Zmiana na lepsze
Pierwszą część posta znajdziecie tutaj - klik. Niech te święta staną się pełne miłości, zrozumienia, empatii, chęci poznania i akceptacji dla pasji domowników, przyjaciół, a może i nieznajomych. Pamiętajcie o innych, ale te same zasady stosujcie do siebie. Wy jesteście w tej całej układance równie ważni. „Och mogłam to ciasto zrobić lepiej, nic mi nie wychodzi lub jestem nieudacznikiem” natychmiast przestańcie ten wewnętrzny negatywny dialog. Pora, aby mówić sobie rzeczy miłe i wspierające w stylu „Jest o wiele lepiej”, „Daję radę”, „Jestem spokojniejszy niż rok temu”, „Spotkanie było lepsze niż ostatnio, częściej się śmiałem i żartowałem”. Przy okazji polecam zerknąć na [tego posta], który rozwinie temat. Gdy człowiek jest dla siebie milszy, kontakty z innymi również się poprawiają. 

Mam nadzieję, że moi drodzy czytelnicy płci męskiej mimo wszystko mają swój udział w przygotowaniach do świąt. Warto zauważyć, że zwykle Wasze mamy spędzają wiele godzin w kuchni, aby wszystko przygotować. Nie mówiąc o zakupach, porządkach i na dodatek nikt tego nie docenia (słychać jedynie zdania typu: "Kiedy zaczniemy wigilię, bo chcę odpakować prezenty?"... straszne). Ba, nie zauważa się potrzeby pomocy, zrzucając na ich barki wszystko, a potem dziwiąc się, że są rozdrażnione. A jakie mają być? Przecież wkładają tyle wysiłku, by święta były świętami. Chyba nie muszę dodawać, że tekst: "domowe obowiązki to nie jest praca..." jest nie na miejscu. Dlatego liczę, że w miarę możliwości pomagacie ^^. Może nie są to super rozrywkowe zajęcia, ale kto powiedział, że dom jest tylko babską sprawą? Dodam, że nie istnieje coś takiego, jak podryw na lenia. Naprawdę sądzicie, że taka postawa jest atrakcyjna dla kobiet?? A tu taki zonk :D Bo właśnie mężczyźni potrafiący, na przykład gotować, sprzątać i inne cuda są o niebo atrakcyjniejsi. Dlaczego? Poprzez uznanie prac domowych jako ważnych. To od razu wskazuje, że facet jest dojrzały, a nie jest siusiomajtkiem hahahaha. I już na starcie powala rywali na łopatki. Gotowanie to już istna poezja, trafiona zatopiona ;D Może zmotywuje Was mój punkt widzenia. Taki słuchający muzyki cudak, uśmiechnięty, pozytywnie nastawiony do życia i latający po domu w celu uporządkowania przestrzeni mmmm :D Aż miło popatrzeć, łypnąć oczkiem ;D Mężczyzna, który nie czuje się współodpowiedzialny za dom, musi liczyć się, że kobieta w którymś momencie pomacha chusteczką na pożegnanie i odejdzie z dojrzalszym mężczyzną. Nawet najładniejsza buźka przegra w starciu z lenistwem. Bo ileż można... 


Czy zmuszasz siebie lub swoją rodzinę do perfekcji?
Gdyby ludzie zrozumieli ten akapit, atmosfera wymagań i presji zniknęłaby w mgnieniu oka. Nie ma czegoś takiego jak jedyny słuszny i idealny model życia człowieka. Że od tego roku do tego trzeba wyjść za mąż/ożenić się, mieć dziecko, domek z ogródkiem i obowiązkowo pieseczka. Idealne studia i pracę, oczywiście "szanowaną". Nienaganny trawniczek i perfekcję w każdym kącie. Nie można wymuszać na ludziach, aby każdy jak jeden mąż prowadził takie samo życie i do tego samego dążył. To niedorzeczne. Skoro nawet w kwestii ubioru każdy z nas ma własny styl. Każdy z nas ma inne pasje, marzenia, gusta, charakter. Więcej szczęścia lub mniej. Możliwości lub ich brak. Co, jeśli ktoś musi zarabiać na rodzinę i nie może iść na studia? Albo dom z trawniczkiem poświęcił na rzecz kariery dzieci, bo chce je wspierać? Co się stanie, gdy zabraknie wszystkich puzzli perfekcyjnej układanki niezależnie od powodu? Trzeba takich ludzi rozstrzeliwać za to, że śmieli nie być perfekcyjni? Przekonanie, że każdy z plasteliny o nazwie życie ulepi dokładnie to samo, jest wysoce naiwne. Lepiej samemu zacząć zmieniać zatwardziałe poglądy, aby nie zrobiło tego jakieś rodzinne nieszczęście, bo życie uzna, że to jedyna droga do ruszenia tego rodzinnego głazu, który uformował się przez lata. Zauważyliście, że ludzie są surowi do czasu, gdy przychodzi coś niemiłego dotykającego rodzinę? Wtedy czasami jakiś trybik zaskakuje. Nagle to, że syn nie chce iść na studia prawnicze, kolejny wcale, bo nie znalazł jeszcze swojej pasji przez ciągłe zakuwanie, córka woli karierę zamiast związków, jeden lubi fotografię, inny tworzenie dekoracji w teatrze, przestaje przeszkadzać. Nagle cieszymy się, że nic im się nie stało, że są cali i zdrowi. Ba, zaczynamy akceptować zainteresowania, a nawet rodzi się wsparcie i docenianie kreatywności czy ciekawości świata. Nagle widzi się najbliższych wyraźniej niż dotychczas. Łącznie z ich licznymi talentami czy atutami charakteru. Zaczyna się żyć chwilą, ciesząc z każdej godziny. Jest po prostu miło i nikt nie wymaga życia według grafiku... Tylko po co przeżywać całą tę falę stresu i łez, tragedii, aby dojść do takich wniosków? Oglądając kolejną porcję wiadomości pomyślcie, co by było, gdyby członkowie Waszej rodziny znaleźli się w trudnej sytuacji? Lub podobnej jak na filmie katastroficznym. Jak mają się wtedy świąteczne przesłuchania, wypytywanie o oceny czy stan cywilny, pracę lub jej brak? Jakie miałoby znaczenie, czy chcą się żenić, zakładać rodziny, podążać w ślady ojca czy też nie? Liczyłoby się jedynie dotarcie cało do domu. Zobaczenie tej osoby raz jeszcze zamiast żyć wspomnieniami i pretensjami do siebie, że gdy był czas, nie doceniało się upływających chwil na rzecz wydumanych oczekiwań i presji społecznej. Pytanie: co dobrego Wam to przynosi? Są jakieś plusy życia pod dyktando społeczne? Zatracania własnych marzeń, aby złe oko sąsiada nie miało powodu do niechęci...


Jakie naprawdę ma znaczenie, co ludzie powiedzą?
W jaki sposób, rodzina, sąsiadka czy sąsiad potraktuje to, czy studiujesz czy nie, czy masz pracę, dziewczynę, co robisz w wolnym czasie? Co jest ważniejsze: zadowolenie sąsiadów czy szczęście Twoje i Twoich najbliższych? Miałam wątpliwą przyjemność zobaczyć takie plotkarstwo na własne oczy. Wyśmiewanie z tego, że sąsiad codziennie pucuje samochód. A niech czyści, skoro lubi. Co to komu przeszkadza? Gdyby był niemiły, opryskliwy i wredny to co innego, ale nie zajęcie będzie jego "wizytówką". Albo częstotliwość wyrzucania śmieci. To kto zmarł, a kto nie ważył się iść na pogrzeb. Który sąsiad pracuje, a który nie. Straszne. Nawet nie odezwałam się słowem, choć denerwowałam się bardzo. Uwierzcie mi, że jak ktoś zechce Was skrytykować, to i tak to zrobi. Nie dogodzisz wszystkim. Są osoby, którym nawet złote góry nie pasują... Dlatego lepiej będzie, gdy zajmiecie się tworzeniem radości i szczęścia w swoim własnym życiu :)


Jeśli na sali znajduje się osoba, która jest typowym krytykantem i świątecznym przepytywaczem, to może teraz już wie, dlaczego ludzie od niej stronią... Zawsze można to zmienić. I chyba właśnie święta są najlepszą okazją. Taki mały świąteczny cud. Zaprezentować się rodzinie w nowym tuningu: jako najmilsza, najbardziej troskliwa, najlepiej słuchająca osoba :)  Na początku może być to dla innych dziwne, ale uwierz, z radością się przyzwyczają :)



Chcesz jako pierwszy dowiadywać się o nowych postach?
Zachęcam do obserwowania mnie na:
FacebookuGoogle+Bloglovin lub e-mailowo :)

* Estetka *

0 komentarzy:

Prześlij komentarz

Spodobał Ci się post? A może chcesz coś dodać? Zapraszam do napisania komentarza
✔ Komentarze są moderowane (wyświetlą się po zatwierdzeniu)
Jeśli nie masz bloga też możesz napisać komentarz - wybierając z paska opcję: Anonimowy. Dopisz swój nick, wtedy będę wiedziała do kogo się zwracam.