U Rocka & Borysa w growych premierach kwietnia zobaczyłam zapowiedź gry Replaced i przepadłam szybciej niż rozsądek przy wyprzedaży na Steamie. No bo ja mam ogromną słabość do tej charakterystycznej kreski… a właściwie do tej cudownej, dopieszczonej pixelozy, która od razu odpala mi w głowie jedno skojarzenie: Gunpoint, moja największa growa miłość. Czas ją uczy jak wino, wyobraźnia upiększa moją miłość jedyną, moją miłość największą… jak śpiewał Michał Bajor, tylko bardziej w neonach i z większą liczbą kopniaków.
Replaced to Gunpointowy kuzyn z cyberpunkowej dzielni, który trochę bardziej wierzy w argumenty pięści niż zalety rozumu i ma zdecydowanie bardziej zadziorną kurteczkę na sobie. I ten trójwymiarowy piksel… no przecież to jest małe dzieło sztuki, napatrzeć się nie mogę. Człowiek patrzy i ma ochotę wejść do ekranu, rozejrzeć się po tych miejscówkach, dostać po twarzy od pierwszego bandyty i powiedzieć: tak, dokładnie o to mi chodziło. Tylko jazzu przygrywającego z przydymionego baru na rogu mi brak, dymu z cygara i brązowych prochowców, ale cóż — nie można mieć wszystkiego. Tu nawet odbicia w kałużach wyglądają zacnie. Oj, marzy mi się gra w tym stylu, ale jako przygodówka point and click, i nie wiem, do którego boga Ozyrysa mam złożyć modły, żeby ktoś się mocno zainspirował i ją stworzył. Screny nie oddają, jak fajnie wygląda w ruchu, więc polecam obejrzeć gameplay.
To wygląda trochę tak, jakby ktoś wrzucił do kotła Gargamela Gunpointa, Renoira i cały cyberpunkowy półmrok, potem zamieszał to drewnianą chochlą z napisem „cud malina”, doprawił synthwave’owym klimatem i podał jako danie dnia dla ludzi, którzy lubią piękne rzeczy i odrobinę przemocy w pixelach.
I jeszcze bardzo mnie bawi, że Replaced wygląda trochę jak generator screenshotów dla ludzi podatnych na pixelową urodę. Taki wiecie typ gry, przy którym robisz trzy kroki i już masz ochotę zatrzymać kadr, oprawić go w ramkę i postawić obok świeczki zapachowej, bo przecież szkoda byłoby tego nie podziwiać.
Bo to jest właśnie ten typ gry, w której przemykasz po cichu, unikasz pomarańczowych świateł wlepionych w Ciebie z oddali jak osiedlowy monitoring, raz po raz ładujesz komuś pięścią w mordę, a między jednym kopniakiem a drugim odpalasz terminal i grzebiesz w cudzych sekretach. I jeszcze najlepsze jest to, że Replaced nie wygląda jak gra, która chce człowieka kupić wyłącznie samym wyglądem. Jasne, jest śliczna jak diabli i można się na nią gapić jak sroka w neon, ale pod tą całą cudowną pixelozą siedzi też konkretny klimat i konkretna historia. Bo tu nie chodzi tylko o bieganie po ślicznych kałużach i eleganckie dawanie ludziom po twarzy, ale o świat, w którym grasz jako R.E.A.C.H. — sztuczną inteligencję uwięzioną w ludzkim ciele — w alternatywnej Ameryce lat 80. po katastrofie nuklearnej. Do tego dochodzi Phoenix Corporation, szemrane sekrety i obietnica, że pod tym całym neonowym cudem siedzi nie tylko stylówa, ale też fabuła, która naprawdę chce coś ugrać. Czyli nie sam wizualny lans, tylko ten bardzo przyjemny rodzaj gry, która poza robieniem dobrze oczom jeszcze bezczelnie próbuje wejść człowiekowi do głowy.
Mam tylko nadzieję, że za tym całym wizualnym cudem pójdzie też granie, bo szkoda byłoby takiej ślicznej pixelozy na bycie wyłącznie ładnym tłem.
No i tyle z mojej dzisiejszej szybkiej piłki — krótko, bo inaczej zaraz zacznę wzdychać do pikseli jak do starej growej miłości i już mnie stąd nie zabierzecie. Ale może, jeśli ktoś jeszcze o Replaced nie słyszał, to właśnie posłałam kolejną duszę w objęcia neonów, terminali, szemranych korporacji i elegancko wymierzanych fang w cyberpunkowym półmroku. A jeśli tak, to bardzo dobrze — niech ta gra idzie i robi ludziom w głowie dokładnie to, co zrobiła mnie: najpierw lekkie „wow”, a potem coraz mniej lekkie „oho, chyba przepadłam”.
Sceny po napisach
Dzisiejsza gierkowa wrzutka to tylko taki bonusowy pościk, ale uznałam, że nie będę trzymać tego zachwytu w szufladzie jak kuponu „na później”, bo szkoda. Czasem trafia się tytuł, który jeszcze przed premierą robi człowiekowi lekkie zamieszanie w głowie i każe patrzeć na siebie jak na ostatnie ciastko na paterze. No i właśnie Replaced ma u mnie na ten moment dokładnie taki status. Więc tak — dziś tylko szybka piłka, bonusowo, przelotem, ale bardzo szczerze.

.jpeg)

.jpeg)
.jpeg)



0 komentarzy:
Prześlij komentarz
✔ Chcesz coś dodać? Napisz komentarz 😉:
(konto google, dodając link do własnej strony lub wybierając z paska opcję: Anonimowy.
Dopisz swój nick, wtedy będę wiedziała do kogo się zwracam 😊
✔ Komentarze są moderowane (wyświetlą się po zatwierdzeniu)