Plany na Nowy Rok ustalone, więc można się zabrać za coś typowo blogowego. Dawno nie pisałam o sprawach bardziej osobistych. Uznałam, że początek roku jest dobrym momentem, aby to uzupełnić i miło rozpocząć 2015. Mój rewelacyjny nastrój jest inspiracją dzisiejszego posta. Co takiego się stało? Zobaczcie sami :)


Jak myślicie, co też mogło mnie aż tak ucieszyć? 

Kosmetyki? Ciasto? Nowy ciuch? Ślub? Nic z tych rzeczy. Muszę przyznać, że chodził za mną już od dłuższego czasu. Zachwalał jaki to jest fantastyczny, w czym mi to może pomóc, jak bardzo się przyda i przy tym dobrze się prezentuje. Miałam być z niego dumna i zachwycona wspólnie spędzonym czasem. Rozważałam, co zrobić, ale nie myślałam, że wszystko potoczy się tak szybko. Planowanie i rozmyślanie to, co innego niż powiedzenie „mój ci on”. Chciałam zastanowić się jeszcze kilka miesięcy. Upewnić w swojej decyzji. Ale rano klamka zapadła. Więc… Kupuję nowy telefon :D A czego się spodziewaliście? Agatha Christie w swoich książkach serwuje podobne zaskoczenia, więc i ja rozbawiona dniem dzisiejszym pozwoliłam sobie na małą próbkę… made in Poland.

Wracając do mojego białego cuda przyprawiającego o ekscytację. Od jakiegoś czasu chciałam wymienić mój obecny telefon. HTC Desire, który towarzyszy mi już od ok 3 lat. Zawsze byłam z niego bardzo zadowolona. Przetrwał bez szwanku kilka przypadkowych upadków. Co robi z niego mocnego zawodnika nie do zdarcia. Spisywał się świetnie, nie licząc felernego systemu zapisywania plików. Za chiny ludowe nie chciał w całości zapisywać gier i aplikacji na karcie pamięci. Przez co wewnętrzna o śmiesznej wartości ok. 150 mb zapełniona w ¾ przez niezbędne aplikacje mogła przyjąć góra 25 mb nowych aplikacji. Istne szaleństwo prawda? Więc gdzie miejsce na program z mapami, do notatek, przyspieszający pisanie i inne? Dodam, że zamontowałam w nim kartę pamięci do 32 Gb. Zabawny kontrast nieprawdaż? No tak, miejsce na piosenki z ostatnich 100 lat to miałam. Nic tylko zmienić ścieżkę życiową na nutki ;) Tak więc mój HTC Desire odchodzi w zapomnienie, a dokładnie do półki, natomiast na jego miejsce pojawia się godny następca ^^. Nie powiem jaki model, bo jest szansa na osobny post. Tajemnica, o! ;)

I tak z nadejściem Nowego Roku uznałam, że należy mi się jakaś nagroda oraz przyjemność. Chciałam wprawdzie poczekać, upewnić się. Jednak dzisiaj podjęłam męską decyzję. Wiedziałam, jaki model chcę i w jakim kolorze. I co się okazało? Że idealny czekał specjalnie na mnie. Muszę zaznaczyć, że równie ważne są wnętrzności, jak i wygląd. Chociaż powód zmiany był zaskakująco przyziemny, nie mający nic wspólnego z estetyką, to bardzo się cieszę ^^ Wiele niezbędnych aplikacji ułatwiających życie znajdzie się w telefonie. Cóż za ulga. Nie wspominając o tym, że aparat będzie lepszy. Kto wie, może zrobię z niego jakiś użytek ^^


Telefon czeka tylko, abym go odebrała. Jak zawsze przemiły sprzedawca zaoferował, że wszystko zaktualizuje, zamontuje folię na ekranik. W ogóle cud malina. Montowanie folii przyprawia mnie o słabość. Mam uraz z zamierzchłych czasów. Porysowany ekranik jest dla mnie jak rysy na lakierze samochodowym, więc czujecie bluesa :P A tak wszystko ułożyło się bezproblemowo. I to jest główny morał dzisiejszego posta. Życie może układać się prosto, łatwo i przyjemnie wystarczy dać mu na to szansę. Myślenie, że sprawa jest ciężka do wykonania przynosi taki odzew. Życzę, aby coś w Waszym życiu ułożyło się równie miło, łatwo i bezproblemowo :) 

Oglądając modele dumnie prężące się za wypucowaną szybką, doszłam do zabawnych wniosków: telefon nigdy nie może być za biały, za duży i za ostry graficznie. Moja wielka słabość do białej elektroniki jest niewątpliwie znakiem rozpoznawczym ^^


Czy leci z nami pilot?
Po dobiegnięciu do autobusu, zamiast fioletowych dywanów rozwijanych na moje przybycie, powitała mnie inna niespodzianka. Król miejskiego transportu i postrach w jednym. Niepozorny, ale skuteczny. Pan Kanar we własnej osobie. Nie uważacie, że to wyjątkowo niewdzięczny zawód? Wszyscy chcą od niego albo uciec, albo go przechytrzyć. W sumie kojarzy się gorzej niż dentysta. Zawsze mnie zastanawia, czy dla nich to jedynie chęć opłacenia rachunków, czy czysta radość i satysfakcja, że kogoś udało  się złapać. Królewska bezwzględność w 21 wieku na małą skalę. Kontrola - sytuacja budząca we mnie skrajne emocje. Z jednej strony mam ochotę dawać dyskretne znaki osobom, które wsiadają do autobusu. Aby wiedzieli, że kat w rogu czeka i wypatruje kolejną ofiarę. Nie reagując, mam wrażenie, że pozwalam na stracenie ludzi na szubienicy. Mój gen Robin Hooda, Zorra i innych bohaterskich obrońców krzywdzonych i uciśnionych daje o sobie znać. A z drugiej strony przecież nie zapłacili, korzystają z usług, więc w pewien sposób oszukują system i ktoś na tym traci. Chociaż najczęściej brak biletu jest winą felernego pośpiechu, pecha lub przekonania, że miesięczny bezpiecznie siedzi sobie w portfelu. Ludzie jeżdżący na gapę z premedytacją są rzadkością. Mimo tego, zawsze gdy widzę nietęgą minę przypartego do muru z wizją zapłaty kilkuset złotych, jest mi przykro…eh…Nagle otwierają się drzwi na kolejnym przystanku i oprawca wraz z ofiarą wychodzi na zewnątrz. Czy nie da się tego jakoś inaczej wymyślić, aby nie wyglądało jak walki gladiatorów na śmierć i życie? Nie masz biletu… to autobus się nawet nie otworzy? Więc kupujcie bilety i nie stresujcie Estetki :P

Są miejsca, w których przechodzenie przez pasy potrafi być niezłym joggingiem. Lepszym niż kasety z ćwiczeniami znanych osób. W moim mieście dostrzegłam jedno takie zabawne miejsce. Powinno dostać osobną nazwę "postrachu emerytów". Notabene mój dziadek dokładnie w tym miejscu zarobił mandat za przechodzenie na czerwonym świetle oraz był zmuszony do niedzielnego kursu na temat prawidłowego zachowania na pasach. Musicie mi uwierzyć na słowo - światła są tak skonstruowane, że przechodząc przez jedne pasy i chcąc zdążyć do kolejnych, trzeba naprawdę iść bardzo szybko, aby załapać się na zielone światło. Niby niepozorne 20 metrów, a wymagające szusowania w stylu biegu chodzonego z naciskiem na słowo bieg ;)

Cieszy mnie zimowa aura panująca na zewnątrz. Nawet jeśli czasami zmusza mnie do ubrania czapki. Wreszcie jest biało, zimno. Zapachy docierające z piekarni są istną oazą w tej mroźniej przestrzeni :) 



Chcesz jako pierwszy dowiadywać się o nowych postach?
Zachęcam do obserwowania mnie na:
FacebookuGoogle+Bloglovin lub e-mailowo :)

* Estetka *

0 komentarzy:

Prześlij komentarz

Spodobał Ci się post? A może chcesz coś dodać? Zapraszam do napisania komentarza
✔ Komentarze są moderowane (wyświetlą się po zatwierdzeniu)
Jeśli nie masz bloga też możesz napisać komentarz - wybierając z paska opcję: Anonimowy. Dopisz swój nick, wtedy będę wiedziała do kogo się zwracam.