No dobrze, kochani. Oficjalnie przyszła ta chwila, w której człowiek powinien podobno usiąść dostojnie, spojrzeć w dal przy oknie, jak w Modzie na Sukces i powiedzieć coś w stylu:
„życie nauczyło mnie wielu rzeczy”.
I owszem, nauczyło. Ale zanim przejdziemy do mądrości, chciałabym zaznaczyć rzecz najważniejszą:
brzmi staro, ale ja i tak co roku świętuję osiemnastkę. Po prostu z coraz większym doświadczeniem, lepszym radarem na bzdury i mocniejszym światopoglądem w kwestii tego, co zasługuje na mój czas.
Oficjalnie wjechało mi 37 lat, chociaż szczerze mówiąc, to nadal jest dla mnie liczba z kategorii: „Przepraszam, chyba zaszła jakaś administracyjna pomyłka”.
Bo ja się mentalnie wciąż czuję jak połączenie rozsądnej kobiety, wewnętrznego śmieszka, dziecka cieszącego się z brokatowego długopisu i osoby, która czasem patrzy na świat z miną:
„Czy wy naprawdę tak na serio?”
Najśmieszniejsze jest to, że życie od lat próbuje mi wmówić metrykę, a ludzie dalej mają swoją własną wersję wydarzeń. Panie z Totolotka regularnie przewracają oczami, kiedy dowiadują się, ile mam lat, bo bez makijażu patrzą na mnie tak, jakby chciały zapytać, czy ja w ogóle mogę już sama odbierać przesyłki. Wtedy najwyraźniej cofam się wizualnie wręcz do niemowlęctwa, co z jednej strony jest bardzo miłe dla ego, a z drugiej trochę niepokojące, bo chciałbym już wyglądać jak poważna obywatelka, która ma już mądrość życiową i różne perypetie za sobą, a wychodzi: „Dziecko przyszło po kupon”.
Ale skoro już ten level 37 został mi przyznany przez Wszechświat, metrykę i cały ten bezczelny system liczenia czasu, to pomyślałam sobie, że zamiast udawać stateczną damę z porcelaną i spokojnym spojrzeniem w przyszłość, zrobię to po swojemu. Czyli trochę śmiesznie, trochę życiowo, trochę z autoironią, a trochę z takim ciepłym:
„No dobra, jednak czegoś się po drodze nauczyłam.”
Bo prawda jest taka, że przez te wszystkie lata człowiek zbiera różne lekcje. Jedne przychodzą pięknie, miękko i wzruszająco. Inne wchodzą z buta, trzaskają drzwiami i zostawiają po sobie rachunek emocjonalny. A jeszcze inne pojawiają się nagle między jednym rozczarowaniem, jednym dobrym słowem i jednym spacerem z rękami splecionymi z tyłu, kiedy orientujesz się, że chyba właśnie weszłaś w nowy etap życia pod tytułem:
„Wiem więcej, czuję mocniej i już nie na wszystko mam ochotę.”
Więc oto są: 37 rzeczy, których nauczyło mnie życie, zanim łaskawie pozwoliło mi mieć 37 lat, czyli do wieku, w którym z jednej strony dalej cieszą mnie pierdoły, a z drugiej już wiem, o której wyjść z domu, żeby nie lecieć potem przez miasto z jedną powieką jeszcze niepomalowaną.
Niektóre mądre, niektóre absurdalne, niektóre bolesne, a niektóre tak prawdziwe, że aż człowiek ma ochotę usiąść, westchnąć i powiedzieć:
„No niestety, tak właśnie jest.”
To nie będzie poradnik z marmuru i złotej ramki. To będzie raczej zbiór obserwacji człowieka, który nadal ma w sobie dziecięcą radość, ale już też wie, że nie każda relacja jest na zawsze i nie każdy, kto mówi ładnie, ma w środku ładne intencje.
Czyli w skrócie: będzie trochę śmiesznie, trochę życiowo, trochę „ha ha”, trochę „o kurczę, to prawda”, a jeśli po drodze ktoś przewróci oczami, wzruszy się albo parsknie śmiechem — to znaczy, że wszystko idzie dokładnie tak, jak powinno.
1. Stawianie granic nie jest chamstwem. To po prostu elegancka wersja komunikatu: „nie, kochaniutka, nie będziesz mnie dziś mielić jak mięsa na kotlety”. A jak ktoś odbiera „nie" jako atak, to znaczy, że wcześniej za często słyszał od Ciebie „no dobra, niech Ci będzie".
2. Jak chcesz się nie spóźniać, to nie wychodzisz „na styk”, tylko wcześniej. Bo „na styk" w praktyce znaczy „biegiem, z jedną powieką niepomalowaną i modlitwą, żeby światła były zielone".
3. Kto chce, znajdzie sposób. Kto nie chce, znajdzie powód, wymówkę, awarię Internetu, ból duszy i nagłą konieczność umycia czajnika.
4. Nie warto być niczyją drugą opcją. „Wezmę Cię, jak mi się pierwszy plan posypie" to nie komplement, to lista rezerwowa. A na liście rezerwowej siedzi się długo, nudno i zwykle na własny koszt.
5. Nikogo nie zmusisz do miłości, lojalności ani przyzwoitości. Możesz stanąć na rzęsach, upiec sernik i być idealna - a i tak nie zmusisz kogoś, żeby chciał. Chcenie albo jest, albo go nie ma i żaden sernik tego nie załatwi.
6. Nie wszystkie przyjaźnie z przeszłości muszą przetrwać. Szczególnie te, które przeżyły tylko dlatego, że chodziliście do tej samej klasy. Wspólne wagary to nie to samo co wspólne życie - czasem po prostu skończył się wspólny plan lekcji i tyle.
7. Można życzyć ludziom dobrze i jednocześnie nie utrzymywać z nimi kontaktu. Życie się różnie układa.
8. Są ludzie, którzy będą Cię obgadywać, choćbyś była aniołem. Tylko wtedy pewnie powiedzą, że za wysoko latasz i się wymądrzasz, a jak będziesz cicho, to że taka wywyższona i nawet się nie odezwie. Nie ma opcji wygranej, więc szkoda się starać.
9. Małe rzeczy naprawdę robią dzień: wiatr na policzku, zapach po burzy, skoszona trawa, promień słońca, dobry komplement od nieznajomej. Życie lubi dawać cuda w wersji mini — szkoda tylko, że człowiek zauważa je zwykle dopiero, jak przestanie gonić te duże.
10. Wybaczać - tak. Zapominać - niekoniecznie. Pamiętasz, żeby nie wdepnąć drugi raz w to samo, tylko w innych butach.
11. Przeszłość była i minęła. Analizowanie o 23:40, co powinnaś była wtedy powiedzieć, nie cofnie czasu - najwyżej zepsuje Ci wieczór, sen i cerę, a rano i tak nikt nie odtworzy tej genialnej riposty, którą wymyśliłaś pod kołdrą.
12. Miłe słowo, uśmiech, „miłego dnia", drobny komplement - to naprawdę działa. Powiedzenie obcej osobie, że ma świetną kurtkę, kosztuje Cię półtorej sekundy, a ona będzie o tym myśleć do wieczora. Rzadko kiedy tak tanio da się komuś zrobić dzień.
13. Rób to, co kochasz, nawet jeśli ktoś patrzy na to jak na hodowlę ziemniaków na balkonie. Nie wszystko musi mieć sens dla wszystkich.
14. Nie oceniaj ludzi po pozorach, ale też nie lekceważ intuicji. Bo czasem serce jest romantyczne, a intuicja już siedzi z notatnikiem i mówi: „halo, coś tu śmierdzi”. Warto czasem posłuchać tej z notatnikiem - ona rzadko się myli, tylko jest mniej sympatyczna.
15. Każdy nosi własną historię i nigdy do końca nie wiesz, co przeszedł. Pani, która warknęła na Ciebie w kolejce, może właśnie wracać od lekarza. Albo po prostu jest niemiła. Ale lepiej dla Twojego dnia wyjdzie założyć to pierwsze.
16. Bycie sobą naprawdę filtruje ludzi. Jedni odpadają, inni zostają, a najlepsi mówią: „O, właśnie taka jesteś? Super :) ”.
17. Nie każdy musi rozumieć Twoje poczucie humoru. Niektórym i tak byś musiała je tłumaczyć z napisami i konsultacją społeczną.
18. Możesz być śmieszna, tajemnicza, ciepła, spokojna i totalnie po swojemu - czasem wszystko tego samego dnia. To się nazywa pełny pakiet, nie wada fabryczna.
19. Nie trzeba udawać, żeby ludzie Cię lubili. Bo jak Cię polubią za udawaną wersję, to potem musisz ją grać już zawsze. A to męczące i słabo płatne.
20. Dziecięca radość to nie obciach. To luksus. Wielu ludzi zgubiło ją gdzieś między rachunkami, kolejką do kasy i debatą, czy w tym wieku wypada się jeszcze cieszyć z byle brokatowego długopisu. (Odpowiedź brzmi: wypada. Zawsze.)
21. Każda praca jest ważna. Nie trzeba mieć wizytówki ze złotym tłoczeniem, żeby zasługiwać na szacunek. Świat rozsypałby się szybciej niż tani regał z niedokręconą jedną śrubką, gdyby na jeden dzień zniknęli wszyscy „zwykli" ludzie od „zwykłych" rzeczy. To oni trzymają całą konstrukcję, tylko rzadko dostają za to oklaski.
22. Nie oceniaj ludzi po tym, co markowego noszą. Charakter nadal nie wychodzi z metki, a metka, niestety, nie ostrzega też przed byciem bucem.
23. Nie wszystko, co się kończy, jest stratą. Nauczyłam się sobie tłumaczyć, że jak coś się urywa, to widocznie tak miało być - i zwykle dla mojego dobra. Bo lepiej rozczarować się na początku drogi niż na samym końcu, kiedy zostało już tylko zmęczenie i przejechane kilometry.
24. To, jak ktoś traktuje kelnera, panią w sklepie i człowieka, który mu w niczym nie pomoże, mówi o nim więcej niż trzy godziny miłej rozmowy przy Tobie. Charakter widać tam, gdzie ktoś myśli, że nikt ważny nie patrzy.
25. Nie musisz się tłumaczyć z każdej decyzji wszystkim dookoła. To nie urząd skarbowy ani teleturniej „a dlaczego tak?". To Twoje życie, a nie panel dyskusyjny u cioci przy niedzielnym rosole.
26. Jak coś jest dla Ciebie ważne, to warto to chronić. Energię, spokój, serce, czas - to nie są próbki gratisowe rozdawane przy stoisku.
27. Odpoczynek to nie lenistwo. To konserwacja systemu. Nawet komputer czasem potrzebuje się wyłączyć, a co dopiero człowiek po tysiącu cudzych oczekiwań i jednym własnym kryzysie o 21:37.
28. Czasem trzeba odpuścić, bo szkoda nerwów, tuszu do rzęs i potencjalnej terapii. Nie wszystko zasługuje na Twój wysiłek. Niektóre rzeczy zasługują najwyżej na przeciągłe „aha” i zamknięcie drzwi.
29. Największy spokój przychodzi wtedy, kiedy przestajesz pytać: „Co oni pomyślą?”, a zaczynasz pytać: „Czy ja się z tym dobrze czuję?”. Bo „oni” jutro i tak będą zajęci myśleniem o sobie, swoich zakupach i cudzym parkingu.
30. Poczucie humoru ratuje życie częściej niż joga. Choć joga ma lepszy PR i ładniejsze legginsy.
31. Jak ktoś pokazuje Ci, kim jest, to warto uwierzyć mu za pierwszym razem. Za drugim zwykle kosztuje to więcej - emocjonalnie, czasowo i czasem też w pakiecie z dramatem gratis.
32. Nie trzeba być idealną, żeby być wartościową. Nikt nigdy nie stał nad grobem i nie mówił: „ale miała nieskazitelnie posprzątaną szafkę pod zlewem".
33. Dobrze jest mieć swoje rytuały: ulubiony kubek, spacer, muzykę, która robi sercu dobrze. To są takie małe kotwice, dzięki którym człowiek nie odpływa psychicznie po pierwszym mailu z poniedziałku.
34. Nie każdy, kto Cię prosi o radę, chce radę. Większość chce, żebyś przyklasnęła decyzji, którą już podjęła. I to jest OK - tylko szkoda wtedy Twojej szczerości, bo i tak wyląduje w koszu obok zdrowego rozsądku
35. Wiek nie odbiera lekkości. Co najwyżej daje Ci lepszy radar na bzdury, ludzi z dziwną energią i sytuacje, w których od razu wiadomo, że zaraz będzie trzeba westchnąć bardzo długim „No ja cię proszę”.
36. Nie każdą myśl trzeba od razu wygłosić, nie każdą wiadomość od razu odpisać i nie każdy pożar dookoła jest Twój do gaszenia. Część spraw rozwiązuje się sama, jak im tylko dasz spokój i nie dołożysz benzyny.
37. I chyba najważniejsze: życie jest za krótkie, żeby ciągle się denerwować, dopasowywać i tłumaczyć z bycia sobą. Jak już mam te 37 lat, to chciałabym je przeżyć nie jako wersja demo kogoś innego, tylko jako pełna wersja siebie.
I chyba właśnie o to chodzi z tym całym dorastaniem, starzeniem się, dojrzewaniem — czy jak tam kto woli to sobie elegancko nazwać. Nie o to, żeby nagle stać się idealną, zawsze spokojną i świetnie oświetloną wersją siebie, tylko żeby być sobie coraz bliżej. Trochę mądrzejszą. Trochę łagodniejszą. Trochę bardziej odporną na bzdury. I zdecydowanie mniej chętną do biegania za tym, co samo nie chce zostać.
Jeśli więc czegoś naprawdę życzę sobie na ten kolejny rok, to chyba właśnie tego: jeszcze więcej spokoju, jeszcze więcej odwagi do bycia sobą, jeszcze mniej cierpliwości do rzeczy, które od początku pachną źle, i jeszcze więcej radości z tych małych momentów, które robią życie większym, niż się wydaje.
Bo jeśli miałabym zamknąć to wszystko jednym zdaniem, to powiedziałabym chyba tak:
dobrze, że byłam wszystkimi swoimi wersjami po drodze.
Tą naiwną, tą śmieszną, tą zranioną, tą odważną i tą, która dopiero uczyła się, że też ma prawo wybierać siebie. Bo bez nich nie byłoby mnie tutaj - dokładnie takiej, jaka jestem dziś. I może właśnie za to jestem najbardziej wdzięczna. Nie za to, że wszystko wyszło idealnie. Tylko za to, że mimo wszystko wyszłam z tego bardziej sobą.
A teraz? Teraz poproszę już tylko o dobre rzeczy, trochę śmiechu i ludzi z sercem.
A cała reszta?
No cóż.
Niech się układa.
A teraz Twój ruch – dopisz w komentarzu 38. lekcję, której życie nauczyło Ciebie.
Dzisiaj proszę wypić za moje zdrowie. 🥂😄
No to siup za zdrowie Solenizantki 😄
Życzę sobie najlepszego! :)
Sceny po napisach
W Barbadosie stuknęła Ci setka? Proszę bardzo — nie tylko tort i świeczki, ale jeszcze własny znaczek pocztowy na cześć, bo tam ewidentnie wiedzą, jak robić urodzinowy flex z klasą. Powiem szczerze: to jest poziom świętowania, przy którym zwykłe „sto lat” nagle brzmi trochę za skromnie.
***






0 komentarzy:
Prześlij komentarz
✔ Chcesz coś dodać? Napisz komentarz 😉:
(konto google, dodając link do własnej strony lub wybierając z paska opcję: Anonimowy.
Dopisz swój nick, wtedy będę wiedziała do kogo się zwracam 😊
✔ Komentarze są moderowane (wyświetlą się po zatwierdzeniu)