Siemankooo! 

Kolejny post bierzemy na tapetę #JedynaSłusznaReakcja. Chodźcie i czytajcie z tego wszyscy. Ale najpierw sprawdźmy, jaka jest dzisiaj sytuacja pogodowa na zewnątrz: wprawdzie ryżyk nie rośnie na polach i Pani Jogurcik nie zasuwa po ulicach, ale zdecydowanie pogoda dopisuje, choć czuć już, że sezon komarów (:D) i SiemankoTV powoli dobiegają końca, a wielkimi krokami zbliża się już jesień.  Ice Americano oczywiście zostaje z nami bez względu na pogodę, ale na horyzoncie mamy jeszcze kilka cieplejszych dni.

Po tym wstępie niektóre Sherlocki ogarniające YouTube wręcz doskonale powinny wiedzieć, do kogo piję, szczególnie z tym Ice Americano #AleWymyśliła #OTuByłInteligentnyŻarcik. Ktoś coś kojarzy? Nie? Nikt? No i pięknie, bo to się idealnie składa. Przyszłam Wam podać wiedzę oświeconą, czyli co powinniście koniecznie oglądać w wolnym czasie. I nie ma, że boli. No dobra, bić nikogo nie będziemy po pyszczku, ale karny jeżyk za nieobejrzenie jakiegoś odcinka pojawić się musi.

Dla tych, którzy jeszcze nie załapali, co w trawie piszczy, mam kolejną wskazówkę #OJakaŁaskawaBlogerka #TyleWygrać, czyli post w stylu "miliony dygresji w filmikach" gwarantowany. #TłumySzaleją :D


Co Magusia lubi najbardziej w kwestii jedzenia?


Okej. Pytanie kontrolne, poziom: egzamin z obserwacji czytelnika.
Co Magusia lubi najbardziej na świecie w kwestii najwyższej wagi jedzeniowej?

Macie 3 sekundy na odpowiedź. 
Każdy czytelnik: "Chwila, muszę się zastanowić". 
Trzy...
Dwa...
Jeden...

Jak w grze: klik (odpowiedź) albo konsekwencje. 

Na szczęście w tym wypadku nie stracimy bohatera - uff - co najwyżej odznakę uważnego czytelnika. 


Jak przystało na zapalonych czytaczy moich blogowych pościków i obserwatorów Facebooka, powinniście wiedzieć wręcz perfekcyjnie - i odpowiedzieć już po dwóch sekundach, bo tu nie ma miejsca na przypadek - że jeśli chodzi o kuchnię azjatycką to ja mam do niej taką słabość, więc mogłabym równie dobrze dostać kartę stałego klienta w dziale: "Makarony w każdej postaci" i "Poproszę jeszcze te pierożki".



W moim mieście kiedyś nie można było uświadczyć żadnego azjatyckiego jedzenia i żeby zjeść coś, co choć trochę przypominało Azję, musiałam wybrać się na przykład do Katowic, jak w tym pamiętnym poście. I moje cierpienia młodego Wertera były tak wielkie, że Wszechświat stwierdził w końcu: "Dobra, Magdusia nie może cierpieć". Dajmy jej więcej azjatyckich makaroników na miejscu, żeby nie musiała się tłuc specjalnie pociągiem (i byłam od tego czasu też w innych miejscach). I bach! Stworzyli mi kolejną miejscówkę, w której mogłam wymachiwać pałeczkami

Najpierw powstała kuchnia chińska. Wystrój piękny, czerwone lampiony, machające kotki na wejściu, klimat jak w filmie, ale niestety praktycznie za każdym razem, gdy coś zamówiłam, to jedzenie okazywało się słabe, no może poza smażonym makaronem, który pewnie wybitnego krytyka i tak  rozczarowałby również smakiem, ale gdy ja mogę sobie podjeść smażony makaron pałeczkami to już mi 10 razy bardziej smakuje. Mam słabość do Azji od zawsze i chyba jakieś azjatyckie wcielenie na koncie, bo pierwszy raz, gdy chwyciłam pałeczki to od razu bez problemu potrafiłam nimi jeść. I tak, po fali rozczarowań kuchnią chińską dałam im ostatnią szansę, bo pomyślałam sobie, że pierożków chyba zepsuć się nie da? Chyba. I tu wjeżdża los z uśmiechem: "A chcesz się założyć?". Finał spodziewany. 

Później Wszechświat stwierdził: "Sknociliśmy. Jak możemy to teraz naprawić?" i po pewnym czasie zesłał mi kuchnię wietnamską. Tamto jedzenie już można nazwać smacznym i w każdym sezonie lubię do nich wpadać. Jestem zdecydowanie usatysfakcjonowana smakiem oraz różnorodnością potraw, o ile nie pomylę makaronów, bo ryżowy a sojowy to jednak spora różnica. 

I jeśli ktoś chce mi sprawić radość NA SERIO, to nie kwiaty, słodycze, nie świeczki zapachowe, nie "miłe słowa" (no dobra, trochę dramatyzuję dla fabuły, bo i pozostałe rzeczy bardzo doceniam szczególnie, gdy są dane z serca), tylko niech mi ktoś wyśle kuriera z masą dobrego jedzonka. Zestaw obowiązkowy: coś ciepłego, coś chrupiącego, coś w sosie, co brudzi paluszki tak, że później na klawiaturze zostają tłuste ślady i trzeba pucować, jakby się usuwało dowody z miejsca zbrodni. Najlepiej w godzinach pisania tych moich niepoważnych pościków, bo wtedy jestem najbardziej podatna na: "Okej, jeszcze jeden akapit, a brzuszek w tym czacie burczy". 

Czyli w praktyce potrzebuję kuriera z trybem nocnym, tłumikiem kroków i opcją dostarcz o 01:17, kiedy herbata już wystygła. I masz Ci los, od tego opowiadania już sama zgłodniałam #JakZwykleKilometroweWstępy Ale nie o tym nie o tym... #TakToLeciało? :D

W tym poście <- o tutaj #WspomnieńCzar mówiłam o mojej ulubionej vlogerce #ByłyWskazówki #JakNieJakTakSynku (co lubił mawiać mój ulubiony nauczyciel od fizyki Pan Ferenc) i jak widać, trochę to trwało, ale nie wypominajmy blogerce lekkiej obsuwy w czasie, bo dotrzymałam obietnicy i wreszcie ujawniam tę Tajemnicę Sagali. Serdecznie zapraszam do czytania i oglądania :D Przy okazji dowiecie się: Jak bez problemu rozróżniać azjatyckie języki? #NieDziękujcie #JakBlogerkaPomożeToW10


Wiola z kanału: "Pierogi z Kimchi"



to moja internetowa koleżanka z Korei, którą oglądam 3 razy w tygodniu, regularnie, jak serial do obiadku. Ale od początku...

Pierogi z Kimchi, czyli Wiola, a właściwie Wioleta Błazucka, to polska twórczyni mieszkająca w Korei, która na YouTubie pokazuje ten kraj "od kuchni" i to dosłownie, bo w każdy piątek z własnej (a było ich już kilka) gotuje pyszne potrawy - mąż to ma z nią dobrze ^^. Ma swój styl powitania typu "Siemanko!", pożegnania "No to papa" oraz sprawdzanie sytuacji pogodowej, co to jest tak charakterystyczne, że brzmi jak podpis w zeszycie.

Na jej kanale panuje rodzinna atmosfera (<- fajny pomysł od blogerki ;), uśmiech i dobra energia. Jest też duża dawka autentyczności przez co od razu widać, że nie jest to perfekcyjny program, tylko normalne życie. Wiolę ogląda się jak koleżankę, z którą wyskoczyło się na kawę i już po pół godzinie wiadomo, gdzie można dzisiaj dorwać kimchi w promocji i co nowego dzieje się w SeuluOglądam, bo to jest ten rodzaj contentu, po którym masz w głowie mniej "muszę", a więcej "supcio, żyjmy sobie po swojemu, róbmy przyjemności i cieszmy się życiem", co przyświeca również mi.

Wiola, jak na fankę kuchni przystało, napisała też trzy książki o koreańskim jedzeniu (które możecie kupić tutajz pięknymi zdjęciami i tonami miseczek kupionymi przez teściową oraz jej ciocię - naczelne łowczynie miseczkowych zdobyczy, których zakupy chętnie oglądałabym częściej
Po komentarzach na youtube widać, że przepisy nie służą wyłącznie do oglądania, ludzie naprawdę z nich korzystają i piszą o tym wprost. Chociaż ja reprezentuję raczej szkołę tych, którzy wolą być karmieni, no cóż poradzić ^^


*** 
Najlepsze odcinki? Ludzie, gdybym miała je powstawiać, to by nam czasu antenowego nie starczyło, a ja nie mam licencji na całodobową ramówkę. Dlatego, żeby najlepiej przybliżyć klimat kanału Pierogi z Kimchi, wrzucam kompilację zrobioną przez widza i kilka polecajek na końcu - spokojnie, w pozostałe filmiki z łatwością wkręcicie się sami :)

***

Wiola jest przesympatyczną osobą - serio, jest supcio! - i ja uwielbiam jej vlogi, bo to jest ten content, który działa jak kocyk na mózg. Przy oglądaniu, jak życia w Korei można się świetnie zrelaksować. Do tego dochodzi ta czysta przyjemność z podglądania, co akurat chodzi jej po głowie, jakie ciekawostki odkryła i co w danym momencie tak mocno ją pochłonęło.

Największą siłą kanału jest jednak zwykła codzienność Wioli: odprowadzanie dzieci do przedszkola  wszystkie drobne sprawy dnia codziennego. Lubię jej spacerki do sklepów, bo właśnie podczas nich najlepiej widać, jak potrafi zainteresować człowieka rzeczami, które u kogoś innego pozostałyby jedynie tłem. Komentuje otoczenie i odpowiada na pytania, relacjonuje wyprawy do piekarni, podrzuca ciekawostki oraz dokumentuje to dziwne znikanie ludzi z ulic, gdy tylko wychodzi z kamerką. Potrafi zachwycić się nowym ciachem, pięknymi kwiatkami czy faktem, że w okolicy powstał nowy ząbek (czytaj: dentysta). Opowiada również o swoich perypetiach fryzjerskich, w tym o słynnej grzywce "na Abbę", a kiedy ma wenę, dodaje do filmików zabawne efekty i scenki. Nie ma tutaj parcia na szkło, skoku na kasę ani sztucznego lansu ani udawania kogoś innego. Tu jest normalność, którą chce się oglądać. 



Podczas tych wyjść często towarzyszy jej ulubiona mrożona kawa, Ice Americano, czyli święty Graal (mój ulubiony) wśród Koreańczyków, który Wiola namiętnie pije mimo zimna zawsze na... Ja już nawet nie mówię, że Ice Americano to styl życia Koreańczyków, bo chwilami wygląda tam jak niemal kolejna religia ^^. Patrząc na to wszystko, zaczynam się zastanawiać, czy w Korei ktokolwiek  pija gorącą czekoladę nie licząc Wioli i Sonu w świątecznym odcinku. Jak wiadomo tak mocno nie daje mi to spokoju, ponieważ sama należę do tego fanklubu. W Żabce zamawiam ją w ciemno, bo nigdzie nie robią lepszej. No dobrze, czasami zdarzy się, że zdradzę ją z latte, kiedy uzbieram odpowiednią liczbę punkcików i czuję, że zaraz zasnę. Żabka trzy kroki od domu to jednak luksus, szczególnie kiedy dni robią się coraz krótsze, na horyzoncie pojawia się jesień, a wraz z nią ochota na małe słodkie co nieco (Kawa tiramisu, sezamowe latte i różowe cherry blossom latte - 3 napoje z Korei :)

Zaraz za nią przychodzi zima, podczas której Wiola potrafi chodzić w długim płaszczu i ocieplanych papciach, a ja w tym samym czasie marznę w stopy od samego patrzenia na prognozę. W Korei ubolewam właściwie nad dwiema rzeczami: tutejszą modą opartą głównie na czerni i bieli (gdzie kolory ja się pytam?) oraz tym, że zamiast żywej, roślinnej zieleni wszędzie wokół dominuje beton, w przeciwieństwie do mojego rodzinnego miasta, gdzie na każdym kroku jest zielono. Skoro jednak małe narzekanie mamy za sobą, to lecimy dalej.



Uwielbiam, jak w pierwszych filmikach Sonu pomagał Wioli gotować w kuchni. Pamiętam też te piątkowe kulinarne akcje sprzed lat, kiedy tylko wyglądał znad miseczki zajadając makaron i truskawki (co znajdziecie w liście ulubionych odcinków), robił śmieszne minki do kamerki i jeździł z nią w wózeczku do sklepów. Sonu jest przeuroczym dzieciakiem. Ma mnóstwo naturalności przed kamerą, a do tego jest naprawdę fotogenicznym dzieckiem. W Korei, gdzie kult urody jest bardzo silny, wygląd bywa traktowany jako atut i potrafi otwierać różne drzwi, również zawodowe. Jeśli kiedyś sam będzie chciał, życzę mu, żeby życie dało mu fajne możliwości: telewizję, film, cokolwiek. Może zobaczymy go kiedyś w jakiejś dramie :) Ale póki co: niech ma święty spokój i radość z bycia dorastającym człowiekiem. Sonu to człowiek, który nie chodzi, on wszędzie biega. To jest jego znak rozpoznawczy. Pamiętam jeszcze, jak na dziadka w Polsce zamiast dziadek wołał Marek, co było przezabawne :D Wiola ma też uroczą córeczkę Jonę, młodszą siostrę Sonu: jeszcze niedawno były przygotowania do porodu, a tu już taka duża i pomaga gotować i otwierać paczki od dziadków. Jak ten czas leci :)

Jest jeszcze oczywiście "Tata Sonu" (tata 1, tata 2, tata 3, tata 4, tata 5, tata 6) #GdyNieMożeszZdecydowaćSięNaJedenFilmik #DajeszWszystkie :) - mąż Wioli - który czasem pojawia się w kadrze i komentuje np. polskie jedzenie, zawsze mega kulturalnie, z takim wyczuciem: "nie chcę nikogo urazić i sprawić przykrości". Widać, że to człowiek z klasą. Tata Sonu powinien zdecydowanie częściej występować, bo bardzo miło się go ogląda i fajnie zobaczyć jego punkt widzenia na polskie dania i różnice kulturowe.

I najlepsze: fani Wioli nie robią dram, bo ona stworzyła super społeczność. Taką, gdzie ludzie są normalni, mili i nie polują na aferę jak na promocję w dyskoncie. Są jak rodzina i ja swoich czytelników traktuję podobnie, gdy piszę posta :)


I w jej filmach pojawia się też bardzo ciepła i miła teściowa. Widać, że jest z niej taki dobry człowiek, który muchy by nie skrzywdził. Wioli trafiła się teściowa jak milion dolarów, zwłaszcza kiedy człowiek przypomni sobie niektóre ajummy (starsze Panie) z koreańskich dram, które za byle potknięcie albo nieustąpienie miejsca w metrze potrafią ładować pięściami. Widać, jak się o nich troszczy, bawi się z Sonu i Joną oraz traktuje ich z sercem… i te fartuszki! Szyje Wioli przeróżne kolorowe, fantazyjne wzory na piątkowe gotowanie i Wiola serio powinna pomyśleć o sprzedawaniu tych prac, bo to byłby idealny "kawałek Korei do Polskiej kuchni". Fani by kupili w sekundę, bo kto by nie chciał gotować kimchi w fartuszku z historią i miłością w szwach? A dodatkowa kaska dla teściowej na kupowanie kolejnych milionów miseczek do książek na pewno by ją ucieszyła :)

Twarze wygenerowane idealnie, no nikt nie powie mi, że nie :D

Nie zapominajmy również o cudownych rodzicach Wioli, którzy bardzo ją wspierają i trzeba koniecznie pamiętać, że paczki, które dostaje, są "od rodziców", a nie od mamy (blogerka pamięta, żeby to zaznaczyć dla porządku i wszelakiej szczęśliwości #IdealniePrzygotowana), która mówi do niej tak miło "Wioluś" (tak offtopowo, kiedy ktoś mówi do mnie: "Magduś" to też serduszko mi mięknie i bardzo to lubię). Dbają o nią, wspierają, wysyłają paczki z Polski z dobrem narodowym: dżemiki, przyprawy, ubranka, nowe książeczki dla dzieci i nie tylko. I wszystkie te dobra luksusowe, których nie uświadczysz w Korei, poza serem białym, którego przewieźć się niestety nie da. Wiola czasami wspomina, że jest to jedna z tych rzeczy, których jej w Korei najbardziej brakuje i ja to rozumiem na poziomie duchowym. Makaron z serem uwielbiam. Tak, tak, znowu ten makaron ^^

Bardzo lubię wszystkie powiedzonka Wioli, jak wtrącanie "ale nie o tym, nie o tym", sceny po napisach, kaczy żer (czyli sałatka jarzynowa dla niewtajemniczonych), żarciki z szynki nazywanej Spam, inne zabawne komentarze, których tutaj trochę użyłam i ta grzywka telepatka, która ma swoje życie. #AleSięPrzygotowała #Idealnie #KtośTuRzeczywiścieOgląda^^

To jest ten typ kanału, na którym nawet gdy "nic się nie dzieje" jak mawiał Hophins FBI, dzieje się dokładnie to, co ma się dziać i to jest supcio. Ja zdecydowanie należę do oglądaczy, którzy pamiętają jeszcze fenomen sklepu mięsnego, tak że tego… #WidzNaMedal. Oglądam Wiolę niemal od początków jej nagrywania, więc jestem takim widzem-Pokémonem z linii premium: pamiętam nawet, jak wcinała ciasteczka z fasoli, wożąc Sonu w wózeczku.

Nie mogę jednak przypisać sobie zasługi za odkrycie tego kanału. To internetowe miejsce wypatrzyła moja mama, która trafiła na Wiolę, gdy kanał istniał zaledwie od miesiąca, i od razu mi ją poleciła: "Masz tu fajny kanał, na pewno spodoba Ci się ten luz". Do dzisiaj sama jest zapaloną oglądaczką, więc uczciwie oddaję jej palmę pierwszeństwa. No i miała rację, jak zawsze w sprawach najwyższej wagi - dział: relaks. O, jak miło się zrobiło ;)

Można by więc pomyśleć, że jako widz z takim stażem regularnie melduję się w komentarzach. Otóż nie. Jestem z tych osób, które na YouTubie piszą komentarze raczej od święta, a ostatnio w ogóle rzadko odzywam się gdziekolwiek w Internecie, chociaż staram się to zmienić. 


Przerwa na reklamy w SiemankoTV


Śpicie? Może byśmy telewizję pooglądali. Co Wy tak nic nie mówicie? xD Słuchacie mnie czy nie? - Nooo z offu xD No mam nadzieję :D 

A teraz przerwa na reklamy w SiemankoTV - #OPrzygotowałaSię #JakNieJakTak :D #MilionyInsideJokeów #ZapachniałoLatem
(reklamy sponsoruje: za duża dawka gorącej czekolady podczas pisania posta :D #ZdecydowanieWidać)


W przerwie na reklamę można pójść do lodówki, a później posprzątać okruchy na biurku, bo post będzie jak zwykle kilometrowy, a ja nie biorę odpowiedzialności za spadek cukru we krwii u swoich czytelników.

Z działu ciekawostek: Koreańska PURPLE ISLAND, czyli #WyspaEstetki (Banwol-do/Half-moon Island) jest świetnym materiałem na jakiś odcineczek, szczególnie nocny spacerek. Luźna propozycja :)
 
Przerywnik muzyczny i na drugą nóżkę trochę K-popu: inaczejymcana wesołotak to się robi.

Trochę mody, czyli co się nosi w Korei.

I żarcik prowadzącego na koniec :D


Ale zanim zaczniemy crème de la crème, pora na hyesik 회식, czyli koreańską integrację: jedzonko, gadki i alkohol.

Proszę nie regulować odbiorników i usiąść prosto. Wracamy do programu.







The best of the best

Jak ktoś chce wejść w "Pierogi z Kimchi" bez błądzenia: 
zacznijcie od Jeju, a potem już samo Was wciągnie.

W poniższych filmikach Wiola przeżywa najróżniejsze perypetie: szuka śledzi w Korei, rozmawia z polskim zakonnikiem w Busan, odwiedza polską piekarnię i zalicza wiele innych atrakcji. Pokazuje zarówno codzienne życie w stolicy, jak i mniej oczywiste, bardziej tradycyjne zakątki kraju. Szczególnie lubię też oglądać jej odwiedziny u koreańskiej rodziny.

Osobne miejsce w moim serduszku ma seria o Polakach mieszkających w Korei. Zawsze ciekawi mnie, co właściwie przywiało naszych rodaków na drugi koniec świata, czym się tam zajmują i jak wygląda ten kraj oglądany właśnie ich oczami. Jedni studiują na koreańskich uniwersytetach (płeć piękna) i opowiadają, jak wyglądają tam zajęcia, nauka języka oraz życie studenckie. Inni pracują, prowadzą własne biznesywychodzą za mąż albo po prostu układają sobie w Korei zwyczajne-niezwyczajne życie. Każdy ma inną historię i trochę inne spojrzenie, dzięki czemu nie dostajemy jednej pocztówkowej wersji Korei, tylko kilka różnych obrazów tego samego kraju. To trochę podróż, trochę reportaż, a trochę odpowiedź na pytanie: "Rodaku, jak Ty się tam właściwie znalazłeś?". Bardzo dobrze mi się to ogląda i zdecydowanie poproszę więcej takich odcinków.

We vlogach pojawiają się też perypetie życia na koreańskim osiedlu, anegdoty o jeździe windą #OparteNaFaktach ;D #Żarcik^^ oraz historie o zakorkowaniu połowy koreańskiego parkingu #ŁączęSięWBólu. Są również wyprawy do punktu medycyny naturalnej - szczerze polecam akupunkturę - spacerki do sklepów i po kawkę, jazdę metrem i wycieczki, jak choćby na wyspę Jeju (Czedżu). Mój mózg i tak czyta tę nazwę dokładnie tak, jak się ją pisze… no #NiDyRyDy inaczej ;)

A im głębiej wejdziecie w kanał, tym więcej najróżniejszych wątków znajdziecie. Jest wątek porodowy, mnóstwo ciekawostek z Korei, vlogi o paznokciach, a czasami nawet coś o samochodach - czyli dla każdego coś dobrego. Wiolę oglądają również Panowie, co zresztą czasem widać po komentarzach.


Odcinki Wioli, od których warto zacząć

  1. "PRZEPIS NA KIMCHI…" - absolutny klasyk, ta mina robi robotę ^^

  2. "Przepis na PIEROGI Z KIMCHI…" - temat "pierożkowy", a do kompletu dostajemy jeszcze małego, uroczego Sonu.

  3. "Udało się! Dorwałam śledzia!" - ten "śledź w Korei" to już prawie running gag. Odcinek-legenda. Śledź w Korei to nie zwyczajne jedzenie to quest poboczny z gry RPG, tylko zamiast miecza masz reklamówkę i determinację.

  4. "Czas zmienić nazwę kanału? Śledź z kimchi?!" - metażarcik najwyższej jakości. Tutaj już widać, że Wiola ma tę supermoc: nawet z jednego śledzia potrafi zrobić całą sagę. I ja to kupuję bez pytania.

  5. Jeju, czyli vlogi z wyspy: "Polka sama, na koreańskiej wyspie…" - ten odcinek działa jak wyjazd na urlop z koleżanką, tylko bez ruszania się z kanapy. Krajobrazy, jedzonko, targ i nagle pojawia się w głowie pytanie: "Czy ja właśnie potrzebuję biletu do Korei… czy kolejnej herbaty?".

  6. "Odwiedziłam niesamowitego Polaka w Korei - Mnicha..." - polski zakonnik w Busan i mocny wątek "Korea plus polskie ślady". Ciepły odcinek z klimatem: trochę wzrusza, trochę bawi, a na końcu i tak czujesz się jak po rozmowie z kimś mądrym.

  7. "Jedyna POLSKA PIEKARNIA w Korei…" - oglądasz i nagle przypominasz sobie zapach piekarni z dzieciństwa, tylko że tym razem jesteśmy w Seulu. Od czasu tego odcinka namiętnie śledziłam ich koreańskie poczynania "od kuchni", aż do zmian lokalowych. Później jakoś straciłam ich z radaru, a teraz podróżują po świecie. Nie wiem, dlaczego ostatecznie zrezygnowali z planów rozwijania piekarni w Seulu i może ktoś mnie oświeci. Szkoda, bo ten polski element miał potencjał, żeby rozrosnąć się w całą serię piekarni i śmiało konkurować z "Paryską Bagietą".

  8. "Rzeczy, których lepiej nie robić w Korei" - konkretny format zawierający informacje, które mogą uratować człowiekowi życie towarzyskie. Odcinek dla tych, którzy wolą zawczasu wiedzieć, co wolno, a czego lepiej nie robić, zanim zaliczą międzynarodową wpadkę.

  9. "Jakim cudem ludzie w Korei odmłodnieją o rok lub dwa!?" - kulturowy mind-blow, który uwielbiam. Człowiek ogląda i nagle czuje, jak mózg robi mu salto: "Chwila, czyli ja mam… ile lat?!".

  10. "100 dni Jony - pierwsze sto dni dziecka w Korei" - ciepły, totalnie rodzinny odcinek. Taki, po którym myślisz: "Okej, to jest urocze, proszę o więcej".

  11. "Koreański Vlogmas [odc. 1] Świąteczne zakupy w Daiso najlepszym sklepie w Korei!" - kto lubi filmiki z zakupów? Wszyscy. Daiso plus święta, czyli pełen pakiet szczęścia. Ten odcinek ma vibe: "Poszłam po jedną rzecz, wyszłam z piętnastoma i każda była potrzebna".

  12. "Mój ŚLUB W KOREI…" - inna tradycja, niepowtarzalny klimat i takie poczucie, że serio kibicujesz tej historii. Do kompletu dorzucam jeszcze tradycyjny koreański strój.



 




Kilka przydatnych wiadomości:
 




Serdecznie pozdrawiam Wiolę h5 oraz całą rodzinkę również :) <3 



No to papa (jedne słuszne).
Siemanko (Sonu z offu ;)




Sceny po napisach...

to oczywiście podchwycone u Wioli, nie ukrywam inspiracji, bo jak mnie coś wyjątkowo ubawi to chętnie używam :) 

P.S. 1 Muszę przyznać, że napracowałam się przy tym poście jak mróweczka, a samo przeszukiwanie mojej prywatnej biblioteki filmikowej i wyciąganie tych wszystkich perełek zajęło trochę czasu. Nie każdy post będzie miał aż tyle linków, bo to wymaga logistyki rodem z NASA, tym razem warto było się bardziej postarać! A tak na marginesie: jeśli Wiola kiedyś tu przypadkiem zawita i zastanowi się, czy ja przypadkiem nie uciekłam z pokoju bez klamek - spoko, to tylko kontrolowane szaleństwo, specyficzny humor i dyskusje z niewidzialną publicznością. Wszystko pod kontrolą!


P.S. 2 Lata lecą, blog ten sam, a przycisk "Czytaj więcej" nadal jest obrażony i dalej udaje, że nie działa. Próbowałam to naprawić kilka razy i zawsze kończyło się tak, że blog rzuca klasyczne You shall not pass, a szablon HTML mówi po prostu: "hehe".

Bo wiecie, jeśli ktoś szuka tu idealnie wymuskanego bloga lajfstajlowego, gdzie wszystko jest beżowe, gładkie i od linijki, to trafił pod zły adres. To jest blog domowy: miły, czasem z literówką, z humorem, luzem i pełną wolnością od grania roli „poważnego człowieka z poważnym życiem”. Bo poważnych rzeczy i tak mamy wokół po kokardę.

Tutaj ma być trochę jak w domowej kuchni: ciepło, swojsko, czasem coś wykipi z garnka, ale przynajmniej jest prawdziwie i z sercem. I chyba właśnie do tego sprowadza się cały ten mój blogowy vibe "Żyj bardziej po swojemu, a mniej pod opinię ludzi, którzy i tak zawsze będą mieć coś do powiedzenia".


P.S. 3 Ostatnio nawet mój laptop się zbuntował. Rozładował się, zrobił ciche bzzyt w ramach protestu po tych wszystkich latach, kiedy go tak bezlitośnie eksploatuję, po czym po włączeniu stwierdził beztrosko - jak dziecko, które pokazuje Ci język - że nie widzi dysku głównego ;P. Był Windows, nie ma Windowsa. Ot tak. Sobota wieczorem to idealny dzień, żeby się popsuć. I się zaczęło... Poczyniłam już pierwsze przygotowania psychiczne do pożegnania z niektórymi plikami, zdjęciami i rzeczami, z których oczywiście nie zrobiłam kopii zapasowej na dysk przenośny.

Na szczęście koniec końców udało mi się go uratować, ale nie dzięki superowemu hakerowi czy magikowi od kompów, tylko dzięki Gemini AI, który odratował mój laptop z otchłani niczym Gandalf po spotkaniu z Balrogiem. Choć na pierwszy rzut oka (i na drugi też) wyglądało na to, że mój sprzęt również będzie całkowicie nie do użytku. Bo przecież jak komputer wywala Ci okienko w BIOS-ie, to skąd masz wiedzieć, co tam naklikać? Akurat jakieś większe grzebanie w komputerze to nie jest moja specjalność.

Dalej nie wierzyłam w powodzenie tej misji, bo mój optymizm życiowy kończy się dokładnie tam, gdzie zaczyna się elektronika. I tak: cyk zdjęcie, pyk do czatu. I ten skubaniec jeden bez problemu przeprowadził mnie przez jakieś skomplikowane procedury: od pendrive’ów z Windowsem, przez zmiany w kodzie, aż po sprawdzanie dysków i cuda-niewidy. Na szczęście dyski okazały się sprawne! I po jakimś czasie ożył.

Więc jeśli macie wynieść dwie rzeczy z dzisiejszego posta to poza tą oczywistą, czyli kogo oglądać do popołudniowego rosołku, czyli Wiolę - przejrzyjcie własne pliki i zaktualizujcie kopie dokumentów, haseł oraz zakładek. Bo jak wiadomo, najlepiej uczyć się na cudzych błędach :)




Jeśli lubisz ten mój internetowy kącik, lubisz tu wracać i chcesz, żeby pojawiało się więcej postów, możesz postawić mi kawę, czyli małe paliwo do kolejnych opowieści. ☕😄 Jeśli choć raz coś tutaj poprawiło Ci humor, podsunęło coś ciekawego do obejrzenia, przeczytania albo ogrania lub po prostu umiliło Ci dzień — możesz pomóc, żeby ten mój kawałek Internetu dalej sobie rósł. ❤️

Każde takie wsparcie to dla mnie bardzo miły znak, że to, co piszę, naprawdę do kogoś trafia — takie małe: „hej, pisz dalej, ja tu zaglądam”. ❤️

A jak wiadomo — dobrze napojona Estetka to większa szansa na kolejne śmiechy, absurdalne dygresje i historie, które miały być krótkie, a potem same się rozsiadły jak u siebie. ✨☕

Postaw mi kawkę:


Chcesz być na bieżąco? 
I patrzeć, jak od czasu do czasu wrzucam jakieś kadry zza kulis? 
Obserwuj mnie na Facebooku :)

Estetka




Następny
To jest najnowszy post.
Poprzedni
Starszy post

0 komentarzy:

Prześlij komentarz



Chcesz coś dodać? Napisz komentarz 😉:
(konto google, dodając link do własnej strony lub wybierając z paska opcję: Anonimowy.
Dopisz swój nick, wtedy będę wiedziała do kogo się zwracam 😊

✔ Komentarze są moderowane (wyświetlą się po zatwierdzeniu)


#prawiejakrzeczywistość

#postkiedyśbędzie #19.2 #🙂 #kochanamamusia #zobiłakrokieciki^^ #dlaMagdusi😊 #tak #totamamaktórauwielbia #jakgramwpopularnemmorpgzfishingiem #*kreatywnyhashtag*🤭 #powiedz:seeernik🤭 #dlaczegojeszczeniewysłaliśmysernikadlaEstetki? #isłoikówzpiwnicy #*wszyscymyślą* #🧙‍♀️nowłaśnie #cojamamjeśćponocach? #tylerozrywki;D #*populacjakurierówwzrasta* #emocjejaknagrzybach😊 #gdyblogerkazastanawiasiężejejżarcikisięmarnują #dlaczegonieudostępniaichnaFB #otojestpytanie #samaniewie #boludziepaczoiwidzo #snapchatuEstetka #pojawiasięiznikamatematyka #jołjoł #ohojadłaczekoladę #Estetkaniejedz #tylekalorii #noktotowidział #cichutkohihi😊 #gdziekompotzmalin #isałatkawiosennadlaEstetki #cośdługotepaczkiidą;D #noktotowidział🙂 #akuku🙂 #listonoszsięobija🙂 #żartyktórychniktniepotrzebował🙃 #przychodzoczytajo #aktoMagdusięzabawiżarcikami🤣 #🧙przewidujemynowefoteczkinaFB #spoileryzasernik #🧙Estetkiniemaprzykomputerze:ponaciśnięciuprzyciskunagrajwiadomość #🧙znalazłanamkolejnąrobotę #zanieudanewróżby #🧙toponiżejnaszychkwalifikacji #🤭 #🧙proszęzostawiaćsernikiwrecepcji #zachwilęwstawifoteczkę #idealnagodzina🤭 #nietelefonodciasta #bolepszyniepotrafiłsfotografowaćnieba #ludzieileonamatychtelefonów #miliony:D #gdymaszśmiesznyobrazekwzakładkach #alenaglezniknął #czyEstetkaskasujekiedyśtehashtagi #tajemnicasagali #🧙*cośśmiesznego*🤭 # 🧙‍♀️ludziegdziemojekonfitury? #ipowidłaśliwkowe #jakjamamdokońćzyćposta? #bezciuciu #tyleżarcikówwjednympościetoświatniewidział #onaspecjalniepiszetekilometrowehashtagiżebyodsiaćtychnajlepszychczytelnikówjakwprogramieselekcja #🤭🤭 #coonaoglądatojaniewiem
#ohopiłaczekoladę #gdzienowypostnaFB? #pufff #🧙‍♀️🧙znikamystąd #najlepszażarcikowniauEstetki #awydzisiejszegodniarozszyfrujeciewszystkie? 😂 #czyodpadnieciezprogramu #🤭 #złapjewszystkie #pokeeeemon #tablogerkaśmiechowa😊 #acoto? #tęcza #omg! #najlepszatęczatylkouEstetki #hihi^^ #postbędziejakbędzie #noweżarciki?🤭 #gdzieżbyznowu🤭 #tydzieńhumorujeszczesięnieskończył🤭👇 #🧙ludzieEstetkanadalniewiecopowiedzieć🙂 #takjązaskoczyli #takporobili😊 #teżpiosenkidlaEstetki #najlepiej😊😊😊#proszęsięuczyćludziehihi^^ #jaksięrobiprezenty
#ludziektotopisał #cozatekst #hihi #śmiechowo #Estetkoniemówśmiechowo! #wtymwiekutrzebabyćpoważnym #poważniutkim🤣 #dzieńkobiet🙂 #kupisobieciastopychotka #boostatniodobrebyło #tablogerkałasnanasłodkie🤭 #powrotyzesklepżabka #coEstetkadzisiajje? #wszyscychcąwiedzieć🤭 #🧙ludziewiejskieziemniaczkisięskończyły #noktotowidział!? #wafelkiztoffie #gdziejestpostnafb? #zgłaszam:NP🤭 #żartuje🤭 #gdyotworzysz60zakładekikompuśprzestajedziałać🤣 #ktobyprzewidział🤭 #🧙‍♀️odczegojawasmam? #🧙puffff #🧙‍♀️ludziezkimjamuszępracować #uEstetkiniemożebyćpoważnie #musimysięztympogodzić🤭 #🧙przewidujemynowefoteczki #🧙cotomabyć!? #🧙totydzieńpieśniitańca #🤭 #wszyscyczujążekupiławięcejciastek🤣 #hashtagisięsameniepiszą🤭 #kiedyblogerkaskasujeobrazki #szkodajejżarcików🤣
#grunttoskromność🤭 #gdymiałaśwstawićzdjęciewcześniej #trudnesprawy🤭 #złotyczasantenowy #gdyzrobiszzdjęcieafilmikiznajdująsięsame #tendar🤭#komandorzedentyskaniechcezeznawać #cozniązrobić? #śpiewanienanichchybaniezadziała :D #idealnydesernamecz🙂









#aprzedEltusiembyłEstetuś🤭 #teobrazkitakieniepoważne #alewymyśliła #podpowiedzifacebooka #śmiechowe #hihi^^ #jużsamaniewiemgdzieteobrazkiwstawiać






Gdy blogerka dawno nie opublikowała posta, jedyna słuszna reakcja #hihi^^ #Hiacyntadobranawszystko🙂 #tefilmikitakieniepoważne:P #noktotowidział!?🤭