pozdrawiam :)

      Usuń
  2. Od jutra to zaiste wybitnie obiecujące słowa, które przecież nic nie znaczą. Świat się zmienia niezależnie od tego, czy ludzie się do tego dostosowują i czy dotrzymują obietnic. Osobiście wprowadzam pewne urozmaicenia, zrzucając tego typu obietnice na los. Np. jeśli zaliczę ten egzamin, poprawię się. Jeśli Lech wygra z Legią, zetnę włosy. I tak w nieskończoność. Co prawda przeczy to jakiejkolwiek wierze w autonomię człowieka, ale pozwala uciszyć sumienie.
    W taki sposób zresztą zrezygnowałem z grania na komputerze... o zgrozo! Trwam w tym od grudnia...
    Pozdrawiam porankowo

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podziwiam Twój stopień samozaparcia :) Powiadasz od grudnia...O_O Chociaż mnie również zdarzały się okresy abstynencji gierkowej ;) Obecnie pozwalam sobie na tworzenie wirtualnego życiorysu w kilku naraz.
      A co do zrzucania odpowiedzialności na ślepy los...jestem zdania, że każdy z nas jest sterem, żeglarzem i okrętem i tylko od nas, naszych myśli, naszego nastawienia, pogody ducha bądź niepogody, wiary bądź niewiary w lepsze jutro zależy, czy będziemy spokojnie płynąć, czy jednak napadną na nas np. somalijscy piraci :D albo roztrzaskamy się o skały albo wpłyniemy na mieliznę. Życie - to nic innego, jak nasz CZAS tutaj :) Więc czy to sens oddawać stery czemuś, komuś, czy raczej wykorzystać go dla naszego dobra, radości, pasji? Ale oczywiście wybór należy do każdego z nas. I ciekawi mnie wynik meczu ;)

      Pozdrawiam popołudniowo :)

      Usuń
  3. Włosów nie ściąłem.

    Żeglarzem, sterem... troszkę wychodzę od takiego myślenia. Czasem, naprawdę rzadko, uświadamiam sobie, że w tych kostiumach człowieczych, rzeczywiście przebywają ludzie. I każdy ma swoje plany, marzenia. To jest dla mnie najbardziej nieprzewidywalne w życiu. A nuż, ten mijany facet na ulicy wstałby później i akurat nie minąłbym go na ulicy, w związku z czym ominąłby mnie nerwowy atak kaszlośmiechu na widok różowej marynarki i sandałów?

    Jest to piękne i niebezpieczne. Uświadamia, że człowiek nie jest sam we wszechświecie. Ale kiedy się pomyśli, że oznacza to kolejki do kas, smród w autobusach... I miłość, przyjaźń, piękno... Tja, sentymentalnie się zrobiło. Do wyboru do koloru.

    Pozdrawiam wieczorowo

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moje podejście do ludzi jest nieco odmienne.
      W każdej osobie, nawet tej na pozór niemiłej, widzę człowieka, który też chce być szczęśliwy. Powiem więcej, pragnie tego bardziej niż inni. Niestety zwykle bywa tak, że jego własne ograniczenia mu na to nie pozwalają... przekonania, stereotypy, wewnętrzne zranienia czy tez frustracje i niepowodzenia są niektórymi z tej czarnej listy... nie biorąc pod uwagę rzeczy tak oczywistych jak środowisko, które taką osobę przecież ukształtowały... Właśnie ta nieumiejętności poradzenia sobie z własnymi emocjami jest blokadą w drodze do szczęścia. W końcu któż chciałby czuć się nieszczęśliwy na swoje własne życzenie? Jednak staram się rozumieć ludzkie zachowania, nie tracąc przy tym siebie i nie nadużywać swoich wewnętrznych pokładów cierpliwości.
      Ta ludzka różnorodność jest dla mnie jednym z atutów życia. Dzięki niej możemy poznać inne punkty widzenia, nierzadko bardzo interesujące, nawet jeśli tak odmienne od naszych. Dodatkowo poznanie rożnych wizji życia może wnieść do naszego coś nowego, zaskakującego. To także pozwala zobaczyć nas samych w innym świetle.
      Tak czy inaczej takie spotkanie będzie dla nas bardzo inspirujące i w gruncie rzeczy potrzebne. W końcu jak można się dowiedzieć czy się coś lubi skoro się tego nigdy nie zaznało lub też nie miało okazji poznać innego punktu widzenia. Dopiero spotkanie Jing z Jang jest w stanie pokazać nam naszą wewnętrzną drogę i to, jak chcemy nasze życie przeżyć.

      Być może temu mężczyźnie w różowej marynarce zostało postawione ultimatum przez jego dziewczynę, a którego nie był w stanie przeskoczyć ;)

      Pozdrawiam popołudniowo :)

      P.S. Komentarz dłuższy niż zazwyczaj, ale temat tego wymagał.

      Usuń

Spodobał Ci się post? A może chcesz coś dodać? Zapraszam do napisania komentarza
✔ Komentarze są moderowane (wyświetlą się po zatwierdzeniu)
Jeśli nie masz bloga też możesz napisać komentarz - wybierając z paska opcję: Anonimowy. Dopisz swój nick, wtedy będę wiedziała do kogo się zwracam.