Na dzisiaj przygotowałam oryginalny serial. Dzień Matki w krzywym zwierciadle, czyli Edina, Patsy i biedna Saffy, która zasługuje na medal, herbatę i własny fundusz terapeutyczny

Z okazji Dnia Matki chciałam dziś pokazać Wam macierzyństwo w wersji trochę mniej laurkowej, a trochę bardziej: „proszę usiąść, będzie dziwnie, głośno i miejscami jak po trzech lampkach prosecco wypitych na pusty żołądek”. Bo jeśli istnieje serial, który pokazuje rolę matki w krzywym zwierciadle tak, że człowiek najpierw parska śmiechem, a potem przez sekundę myśli: dobrze, może jednak nie jestem aż taką katastrofą, to jest to właśnie „Absolutnie fantastyczne”.

I może właśnie dlatego każda kobieta, która czasem ma do siebie pretensje jako matka, powinna spojrzeć na siebie trochę łagodniej. Bo kiedy człowiek patrzy na Edinę Monsoon, nagle odkrywa z ogromną ulgą, że zgubienie zeszytu, zapomnienie o zebraniu czy podanie dziecku obiadu, który nie wygląda jak pinterestowa poezja wizualna, to jeszcze nie jest koniec cywilizacji. Naprawdę. Są poziomy. Są skale. I Edina z wdziękiem kobiety na szpilkach biegnącej przez pożar pokazuje nam, że zawsze może być bardziej widowiskowo.


Bo Edina to nie jest zwykła matka. Edina to jest huragan w kolczykach, katastrofa owinięta jedwabiem, kobieta, która chciałaby być jednocześnie ikoną stylu, duszą towarzystwa, specjalistką od PR-u, ofiarą własnej wrażliwości i dziewczyną z okładki, choć życie już od dawna delikatnie sugeruje jej, żeby może jednak usiadła i napiła się wody. Ona nie wchodzi do sceny. Ona się w nią wtacza z energią osoby, która pięć minut temu miała kryzys egzystencjalny, ale teraz znalazła nowy trend i znowu chce żyć.

To jest ten typ matki, która teoretycznie bardzo kocha córkę, ale praktycznie bywa tak zajęta sobą, swoją dietą, swoim wiekiem, swoją garderobą, swoim wizerunkiem, swoim kryzysem i swoim kolejnym genialnym pomysłem, że człowiek patrzy na Saffy i ma ochotę zadzwonić po wsparcie psychologiczne, koc i coś na uspokojenie. Edina jest jak reklama luksusu zderzona z rachunkiem za życie: z jednej strony chce być błyszcząca, nowoczesna i absolutnie na czasie, a z drugiej jest tak rozpaczliwie zagubiona, że momentami aż robi się to rozczulające. Jak paw w boa, który niby pozuje, ale już jedną nogą stoi w emocjonalnym rowie.


A obok niej sunie Patsy. Och, Patsy. Patsy nie jest przyjaciółką. Patsy jest zjawiskiem atmosferycznym. Papierosem, który nauczył się chodzić na obcasach. Szampanem złośliwości przelanym do ludzkiej postaci. Gdyby bezczelność miała twarz, fryzurę i czerwone usta, wyglądałaby właśnie tak. Patsy to kobieta, która traktuje moralność jak źle dobrany dodatek: niby istnieje, ale kompletnie nie pasuje do stylizacji.

I ja ją, rzecz jasna, uwielbiam.

Bo Patsy jest tak przerysowana, tak wyjęta z innego wymiaru, tak cudownie bez hamulców, że człowiek patrzy na nią jak na drogiego, bardzo niebezpiecznego ptaka ozdobnego: podziwia z zachwytem, ale jednak nie chce mieć go na własnym parapecie. Ona nie tyle mówi, co rzuca komentarzami jak nożami do dartów, nie tyle przeżywa życie, co przepływa przez nie z miną osoby, która absolutnie nie zamierza ponosić konsekwencji. Przy niej każdy normalny człowiek wygląda jak księgowa z zasadami, a każdy wieczór zyskuje potencjał, by zamienić się w mały społeczny wypadek.

I właśnie dlatego duet Edina + Patsy działa tak fantastycznie. Bo razem są jak dwie ciotki apokalipsy na zakupach, jak modowy Armagedon w wersji premium, jak dwie kobiety, które z pełnym przekonaniem podejmują najgorsze możliwe decyzje, a potem jeszcze obrażają się na rzeczywistość, że śmiała mieć do nich zastrzeżenia. Ich wspólna energia to nie jest zwykłe „chaotyczne przyjaciółki”. To jest raczej: jeśli zostawisz je same na piętnaście minut, wrócą z nowym kompleksem, nową butelką, nowym konfliktem i bardzo możliwe, że z nową katastrofą społeczną.

I wtedy na scenę wchodzi ona.
Saffy.
Święta męczennica rozsądku.
Patronka westchnień, przewracania oczami i prób utrzymania podstawowej godności w domu, który funkcjonuje jak impreza, która dawno powinna się skończyć, ale nikt nie pamięta, gdzie są włączniki światła.

Saffy jest absolutnie bezcenna, bo przy tej całej roztańczonej katastrofie stanowi jedyną osobę, która wygląda, jakby przyszła z innego serialu. Z serialu o odpowiedzialności. O rachunkach. O zdrowym rozsądku. O spaniu o normalnej porze i niekupowaniu absurdalnych rzeczy pod wpływem impulsu. Czyli w gruncie rzeczy z serialu science fiction. Saffy patrzy na Edinę i Patsy tak, jak my czasem patrzymy na ludzi, którzy przy kasie mówią: „to tylko jedna rzecz”, a wykładają na taśmę przedmiotów tyle, jakby urządzali mały start-up z kategorii „życie po swojemu i bez planu”.

I właśnie ten układ jest cudowny. Bo Edina i Patsy są przerysowane do granic możliwości, a Saffy jest tym jedynym trzeźwym dźwiękiem w orkiestrze rozregulowanych trąbek. Kiedy one lecą za modą, używkami, popularnością, iluzją młodości i statusem, Saffy stoi z boku z energią osoby, która już dawno zrozumiała, że nie uratuje świata, ale przynajmniej spróbuje nie dopuścić, żeby eksplodował jej na dywanie. I serio — jeśli ktoś w tym serialu zasługuje na tytuł bohaterki codzienności, to właśnie ona. Nie dlatego, że jest efektowna. Właśnie dlatego, że jest jedyną osobą, która w tym całym cyrku próbuje jeszcze pamiętać, gdzie jest wyjście ewakuacyjne.

Najpiękniejsze w tym serialu jest jednak to, że pod całym tym brokatem, szampanem, dymem papierosowym, histerią i modową neurozą siedzi coś zaskakująco prawdziwego. Bo „Absolutnie fantastyczne” nie jest tylko beką z dwóch odklejonych kobiet. To jest też serial o starzeniu się, o lęku przed byciem niewidzialną, o desperackiej próbie nadążenia za światem, który co chwilę wymyśla nowy ideał, nowy trend i nowy powód, żebyś czuła się niewystarczająca. Edina jest śmieszna, owszem. Patsy jest absurdalna, oczywiście. Ale obie są też na swój sposób smutne, rozpaczliwie ludzkie i momentami aż zbyt znajome w tym swoim kombinowaniu, żeby jeszcze przez chwilę czuć się pięknie, młodo, ważnie i „na miejscu”.

I może właśnie dlatego ten serial tak genialnie nadaje się na Dzień Matki. Nie jako lukrowana laurka, tylko jako przypomnienie, że kobiety — także matki — nie są dekoracjami z katalogu. Nie są zawsze cierpliwe, zawsze idealne, zawsze poukładane i zawsze gotowe. Czasem są zmęczone. Czasem są pogubione. Czasem są śmieszne w swojej desperacji. Czasem przesadzają. Czasem chcą uciec od własnego wieku, własnych obowiązków, własnych błędów, własnych lęków. I nie, to nie czyni ich potworami. To czyni je ludźmi. Bardzo niedoskonałymi, czasem absurdalnymi, czasem wkurzającymi, ale jednak ludźmi.

Więc jeśli dziś jakaś matka patrzy na siebie surowym wzrokiem i myśli, że mogła zrobić więcej, lepiej, piękniej, ciszej, mądrzej i z mniejszą liczbą wpadek — to ja uprzejmie przypominam, że istnieje Edina Monsoon. I że przy całym szacunku dla jej wkładu w komedię, to naprawdę po jej obejrzeniu człowiek nabiera dla siebie więcej czułości. Bo nagle odkrywa, że między „nie jestem idealna” a „jestem kompletną katastrofą” rozciąga się naprawdę ogromny, wygodny pas lądu.

A jeśli chodzi o Patsy — nie, nie bierzmy z niej przykładu jako wzorca życiowego. Ale jako przypomnienie, że kobieta po pewnym wieku nie musi się nagle stać przezroczysta, grzeczna, cicha i złożona w kostkę? Owszem, proszę bardzo. Patsy jest jak bardzo złośliwy manifest w szpilkach: niebezpieczna, odklejona, ale absolutnie niemożliwa do zignorowania.

A Saffy?
Saffy to my wszyscy, kiedy próbujemy ogarnąć świat, w którym dorośli ludzie zachowują się jak dzieci po espresso i prosecco.
I może właśnie dlatego kocha się ją tak bardzo.

Czyli w skrócie:
Edina to matka w wersji „emocjonalny pokaz fajerwerków w cekinach”.
Patsy to bezczelność, która dostała świetną fryzurę i przestała przepraszać.
Saffy to ostatnia działająca komórka rozsądku w domu, który od lat powinien mieć własny numer alarmowy.

I właśnie dlatego „Absolutnie fantastyczne” jest absolutnie fantastyczne. Bo pokazuje kobiety nie jak powinny wyglądać, tylko jak czasem naprawdę wyglądają od środka: śmieszne, popękane, przerysowane, łapczywe na życie, chwilami żałosne, chwilami wielkie, chwilami nie do zniesienia — ale żywe. A żywość, nawet w najbardziej roztrzepanej formie, bywa czasem piękniejsza niż perfekcja.

Czyli może jednak na ten Dzień Matki zamiast kolejnej laurki warto sobie zafundować trochę czułości, trochę śmiechu i jedno wielkie: dobra, kobieto, nie jesteś idealna — i bardzo dobrze.


Sceny po napisach 

A po napisach końcowych w mojej głowie obowiązkowo wjeżdżają bloopersy z „Absolutnie fantastyczne”, gdzie wszystkie parskają śmiechem, nie mogą utrzymać powagi i sypią się przed kamerą z takim wdziękiem, że człowiek kocha ten serial jeszcze bardziej. 

A w następnym poście przyjrzymy się bliżej tematowi, który Patsy opanowała niemal do poziomu sztuki, czyli alkoholu. Co, jak i w jakich okolicznościach? Tego jeszcze nie zdradzę. Na razie zostawiam Was z tym małym zawieszeniem — jak kieliszek odstawiony na stolik tuż przed kolejną kolejką Patsy.



Chcesz jako pierwszy dowiadywać się o nowych postach?
Zachęcam do obserwowania mnie na:

Estetka






Następny
To jest najnowszy post.
Poprzedni
Starszy post

0 komentarzy:

Prześlij komentarz



Chcesz coś dodać? Napisz komentarz 😉:
(konto google, dodając link do własnej strony lub wybierając z paska opcję: Anonimowy.
Dopisz swój nick, wtedy będę wiedziała do kogo się zwracam 😊

✔ Komentarze są moderowane (wyświetlą się po zatwierdzeniu)


#prawiejakrzeczywistość

#postkiedyśbędzie #19.2 #🙂 #kochanamamusia #zobiłakrokieciki^^ #dlaMagdusi😊 #tak #totamamaktórauwielbia #jakgramwpopularnemmorpgzfishingiem #*kreatywnyhashtag*🤭 #powiedz:seeernik🤭 #dlaczegojeszczeniewysłaliśmysernikadlaEstetki? #isłoikówzpiwnicy #*wszyscymyślą* #🧙‍♀️nowłaśnie #cojamamjeśćponocach? #tylerozrywki;D #*populacjakurierówwzrasta* #emocjejaknagrzybach😊 #gdyblogerkazastanawiasiężejejżarcikisięmarnują #dlaczegonieudostępniaichnaFB #otojestpytanie #samaniewie #boludziepaczoiwidzo #snapchatuEstetka #pojawiasięiznikamatematyka #jołjoł #ohojadłaczekoladę #Estetkaniejedz #tylekalorii #noktotowidział #cichutkohihi😊 #gdziekompotzmalin #isałatkawiosennadlaEstetki #cośdługotepaczkiidą;D #noktotowidział🙂 #akuku🙂 #listonoszsięobija🙂 #żartyktórychniktniepotrzebował🙃 #przychodzoczytajo #aktoMagdusięzabawiżarcikami🤣 #🧙przewidujemynowefoteczkinaFB #spoileryzasernik #🧙Estetkiniemaprzykomputerze:ponaciśnięciuprzyciskunagrajwiadomość #🧙znalazłanamkolejnąrobotę #zanieudanewróżby #🧙toponiżejnaszychkwalifikacji #🤭 #🧙proszęzostawiaćsernikiwrecepcji #zachwilęwstawifoteczkę #idealnagodzina🤭 #nietelefonodciasta #bolepszyniepotrafiłsfotografowaćnieba #ludzieileonamatychtelefonów #miliony:D #gdymaszśmiesznyobrazekwzakładkach #alenaglezniknął #czyEstetkaskasujekiedyśtehashtagi #tajemnicasagali #🧙*cośśmiesznego*🤭 # 🧙‍♀️ludziegdziemojekonfitury? #ipowidłaśliwkowe #jakjamamdokońćzyćposta? #bezciuciu #tyleżarcikówwjednympościetoświatniewidział #onaspecjalniepiszetekilometrowehashtagiżebyodsiaćtychnajlepszychczytelnikówjakwprogramieselekcja #🤭🤭 #coonaoglądatojaniewiem
#ohopiłaczekoladę #gdzienowypostnaFB? #pufff #🧙‍♀️🧙znikamystąd #najlepszażarcikowniauEstetki #awydzisiejszegodniarozszyfrujeciewszystkie? 😂 #czyodpadnieciezprogramu #🤭 #złapjewszystkie #pokeeeemon #tablogerkaśmiechowa😊 #acoto? #tęcza #omg! #najlepszatęczatylkouEstetki #hihi^^ #postbędziejakbędzie #noweżarciki?🤭 #gdzieżbyznowu🤭 #tydzieńhumorujeszczesięnieskończył🤭👇 #🧙ludzieEstetkanadalniewiecopowiedzieć🙂 #takjązaskoczyli #takporobili😊 #teżpiosenkidlaEstetki #najlepiej😊😊😊#proszęsięuczyćludziehihi^^ #jaksięrobiprezenty
#ludziektotopisał #cozatekst #hihi #śmiechowo #Estetkoniemówśmiechowo! #wtymwiekutrzebabyćpoważnym #poważniutkim🤣 #dzieńkobiet🙂 #kupisobieciastopychotka #boostatniodobrebyło #tablogerkałasnanasłodkie🤭 #powrotyzesklepżabka #coEstetkadzisiajje? #wszyscychcąwiedzieć🤭 #🧙ludziewiejskieziemniaczkisięskończyły #noktotowidział!? #wafelkiztoffie #gdziejestpostnafb? #zgłaszam:NP🤭 #żartuje🤭 #gdyotworzysz60zakładekikompuśprzestajedziałać🤣 #ktobyprzewidział🤭 #🧙‍♀️odczegojawasmam? #🧙puffff #🧙‍♀️ludziezkimjamuszępracować #uEstetkiniemożebyćpoważnie #musimysięztympogodzić🤭 #🧙przewidujemynowefoteczki #🧙cotomabyć!? #🧙totydzieńpieśniitańca #🤭 #wszyscyczujążekupiławięcejciastek🤣 #hashtagisięsameniepiszą🤭 #kiedyblogerkaskasujeobrazki #szkodajejżarcików🤣
#grunttoskromność🤭 #gdymiałaśwstawićzdjęciewcześniej #trudnesprawy🤭 #złotyczasantenowy #gdyzrobiszzdjęcieafilmikiznajdująsięsame #tendar🤭#komandorzedentyskaniechcezeznawać #cozniązrobić? #śpiewanienanichchybaniezadziała :D #idealnydesernamecz🙂









#aprzedEltusiembyłEstetuś🤭 #teobrazkitakieniepoważne #alewymyśliła #podpowiedzifacebooka #śmiechowe #hihi^^ #jużsamaniewiemgdzieteobrazkiwstawiać






Gdy blogerka dawno nie opublikowała posta, jedyna słuszna reakcja #hihi^^ #Hiacyntadobranawszystko🙂 #tefilmikitakieniepoważne:P #noktotowidział!?🤭